Gdańsk wrzodem na organiźmie Polski

Wynurzenia francuskiego publicysty

Tym razem zabrał głos o Gdańsku i polskim Bałtyku na łamach poczytnego dziennika „L’Ordre” człowiek może najbardziej do tego, poza sferami wojskowymi, powołany: Pan J. M. Renaitour – przewodniczący Komisji wojenno-morskiej parlamentu francuskiego. A więc osobistość fachowa i znająca te sprawy nie tylko z prasy czy z opowiadań.

Otóż p. Renaitour zaczyna swój artykuł od słów: „Traktat wersalski, który zwrócił Polsce niepodległość, pozostawił w jej organizmie terytorialnym wrzód, będący dziś sprawcą nieledą kłopotów. Wrzodem tym jest Gdańsk…”

A poczym pisze:
Ale wszak było łatwym, w oparciu o fakty historyczne i o wierność, jaką manifestował Gdańsk dla Polski prawie bez przerwy, od roku 1457 do pierwszego rozbioru, – złączyć po prostu Gdańsk z Polską, bez zastrzeżeń.”

Wskutek absurdu, który się tu wytworzył, dzięki poniechaniu tego prostego rozwiązania (oddania Gdańska Polsce) – twierdzi dalej autor, wynika sytuacja, w której Gdańsk, żyjący całkowicie z Polski i pod jej opieką, posiada senat wybitnie germanofilski i manifestujący wrogie tendencje, skwapliwie podsycane i wykorzystywane przez Rzeszę

Tu następuje rzeczowo wytłumaczenie konieczności Gdańska dla Polski, z gospodarczego, politycznego i strategicznego punktu widzenia. Nie będziemy tych wywodów powtarzali, bo Polacy znają je dobrze, ale wartoby aby zapoznała się z nimi prasa całego świata, tak są przekonywujące, bo napisane przez powagę fachową. Poczym autor wspomina o złej woli Gdańska w chwili odrodzenia Polski, o trudnościach, jakie może wbrew woli ludności lokalnej, władze gdańskie czyniły transportom broni i amunicji dla wojsk walczących na froncie.

Właśnie przeciwko temu przeciwnikowi, którego Rzesza dzisiejsza okrzyczała za największego wroga ludzkości, a który wówczas był niejako jej… sprzymierzeńcem przeciwko Polsce. Autor dodaje, że z trudności tych Polska, dzięki swej żywotności i mądrości politycznej jej rządu, wyszła zwycięsko. I z młodzieńczym zapałem wzięła się do zagospodarowania swego niewielkiego dostępu na morze.

Dziś Gdańsk i Gdynia są jej zarówno potrzebne, o czym świadczy choćby mniej więcej równy obrót obu portów (9 milionów ton rocznie dla Gdyni – 7 dla Gdańska), przy czym Gdańsk żyję całkowicie z zaplecza polskiego, podczas gdy pod panowaniem niemieckim był portem trzeciorzędnym. Wspaniały rozwój Gdyni nie przeszkodził mu bynajmniej w dalszym zwiększaniu obrotów, a jego instytucje bankowe promieniowały szeroko.

To też dziś, na pozór, pojąć nie można paradoksu, że Gdańsk „żąda przyłączenia do Rzeszy”. Natomiast łatwo zrozumieć, że Rzesza pragnie Gdańska, bo jeszcze Fryderyk Wielki twierdził w swym testamencie, że kto ma ujście Wisły i Gdańsk, ten jest bardziej panem Polski niż ten, kto w niej rządzi…

Jest rzeczą jasną – pisze p. Renaitour – że egzystencja Polski jest ściśle związana z morzem. Gdyby droga morska została dla niej zamkniętą, Polska stałaby się poniekąd wassalem Niemiec. To też polskie sfery kierownicze przywiązują do zagadnienia wolności morskiej wielką wagę, a Liga Morską i Kolonialna krzewi żywo ideę obrony morza i korzyści zeń płynących.

Tu autor cytuje przemówienie Pana Prezydenta Rzeczypospolitej w tygodniu morza, dotyczące rozwoju morskich sił zbrojnych i podaje skład polskiej marynarki wojennej i handlowej. Podaje też, w ślad za publikacjami Ligi Morskiej i Kolonialnej, granice programu morskiego Rzplitej, dla obrony Jej praw do morza. Program ten obejmować ma budowę 3 pancerników, lotniskowca, stawiacza min, 24 kontrtorpedowców, 12 eskortowców, 21 okrętów podwodnych i 25 okrętów pomocniczych – razem 150.000 ton, w myśl deklaracji genewskiej.

„Chwalebna ta ambicja – pisze p. Renaitour – która wskazuje, że Polska zdaje sobie sprawę z żywotnej konieczności, jaką jest dla niej wolny dostęp do morza, od którego zależy jej przyszłość”.

I kończy:
„…Dlatego też, aby przeciwstawić się nowym bezprawnym aneksjom terytorialnym i pomóc Polsce w obronie jej praw do egzystencji, Francja i Anglia oświadczyły zgodnie, że wszelkie agresywne poczynania Rzeszy w Gdańsku uważane będą za „cacus belli”.

Do jasnych i rzeczowych wywodów nie potrzebujemy dodawać komentarzy. Niejednokrotnie już mężowie stanu Francji i Anglii zaznaczali, że sprawa Gdańska nie jest wyłącznie sprawą dotyczącą Polski, ale jest kwestią równowagi europejskiej i przyszłości wielu państw i narodów. Pod tym względem przynajmniej sytuacja jest wyraźna.

Wydawany w latach 1926 – 1939 w Warszawie dziennik związany z ruchem narodowym; programowo antysemicki. Od 1934 roku związany z Obozem Narodowo-Radykalnym. Po delegalizacji ONR-u pismo stało się jego nieformalnym organem prasowym. Od roku 1935 wychodziło pod nazwą „ABC – Nowiny Codzienne” – było to wynikiem połączenia się tych dwóch dzienników. Pismo wielokrotnie cenzurowano i konfiskowano. Z jego niedzielnego, cotygodniowego dodatku kulturalnego powstał w 1935 roku tygodnik „Prosto z Mostu”.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close