Londyn – miasto tysiąca cudów

Londyn, w styczniu.

Karnawał. Londyński karnawał. Na ulicach poprzez gęstą mgłę przedzierają się światła, dźwięki i barwy. Ruch, ruch i tłok na ulicach. Wszędzie pełno przekupniów. Na Regent Street proponują nabycie tańczącego słonia, ciastek ze świstawką i tańczących myszek. Sprzedawcy wrzosu, nawołują do kupna kwiatków — dźwiękiem rogów. Wszędzie sprzedają jemiołę. Ale co się przedewszystkiem rzuca w oczy na wystawach sklepów cukierniczych – to ciastka świąteczne. Są wspaniałe – kolorowe – pokryte arabeskami z lukru.

MALARSTWO I MUZYKA

Muzyka na ulicach Londynu. Zabawne, a przecież pełne sentymentalnego uroku tony katarynek i mechanicznych pianin wpadają w mgłę. Tu znów, na ulicy usadowił się artysta malarz – na żądanie może zrobić wspaniały obraz – węglem i pastelami. Co kto sobie życzy? Może portret królowej Wiktorji, a może jaki pejzaż. Nieco dalej, na Oxfort Street pracuje i popisuje się mistrz frenologji. Jest ubrany czarno – wygląda jak przedwojenny przysłowiowy artysta. Jego żółto – cytrynowa czaszka, dokładnie wygolona, pokryta jest linjami i czerwonemi cyframi.

Londyn ma także swoje tradycje. Oto środkiem jezdni kroczy zamiatacz mierzwy końskiej i spełnia z godnością swoje czynności. Motoryzacja Londynu nie wyparła jeszcze końskiej siły pociągowej.

WSTĄPMY NA WHISKY

Mgła londyńska jest chłodna, przejmująca. Wartoby się rozgrzać. Trzeba wstąpić na kieliszek Whisky. Gdzie? Skierujmy się do troszkę podejrzanej dzielnicy Londynu – Soho. Tam mieści się sławetny zakład Victora Berlemonta – Francuza. Berlemont jest posiadaczem wspaniałych olbrzymich wąsów i od czterdziestu lat mieszka w Londynie. Nie należy ominąć okazji podziwiania jego wspaniałej kolekcji ryb – pływających w wielkich akwariach. No, a pozatem – trzeba jeszcze coś wypić. Na rozgrzewkę. Może whisky, może koniaku?

A WIECZOREM…

Wieczorem jest na ulicach chyba jeszcze pełniej, jeszcze tłoczniej, jeszcze głośniej. Handlarze zapałek – podsuwają wszystkim swój towar. Tu znów sprzedawcy programów teatralnych oraz kwiaciarki z koszyczkami fiołków i narcyzów. Widzi się coraz więcej osób w strojach wieczorowych. Oto urocza Hinduska -córka maharadży, podąża z asystą do Savoyu na bal, tam znów skośnooki chiński gentleman w cylindrze udaje się do Opery, a przystojny, rasowy Anglik – idzie do swojego klubu.

Przed drzwiami baru – młody człowiek w smokingu, z gorsem koszuli zapiętym na niesłychanej wielkości błyszczące spinki – przygrywa na banjo.

Wtem ciemną draperję nieba rozjaśniają, rozbijają gwiaździste, świetliste bukiety płonących rakiet i reklam świetlnych. Zmieniają się tak jak w bajce, albo jak we śnie. – Główka prosięca – reklama puddingu przekształca się nagle w kwiat -reklamę perfum – a potem w ananas – reklamę fabryki galaretek.

Tymczasem w uboższej dzielnicy produkuje się na ulicy mężczyzna z tresowaną kozą i połykacz ognia z psem, który pali fajkę.

FENOMENY

Jeszcze dalej, dalej ku krańcowi pięknego Londynu możecie obejrzeć kolonję fenomenów. Reklamuje je speaker – zapraszając do wnętrza.

– Panowie i panie – obejrzyjcie najdziwaczniejsze wybryki natury ludzkiej – proszę, wejść do środka. Tam przebywają sławne dziewczęta lamparty, podobne zupełnie do zwierząt o tej samej nazwie, jest również pożeracz krzemieni, zwany człowiekiem o strusim żołądku, jest najmniejsza na świecie kobieta, podnosząca olbrzymie ciężary – sama zaś waży tylko 18 kilogramów. Zobaczcie zaklinaczkę węża Pythona, mumję królowej Tutayima, człowieka -automat – oraz Omi – człowieka najbardziej tatuowanego na świecie.

FENOMEN I SZCZĘŚCIE RODZINNE

Wejdźmy więc do budy fenomenów. Kobiety – lamparty, to dwie młode dziewczyny, Francuski – urodzone na Martynice. Mają nierówno zabarwioną skórę, co sprawia wrażenie, jakby były centkowane lub w łatki. Jedna z nich nazywa się Celia, druga Wiktorja. Czy żyją w zgodzie, czy się kochają ? Wiktorja zapala, papierosa i opowiada, że wcale się nie kłócą. Przeciwnie – kochają się bardzo, a w domu było aż piętnaścioro rodzeństwa.

– Czy nie tęsknią do swojej rodzinnej wyspy?
– Nie, nie tęsknią. I zbierają pieniądze. Już nawet trochę uzbierały – i za to ich ojciec kupił piękną farmę w Stanach Zjednoczonych. Nie tracą nadziei, że któregoś dnia same też tam zamieszkają.

Oczywiście, że mają i inne marzenia, Wiktorja – nie chce mieć dużo pieniędzy, ale zato chciałaby wyjść zamąż, posiadać własny mały domek i wieść żywot spokojny.

Małe „lamparciątka” – też są w programie.

Marzenia Celji są bardziej „światowe” – chciałaby występować w rewjach i operetkach.

MATRYMONJALNE SZCZĘŚCIE LILIPUTKI

Maleńka Cya Graf w wieczorowej sukni, pokrytej pailletkami – mierzy dokładnie 85 i pół cm. wzrostu. Dosłownie można ją sobie posadzić na dłoni. O czem marzy ta maleńka istotka. Kiedy zapytać ją o zamiary na przyszłość, potrząsa powątpiewająco główką i ma łzy w oczach. A potem cieniutkim, zatroskanym głosikiem opowiada, że bardzoby chciała wyjść zamąż też za liliputka, któryby ją bardzo, bardzo kochał.

A pozatem chciałaby tańczyć w music – hallu.

TRZEBA UMIEĆ CIERPIEĆ

Omi, olbrzym tatuowany. Omi ma czaszkę kompletnie wygoloną. Na całem jego ciele niema ani kawałeczka skóry, która nie byłaby pokryta tatuażem. Kiedy tak stoi milczący i nieruchomy ma się wrażenie, że to upiorna zjawia senna. Omi -tak mało przypomina żywego człowieka. Wygląda raczej jak maska z Dahomeyu lub murzyńska rzeźba z Wysp Wielkanocnych.

Ileż lat trzeba było zużyć na wykonanie tatuażu?

Omi informuje, że zabieg ciągnął się przez cztery lata. Operacji tatuowania dokonywano częściowo w Indjach, a częściowo w Anglji.

– Dlaczego pan pozwolił się tatuować ?

Omi odpowiada z niewzruszonym spokojem:

– Dla przyjemności.
– Czy to jest bolesne?
– Ma się rozumieć, że jest bolesne. Ale…

Omi cytuje aforyzm: – Trzeba cierpieć, aby być pięknym.

ZEGAREK NA OBIAD

Człowiek o żołądku strusia, człowiek, który połyka krzemienie -połyka właśnie z apetytem ostrygę.

– Czy pan się nie obawia, że te krzemienie, ktoremi się pan odżywia, zaszkodzą panu?

Człowiek o żołądku strusia twierdzi, że wszystko jest kwestją przyzwyczajenia.

– Czy to prawda, że połyka pan również żywe żaby?
– Tak, naturalnie. Ale w Anglji połykanie żab jest zabronione, więc połykam zegarki.

Koniec pokazów w budzie fenomenów. Buda pustoszeje. Zaklinaczka wężów pakuje swojego Pytona do pudła od kapeluszy i oddala się. Wygląda z tem pudełkiem jak paryska midinetka. Dziewczęta – lamparty wracają do swojego hotelu w towarzystwie Wielkiego Omi, a maleńka liliputka wkłada swój dziecinny paltocik.

Buda pustoszeje. Pozostaje tylko nieruchoma mumja królowej Tutavimy.

Wydawany w latach 1926 – 1939 w Warszawie dziennik związany z ruchem narodowym; programowo antysemicki. Od 1934 roku związany z Obozem Narodowo-Radykalnym. Po delegalizacji ONR-u pismo stało się jego nieformalnym organem prasowym. Od roku 1935 wychodziło pod nazwą „ABC – Nowiny Codzienne” – było to wynikiem połączenia się tych dwóch dzienników. Pismo wielokrotnie cenzurowano i konfiskowano. Z jego niedzielnego, cotygodniowego dodatku kulturalnego powstał w 1935 roku tygodnik „Prosto z Mostu”.

Close