Pogawędka niedzielna

Refleksje z prowincji

Utarł się już taki zwyczaj, że podczas feryj, każdy śpieszy poza stolicę, żeby się – jak to mówią – przewietrzyć…

Przewietrzenie takie wygląda w ten sposób, że człowiek się dusi w tłoku i pół-omdleniu w przegrzanym wagonie w ciągu sześciu, ośmiu, dziesięciu godzin, po czem wyłazi zmiętoszony jak nieboskie stworzenie i strasznie jest rad, że się wyrwał z Warszawy.

Wycieczki w zachodnią stronę Polski sprawiają przyjemność. Jedzie się przez okolice ładnie zabudowane, o domach przeważnie murowanych i dość czystych. Gdy się jednak udamy na prawy brzeg Wisły, to im dalej od stolicy, tem podróżnemu staje się bardziej przykro. Przed oczami przepływają równiny szerokie, piaszczyste, biedne, ledwie gdzie niegdzie upstrzone nędznemi sosenkani… Z równin wyskakują chałupiny niskie, ślepiące maleńkiemi okienkami tuż przy ziemi, a nakryte ciemnemi strzechami, jak włochatą czapą. Krajobraz przerzynają jakieś drożyska wąskie, pełne wądołów, zastoin wodnych i błota.

Bieda, nędza, niedbalstwo!

Wisła tuż za Warszawą ma takie brzegi, że na ich widok poprostu na płacz się zbiera. Przejeżdżając pociągiem przez „królowę rzek naszych”, człowiek siłą woli tłumi łzy w obawie, że gdy uroni ich kilkadziesiąt do Wisły, to ta odrazu wystąpi z brzegów i zaleje pół kraju. Wieprz koło Dęblina jeszcze rozpaczliwszy.

Warszawa nie jest miastem najczystszem. Wiemy coś o tem! Nie jest również miastem grzecznem, bo gdy ci zaczną robić awanturę podczas wsiadania do tramwaju, to kończą dopiero, gdy wysiadasz…. z autobusu. Ale mimo wszystko – dzięki taksówkom, tramwajom, światłom neonowym, wystawom, jedynemu drapaczowi chmur – jakoś się tam podciąga do poziomu europejskiego.

Siedząc w stolicy, zapominamy o naszej „młodszości cywilizacyjnej”. Natomiast kraj, położony na prawym brzegu Wisły, poprostu krzyczy o tem, jak jesteśmy zacofani i zapóźnieni.

Pociąg pędzi ze stukotem – duch, duch, duch! duch, duch, duch! – a ciemne pola i nędzne chałupy nie kończą się wcale, chociaż przejeżdżamy przez okolice zamożne, o znakomitej glebie. Nastraja to jakoś minorowo i na pamięć przychodzą różne cyfry. Choćby ta na przykład, że przez jeden z placów Paryża przejeżdża w ciągu pół godziny 20.000 samochodów, czyli mniej więcej tyle, ile ich wogóle grzęźnie w polskich błotach jak rok długi.

Niewesołe refleksje przerywa zatrzymanie się pociągu. Stacja… Wsiada się na furmankę i hajda dalej!

Ostatnio przejeżdżałem przez miasteczko, a właściwie osadę o ludności 4000 – 5000 mieszkańców, położoną wśród pięknych pagórków lubelszezyzny… Błoto, gnój, nieczystości są tak okropne, ze przerażony mech, nie chcąc kalać swej zieleni, czmychnął na słomiane strzechy i stamtąd łypie okiem ku bakterjom, odprawiającym w stęchliźnie istne bale i orgje. Poprostu wylęgarnia chorób.

Za tak opłakany stan kraju wciąż zrzucamy odpowiedzialność na Rosję i przeciwstawiamy były zabór carski zaborowi niemieckiemu, gdzie wszystko lśni i połyskuje.

Zgoda! Niechlujni, niżej od nas stojący Rosjanie zawinili bardzo dużo, podobnie jak Niemcy bardzo dużo dla nas zrobili, ale…

Otóż to właśnie „ale”! Przecież niedługo minie dwadzieścia lat od chwili odzyskania niepodległość i czas najwyższy jako tako wyrównać ogólny poziom naszego kraju. Wyrównać oczywiście w sensie podniesienia centrum i wschodu do poziomu zachodnich prowincyj, lecz nie odwrotnie!

Narazie wcale się na to nie zanosi. Szara Wisełka systematycznie, powoli, z rozmysłem podgryza uregulowane brzegi w byłym zaborze austrjackim oraz niemieckim i maluczko, a rozleje się tam szeroko, jak w byłej Kongresówce.

Podobno niema pieniędzy na konserwację starych obwałowań.

W Polsce mamy moc do zrobienia, zbudowania, uregulowania, ulepszenia, lecz ile razy się to stwierdza, ludzie mądrzy kiwają głowami i mówią:

– Niema pieniędzy!

Oczywiście nikt temu nie może zaprzeczyć, bo ktokolwiek sięga dzisiaj do kieszeni po złocisza – łowi tam wiatr. Tylko, że oprócz pieniądza – pewnej umownej fikcji – istnieje dziś jeszcze wola społeczeństw i narodów jako czynnik budowy. Dzika Rosja zamienia się w kraj uprzemysłowiony, gnana w inne jutro knutem woli fanatyków; Niemcy budują, zadziwiając i przerażając świat, Włochy w oczach wszystkich tworzą nową potęgę.

Dziś ostrożnością nic się nie zrobi! Myśleć jedynie o ochronie tego, co się po 120 latach niewoli zdobyło, t. j. państwowości – znaczy w naszych warunkach cofać się. Defenzywa nigdy nie popłaca – do zwycięstwa rozstrzygającego prowadzi zawsze atak. Trzeba śmiało biedzie i zapuszczeniu spojrzeć w twarz, a potem rozmachnąć się – i w łeb je!

Nie jestem ekonomistą i nie stać mnie na wypracowanie programu skończenia z nędzą polską, lecz – darujcie – nie mogę w to uwierzyć, żeby kraj pod każdym względem samowystarczalny, o ludności zdolnej, pracowitej, zapobiegliwej i aż nadto cierpliwej nie mógł sobie dać rady z t. zw. kryzysem.

Trzeba się z nim zmagać. Na to, żeby walkę podjąć i wygrać ją, musi się złożyć cały szereg czynników, w pierwszym zaś rzędzie jasny i zrozumiały program u góry, a wiara w powodzenie i entuzjazm u dołu.

W chwili, kiedy to piszę, to jest w chmurny, ciemny dzień -niebo zalega jedna szarzyzna: chmury, a ziemię druga – błoto. Zewnątrz nie dochodzi mnie żaden pogłos… We wsi wszyscy niemal siedzą w chałupach, tylko czasem przez drogę przejdzie jakiś chłop w kożuchu i baraniej czapce… Wolno, nie śpiesząc się. W atmosferze skisłej i wilgotnej panuje jakaś bierna senność. Wszystko to sprawia, że rozumiem, jak trudno w naszych warunkach rozruszać masy, przejąć je jedną myślą i jedną wolą.

Ale czyż cokolwiek wielkiego w historji przyszło kiedy łatwo?

Jan Waśniewski

Wydawany w latach 1926 – 1939 w Warszawie dziennik związany z ruchem narodowym; programowo antysemicki. Od 1934 roku związany z Obozem Narodowo-Radykalnym. Po delegalizacji ONR-u pismo stało się jego nieformalnym organem prasowym. Od roku 1935 wychodziło pod nazwą „ABC – Nowiny Codzienne” – było to wynikiem połączenia się tych dwóch dzienników. Pismo wielokrotnie cenzurowano i konfiskowano. Z jego niedzielnego, cotygodniowego dodatku kulturalnego powstał w 1935 roku tygodnik „Prosto z Mostu”.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close