Ciemne perspektywy współczesnej rodziny
Kobiety do domu!

Na marginesie pewnej dyskusji

Artykuł powyższy zamieszcza redakcja jako dyskusyjny.

W jednem z pism warszawskich świeżo skończyła się dyskusja na jeden z najbardziej palących tematów życia powojennego: nad sytuacją kobiety pracującej.

Bezpłodne wyniki

Osoby, biorące udział w sporze podzieliły się na kilka obozów. Niektóre wystąpiły namiętnie nie tylko przeciw zarobkowej pracy kobiet, lecz wogóle przeciw równouprawnieniu. Inne, umiarkowańsze, zadowoliły się zwalczaniem tylko zarobkowania i upierania się przy ograniczeniu pracy niewiast do terenu ogniska domowego. Znaleźli się i tacy, którzy z entuzjazmem pochwalali rozwijający się wciąż prąd wkraczania kobiety we wszystkie dziedziny pracy człowieka. Lecz był i żartobliwy filozof. Ten wtrącił nie pozbawioną złośliwej trafności uwagę, że niema takiej „kobiety wyzwolonej”, która nie oddałaby bez namysłu całego równouprawnienia za jednego… przystojnego chłopca.

Dyskusja oczywiście skończyła się niczem i wszyscy pozostali każdy przy swojem zdaniu.

Tem bardziej wynik ten nie przyczynił się do należytego postawienia zagadnienia, nabierającego coraz większej wagi społecznej.

Stan faktyczny

Przedewszystkiem trzeba się liczyć ze stanem rzeczywistym sprawy. Wyraża się on szeregiem faktów, których początek bynajmniej nie sięga do breweryj angielskich sufrażystek, lecz rozpoczyna się z dniem wybuchu wielkiej wojny, z dniem powołania mężczyzn do szeregów armji, kiedy, opuszczone przez nich stanowiska musiała zająć kobieta.

Zatem nie żadne hasła, nie żadne awantury, demagogje i ideje otworzyły kobiecie drogę do równouprawnienia, lecz twarda konieczność życiowa. Konieczność ta, acz wyrażająca się innemi formami trwa w dalszym ciągu. Z wojny nie wróciło kilka miljonów mężczyzn, a świat wogóle cierpi na nadprodukcję – jeżeli tak można się wyrazić – kobiet. Katastrofalny stan gospodarczy, spadek zarobków i wzrost drożyzny doprowadziły do tego, że praca li tylko głowy rodziny, praca ojca, nie może w 90-ciu wypadkach na 100 zapewnić tej rodzinie środki utrzymania przy życiu nad stan, co jest u nas powszechne.

We wspomnianej dyskusji ktoś twierdził, że obniżenie skali zarobków właśnie jest skutkiem inwazji kobiety w dziedzinę pracy męskiej.

Jest to pogląd nad wyraz zabawny, gdyż bezceremonialnie miesza skutki z przyczynami. Znam pewną pięcioletnią dziewczynkę, która, gdy ją pytano: skąd się bierze wiatr, odparła:

– Jakto skąd? Drzewa machają gałęziami i robią wiatr.

Autorka tego spostrzeżenia ma wszakże lat pięć i nie zabiera głosu w dyskusjach publicznych. Przypuszczam jednak, że gdy dorośnie, i odczuje na sobie samej, że dochody jej ojca nie wystarczają na jej zbytkowne suknie – postara się o posadę. Oczywiście nie słabnąca tą drogą podaż uniemożliwia zwyżkowanie skali zarobkowej, lecz nonsensem jest twierdzenie, że ta podaż, która jest wynikiem jej spadku, stanowi tego środka przyczynę.

Tak chce mężczyzna…

Konieczności życiowe, zmuszając kobietę do pracy zarobkowej, nie mogły nie wywrzeć swego piętna na obyczajowości kobiety, która przeszła głębokie i społecznie szkodliwe przemiany.

Ulubionym aforyzmem, którym każda kobieta odpowiada na niezadowolenie z tych przemian mężczyzny, jest powiedzonko:

– My jesteśmy takie, jakiemi chce nas mieć mężczyzna.

Tymczasem – rzecz dziwna – mężczyzna dał sobie to wmówić i chociaż w głębi pragnąłby mieć w kobiecie kochającą żonę, wspólniczkę życia, przyjaciółkę, matkę swoich dzieci i współpracowniczkę w ich wychowaniu, a nie żyjącą własnem życiem: biurem, kawiarnią, boiskiem, chłopczycą – uwierzył, że chce właśnie takiej.

Wmówiły – jak jajko w chorego.

W dyskusji, o której mówiliśmy na początku, obszernie rozpatrywano kwestję tę właśnie, kwestję zmienionego stosunku kobiety do mężczyzny.

Nie poruszono jednak sprawy najważniejszej: – społecznego znaczenia tej zmiany, a nawet znaczenia… państwowego.

Ognisko domowe czy hotel

Chwila cierpliwości, a przekonamy się, że użycie tu słów „społeczeństwo” i „państwo” bynajmniej nie jest przesadą.

Od tysiącleci przez wszystkie narody, przez wszystkie rasy uznany jest dogmat rodziny. Socjologja zaś uczy nas, że rodzina jest jakby komórką społeczeństwa, zaś historja potwierdza to szeregiem przykładów, mówiących dobitnie, że tam, gdzie następowało zwyrodnienie instytucji rodziny, jej rozluźnienie czy zanik, – społeczeństwa rozkładały się, upadały i całe narody i państwa znikły z powierzchni ziemi. Są to prawdy zbyt stare, byśmy mieli szukać potwierdzenia w cytatach, tak stare jak i te, że narody o silnie rozwiniętej komórce rodziny trwają i przodują. Nawet utrata współczesnego państwa – jak to widzimy u żydów – nie zdoła zniszczyć narodu, pielęgnującego dogmat rodziny.

Tymczasem jak wygląda dom rodzinny dzisiaj?

Śmiem twierdzić, że przypomina coraz bardziej hotel, w którym się nocuje, je, lecz nie spędza się życia.

Przyszłe pokolenie

Mówię oczywiście o przeciętnym i dla naszych czasów typowym domu. Ojciec w biurze, matka też, dzieci na łasce jakiegoś garnkotłuka, czy nieinteligentnej bony. Po obiedzie rodzice też nie siedzą w domu. Dodatkowa praca, sport, czy kawiarnia – wszystko jedno, byle nie siedzieć w domu, który ich niczem nie pociąga.

Nie spotkam się chyba z niczyim sprzeciwem, gdy powiem, że dzieci, w takich warunkach wychowane, wyjdą w życie bez najmniejszego poczucia potrzeby życia rodzinnego, bez poczucia łączności z ogniskiem domowem. Pójdą w rozsypkę i same do założenia rodziny dążyć nie będą.

I tu właśnie tkwi sedno sprawy. Tu najważniejszy i najcięższy znajdujemy argument przeciw – nie równouprawnieniu, bo to bzdury – lecz przeciw zarobkowej pracy kobiet poza domem, bowiem przekonaliśmy się, że kwestja istnienia tego domu jest, mówiąc krótko, kwestją obecności w nim żony.

Niewątpliwie wiele kobiet zdaje sobie z tego równie jasno sprawę i – bądźmy optymistami – może już wkrótce będziemy świadkami zdrowej reakcji przeciw procesowi rozkładu rodziny, przeciw procesowi groźnemu dla nas nie tylko osobiście, lecz społecznie, narodowo i państwowo.

Wydawany w latach 1926 – 1939 w Warszawie dziennik związany z ruchem narodowym; programowo antysemicki. Od 1934 roku związany z Obozem Narodowo-Radykalnym. Po delegalizacji ONR-u pismo stało się jego nieformalnym organem prasowym. Od roku 1935 wychodziło pod nazwą „ABC – Nowiny Codzienne” – było to wynikiem połączenia się tych dwóch dzienników. Pismo wielokrotnie cenzurowano i konfiskowano. Z jego niedzielnego, cotygodniowego dodatku kulturalnego powstał w 1935 roku tygodnik „Prosto z Mostu”.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close