• ABC
  • / 11.07.1930
  • / Warszawa
  • / Rok 5, Nr 190

Jak Zachód przekabacił Polskę czyli

Tajemnica łaźni

W czasie wojny z bolszewikami zaprzyjaźniłem się z pewnym oficerem francuskim. Był to człowiek inteligentny, poza swoją adwokaturą, którą sprawował w cywilu w jednem z zachodnich miast Francji, interesował się historją, studiował literaturę – słowem musiał wyróżniać się wśród kapitanów wogóle, a wśród kapitanów francuskich w szczególności znacznie mniejszym stopniem ignorancji.

Podczas jednej z naszych długich rozmów mój Francuz, któremu naogół Polska bardzo się podobała, zaczął narzekać na brak w naszym kraju zamiłowania do czystości fizycznej, na brak łazienek w wielu domach, na zupełny ich brak we dworach i w miasteczkach. Na zakończenie pocieszał mnie jednak tem, że kultura Zachodu szybko zostanie przez nas przyjęta i jako pierwszy postęp przyniesie nam łazienki, bowiem miarą poziomu kulturalnego danego kraju, jest jednak naprawdę ilość zużywanego przezeń mydła.

– A czy widział pan – zapytałem – w Warszawie park i pałac nazywający się „Łazienki”?

– Owszem. Nawet dowiedziałem się, że nazwa ta pochodzi od tego, że ostatni wasz król Stanisław August urządził tam pokój kąpielowy, co było takiem w Polsce curiosum, że aż cały pałac nazwano Łazienkami.

– Myli się pan – odparłem -Stanisław August nigdy się nie kąpał. Nie mył się wogóle. Jedynie przy jedzeniu płukał w wodzie końce palców.

– Niemożliwe! Skądże zatem nazwa?

– Nazwa? – rzekłem skromnie – nazwa prawodpodobnie przechowała się z XII-go wieku od wielkiej łaźni, jaką na tem miejscu została wzniesiona przez książąt Mazowieckich.

Wersal i barbarzyńcy

Francuz był zdumiony. Gdy opisałem mu jak odbywał swoją toaletę król Staś, jak zamiast wody używał pudru, którym go codziennie „obdmuchiwali” przy pomocy specjalnych miechów dwaj pokojowcy i dodałem, że ten rodzaj higjeny przyniesiony został żywcem z Wersalu – oniemiał.

Wiedział, że w Europie zapatrzonej w Wersal, ślepo naśladującej świetny dwór Ludwika XIV wytworni ludzie używali specjalnych młoteczków do zabijania insektów, że mieli specjalne grabki do skrobania się po ich ukąszeniach, ale nie wiedział, że ta wykwintna Europa z tymże Wersalem na czele nie używała wcale kąpieli.

Tem bardziej nie wyobrażał sobie, że „barbarzyńscy słowianie” przestali się myć dopiero pod wpływem zabawnej kultury Zachodu.

A przecie nie jest to fantazją. Historją mówi nam, że Leszek Biały został zabity w łaźni w roku – 1227-mym! Historja wspomina, że Mieszko pierwszy wraz z małżonką Dąbrówką codziennie kąpał się w łaźni, a Bolesław Chrobry tam karał swoich dworzan „siekąc ich „wienikiem”, czyli pękiem brązowych gałązek, używanych powszechnie do… masażu przy parowych kąpielach jeszcze w czasach legendarnych. Opisuje to ojciec historji Słowian kronikarz Nestor w podróży św. Andrzeja.

Zatem barbarzyńscy Słowianie myli się i to myli się codziennie, podczas gdy na Zachodzie jedynie kobiety najwyższych sfer brały kąpiele i to jedynie kosmetyczne (w mleku, w wywarach – nigdy w wodzie!), a mężczyźni nie myli się nigdy. Ponieważ zaś nie znano wówczas mydła do prania ubrań używano moczu zwierzęcego, (u nas ługu!), co wytwornym szatom dawało sympatyczny aromat. Można sobie wyobrazić jak pachniała kulturalna Europa niemytych ludzi aż do rewolucji francuskiej!

Przekabacili

Podróżnik włoski, opisujący Polskę XV-go wieku, wyraża się dość lekceważąco o obyczajach noszenia przez Polaków długich szat. „Poleny nie noszą nogawic i kabatów”. Istotnie kabaty, czyli coś w rodzaju majteczek, do których przypinały się sukienne nogawice, sięgające pachwin nie chciały przyjąć się u nas, chociaż od końca XIII-go stulecia były już w Europie powszechne. Niemców przyjeżdżających na dwór Wawelski w kabatach w r. 1396-tym kroniki nazywają „pludrami”, a jeszcze w końcu XVI-go wieku księża wyklinają z ambon tych, co zaczęli nosić kabaty, czyli dali się „przekabacić”. Pokazywanie nóg uchodziło za grubą nieskromność, a nawet rycerz zaraz po zejściu z konia okrywał zbroję opończą.
W barbarzyństwie tem trwała Polska długo, a tymczasem nie przestawała się myć.

Tenże podróżnik włoski ze zdumieniem zaznacza, że każdy szlachcic i mieszczanin bogatszy ma w domu łazienkę, a biedniejsi do ogólnych kąpielisk chodzą.

Jak namiętnie używano kąpieli, świadczy fakt, że biskupi wydali zakaz używania łaźni w dni świąteczne, a brat Władysława Jagiełły, chcąc się kąpać nadal codziennie, musiał na to uzyskać dyspensę od Ojca św. Eugenjusza IV-go.

Że zamiłowania te nie zmniejszyły się z biegiem wieków, świadczą liczne dokumenty. U Kochanowskiego, u Reja, u Jana Chryzostoma Paska, u Gołębiowskiego znajdujemy liczne o łaźniach wzmianki. W listach Zygmunta Starego i Zygmunta Augustą również.

Myli się Polacy, póki kultura Zachodu ich nie przekabaciła.

Mens sana…

Zdrowi byli, dzielni i mądrzy. Czystość fizyczna szła w parze z czystością obyczajów i ze zdrowiem duchowem. Mens sana in corpore sano. Życie było bujne, polityka mądra, dobrobyt wszystkich warstw imponujący. Potęga państwa rosła.

Oczywiście nie popełnię nonsensu, przypisując to wszystko wpływowi… łaźni. Nie ulega jednak wątpliwości, że łaźnia, jako współczynnik obyczajności ówczesnych pokoleń, był jednym z rysów charakterystycznych odrębności plemiennej, że cechował własną oryginalną kulturę, którąśmy przecież posiadali.

Dopiero narzucenie nam mody obcej, dopiero zaaklimatyzowanie się u nas obyczaju zagranicznego datuje początek upadku wewnętrznej jędrności społeczeństwa, a co za tem idzie, początek diminuenda w mocarstwowym rozwoju Rzeczypospolitej.

Jak stwierdza lekarz Jana III-go Anglik Konwer, król już tylko zrzadka łaźni używał, a Marysieńka, (Francuska) „nunquam vel raro”, a taksamo i dworzanie i szlachta.

Do pierwszych lat osiemnastego wieku przetrwała tylko jedna łaźnia publiczna w… Poznaniu.

Tak Zachód przekabacił Polskę.

Porozbiorowe kroniki milczą już jak zaklęte o łaźniach. Ludzie myją się zrzadka i niechętnie. Dopiero od połowy XIX-go wieku w bogatych domach zaczynają zjawiać się wanny i łaźnie publiczne.

Od czasu odzyskania niepodległości liczba ich się zwiększa, chociaż po dziś dzień Warszawa np. ma zaledwie jedną trzecią część mieszkań z pokojami kąpielowemi.

Przyszły historyk naszej obyczajności będzie jednak mógł zanotować niewątpliwy fakt istnienia w naszych czasach łaźni, i to łaźni kolosalnych, labiryntowych, skoro w jednej z nich mógł zaginąć generał Zagórski.

T. D. Mostowicz.

Wydawany w latach 1926 – 1939 w Warszawie dziennik związany z ruchem narodowym; programowo antysemicki. Od 1934 roku związany z Obozem Narodowo-Radykalnym. Po delegalizacji ONR-u pismo stało się jego nieformalnym organem prasowym. Od roku 1935 wychodziło pod nazwą „ABC – Nowiny Codzienne” – było to wynikiem połączenia się tych dwóch dzienników. Pismo wielokrotnie cenzurowano i konfiskowano. Z jego niedzielnego, cotygodniowego dodatku kulturalnego powstał w 1935 roku tygodnik „Prosto z Mostu”.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close