JERZY ŚLIWIŃSKI

Czy zburzenie legendy Pułaskiego

Może zawodowe „odbrązowienie” nie było celem tej pracy, niemniej w świetle badań autora, na terenie amerykańskim postać Pułaskiego traci cały niemal swój nimb. Wielkość jego w miarę czytania tej monografji maleje, osoba Pułaskiego schodzi do poziomu przeciętnego człowieka i nawet poziom ten przekracza… wdół.

Kazimierz Pułaski

Kazimierz Pułaski (domena publiczna)

Pułaski po załamaniu się i upadku konfederacji barskiej wyjeżdża do Francji. Mimo jego sławy najzdolniejszego oficera, nie może znaleźć pola działalności. Osoba jego jest dla rządu francuskiego raczej kompromitującą, niż pożądaną. Pozbawiony dochodów, brnie w długi, zadaje się z podejrzanem towarzystwem międzynarodowych zawalidrogów. Jego religijne poglądy mącą się; odsuwa się od katolicyzmu, wstępuje do loży masońskiej. Jedynie ambicja jego cierpi w tem stadjum marazmu i nudy. Możliwość wydostania się z kłopotów materjalnych i chęć wybicia, kieruje go do Ameryki. Za długi jego ręczy prawdopodobnie dwór wersalski i Pułaski, po otrzymaniu zaliczki na podróż, wyjeżdża do Ameryki.

Tutaj pierwsze jego wystąpienia, nie przynoszą mu zaszczytu, jako Polakowi. Wypiera się swej ojczyzny, oświadczając: „…elle n’existe plus pour moi”. Nie przyczynia mu sympatji Amerykanów takie stanowisko, oraz deklaracja, że pracą swą, chce wywalczyć sobie nową ojczyznę. Dzięki poleceniom z Paryża powierza mu Waszyngton organizowanie kawalerji młodej republiki. I oto okazuje się, że Puławski nie dorósł do stopnia generała, jaki mu nadano i nie nadaje się na organizatora i dowódcę. Niesforny duch nie chce uznać nad sobą żadnego zwierzchnictwa, a równocześnie sam nie umie zachować autorytetu wobec własnych podwładnych. Niepokoi kongres żądaniami powiększenia stanu liczebnego kawalerji, on, który nie potrafi poradzić sobie z dotychczasowemi 700 ludźmi. Nie wywiązał się Pułaski z powierzonego mu zadania i z ulgą przyjmuje Waszyngton jego prośbę o dymisję.

Pułaski chce teraz stworzyć osobny oddział, „legjon”. Z trudnością wymógł Waszyngton na kongresie zezwolenie na ten eksperyment. Pułaski zaciąga wszelkiego rodzaju zbieraninę wykolejeńców i dezerterów. Taki rodzaj żołnierza wymaga żelaznej dyscypliny; Pułaski nie potrafi jej stworzyć. W rezultacie płyną do Kongresu skargi ludności, niepokojonej gwałtami, represjami, kradzieżami jego żołnierzy. Administracja oddziału też szwankuje; wychodzą na jaw nieprawidłowości rachunkowe. Może nie Pułaski był ich bezpośrednim sprawcą; niemniej na nim spoczywa odpowiedzialność i tę chcą na nim egzekwować urzędnicy skarbowi. Pułaski, będący na żołdzie amerykańskim i nie posiadający żadnych innych dochodów – oświadcza, że do swego oddziału dołożył 16.000 dolarów; nie znajduje to jednak wiary u urzędników.

I w polu niema Pułaski szczęścia. Oddział jest mało wartościowy, a i dowódca nie odpowiada warunkom swego stanowiska; daje się podejść Anglikom i traci masę ludzi. Coprawda możliwość zdrady zmniejsza odpowiedzialność Pułaskiego, lecz daje złe świadectwo jego umiejętności doboru ludzi.

Waszyngton zwalnia Pułaskiego, który, zniechęcony, myśli o powrocie do Europy. Ostatecznie pozostaje jeszcze i bierze udział w kampanji roku 1779. Następuje oblężenie Savannah i bitwa pod tym miastem. Pułaski z oddziałem kawalerji stoi za pagórkiem, chroniącym ich od ognia artyleryjskiego. W pewnym momencie wyjeżdża Pułaski sam z za wzgórza. Niewiadomo, czy chce zobaczyć przebieg bitwy, czy zastąpić rannego dowódcę; czy też może szuka śmierci? Zabłąkana kula przecina pasmo życia tego człowieka, dumnego -a otoczonego wszelkiego rodzaju hałastrą, honorowego – a tolerującego defraudacje, bezinteresownego -a „dokładającego” 16.000 dolarów do swego oddziału.

*

Dziwnie się czujemy po przeczytaniu tej książki. Doznaje się przykrego rozczarowania, gdy ten bohater, przy bliższem poznaniu, okazuje się awanturnikiem, zaledwie osobistem męstwem ratującym swą reputację „najzdolniejszego oficera konfederacji”; gdy się okazuje kiepskim dowódcą, żadnym organizatorem, – może i gorzej. Niema Pułaski szczęścia na Starym Lądzie, niema i na Nowym. Do wielkich celów okazuje się zamałym.

Zachodzi teraz pytanie, co – wobec takiego rysunku Pułaskiego – uczyniło go tak sławnym na obu półkulach?

Nie ulega wątpliwości, – mówi Wayda – że okoliczności potemu były bardzo sprzyjające. Nieudała, lecz pełna poświęcenia działalność konfederacji barskiej, oraz warunki, jakich ona powstała i pracowała, sprzyjały wybiciu się jednostek odznaczających się osobistem męstwem i przedsiębiorczością. Sprawa, dla której walczono, była dla społeczeństwa porozbiorowego czemś świętem, zatem i ludzie, biorący udział w walce, znaleźli tytuł do uznania i chwały.

Osoba Pułaskiego, syna magnata dorabiającego się fortuny w czasie niedoli ojczyzny, nie mogła w kontraście z ojcem nie wypaść sympatycznie, jeśli ten syn walczył za ojczyznę i dla niej krew przelewał. Los tułającego się na obczyźnie Pułaskiego, nie mógł nie wzbudzić współczucia dla bohatera walk narodowych. Sympatja ta wzmogła się i zbliżyła niemal do kultu, gdy ten niefortunny barszczanin wziął udział w walkach o niepodległość Ameryki; cel bowiem, dla którego w Ameryce walczył Pułaski, był bliski sercu Polaka, pozbawionego niepodległej ojczyzny. Może w innych warunkach, nie mając za sobą walk niepodległościowych za Polskę, nie należąc do uciśnionego narodu – nie zdobyłby Pułaski tej sławy, jaka mu przypadła niewspółmiernie do jego czynów; zginąłby w tłumie innych niepodległościowców amerykańskich, z większem powodzeniem działających dla sprawy i nieobciążonych niewyjaśnionemi zarzutami. W takich jednak okolicznościach, w jakich wypłynęłą osoba Pułaskiego, nie można się dziwić, że duma rodaków i wdzięczność Amerykan, rozumiejących, że to człowiek obcy oddaje za ich sprawę swe życie – wytworzyła wokół Pułaskiego legendę, która jemu postawiła pomnik w stolicy Stanów, Polsce zaś przyczyniła wiele chluby i zaszczytu.

*

Niema się chęci wierzyć w wynik badań Waydy. A może niema się i potrzeby. Wielkość Pułaskiego była mistyfikacją historji, zgoda. Ale jego legenda była jednak faktem. Igraszka losu stała sę emocjonalnym tytułem, z jakim w latach wojny mogła Polska kołatać do wdzięczności politycznej Stanów.

Czasopismo polityczno-społeczne wydawane od 1931 roku pod redakcją Jerzego Giedroycia. Pismo powstało na bazie „Dnia Akademika” będącego organem studenckiej organizacji konserwatywnej „Myśl Mocarstwowa”. Czołowymi publicystami „Buntu Młodych” byli bracia Adolf i Aleksander Bocheńscy, Ksawery i Mieczysław Pruszyńscy a także Kazimierz Studentowicz, Stanisław Swianiewicz, Stefan Kisielewski. W początkach 1937 roku pismo zmieniło nazwę na „Polityka”.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close