Dwugłowy orzeł w leninowskim kąciku

Głosy emigracji – a głosy sowieckie. – Bratkowski et co – „Trybuna radziecka” – Kresy a idylla w prasie – Trochę poezji.

Doskonały „organ społecznej myśli”, lwowski Ruskij Gotos”, starając się za wszelką cenę wmówić w nas, że rząd sowiecki nie zdradza tendencji do Wielkoruskiego nacjonalizmu, łupnął takie powiedzonko: „Polska włada całemi rosyjskiemu obszarami” i dlatego nie ma prawa do ukraińskiej polityki. Prawa tego pozbawić chce nas (również i wileńskie „Nasze Wremia”, które akcję na Wołyniu nazywa „chuligańską”. Narazie ma to być skierowane w nas tylko rekoszetem, ale wkrótce spodziewać się należy i bezpośrednich uderzeń. Słowem – doczekaliśmy się. Czarna sotnia moskiewska bierze wyraźnie do siebie nasze gesty w stosunku do Rosji sowieckiej. Hydra, jak powiedzieliby ciż bolszewicy, podnosi głowę. Nie mamy zamiaru zajmować się bliżej temi szmatkami. Pozostawiamy to policji politycznej i kryminalnej. Chcemy tylko zaznaczyć, że jakoś to wszystko się trochę dziwnie składa: jesteśmy w złych stosunkach z bolszewikami – wymyśla nam prasa bolszewicka, szczując niemiłosiernie swoje miljony entuzjastów, latamy i chodzimy w gości do bolszewików – wymyśla nam nasza czarna sotnia, prasa emigracyjna i inne. Ktoś dowcipny powie, że zarabiamy jednakże w tym drugim wypadku, bo prasa sowiecka wtedy nam nie wymyśla. Ale tu właśnie tkwi cały dowcip! Nie tylko, że wymyśla, ale jeszcze jak wymyśla! I w tym punkcie konsolidacja pomiędzy prasą sowiecką a czarnosecińską jest nadzwyczajna. Poprostu żadnych nieporozumień. Jak na obstalunek.

Różnice minimalne: podczas gdy „Ruskij Gołos” i inni z tej kliki nazywają nasze Kresy Wschodnie „istinno ruskimi obłastiami” w Izwiestjach noszą one nazwy „Zachodniej” Białorusi, „Zachodniej” Ukrainy. A że te „Wschodnie” są sowieckie, więc jasne, że i te „Zachodnie” nie mogą być polskie. Jest to t. zw. „pakt o nieagresji” w praktyce życia codziennego.

Różnice są tylko w taktyce. Rosyjska czarna sotnia nie może narazie nic obiecywać, ani niczem grozić. Może głośno marzyć. Marzy więc sobie dość głupio i na tem koniec. Prasa i literatura sowiecka ma za sobą tyły. Więc grozi. Grozi rewolucją, głodem, interwencją i innemi plagami egipskiemu, wyjętemi z bogatej teki doświadczen sowieckich. Ma do dyspozycji partję, komintern, które nie są partją i kominternem, gdy to nie potrzebne i są partją i Kominternem, gdy to jest potrzebne. Ma wreszcie G.P.U., „nieprerywkę”, elektryfikację, „urawniłowkę” i t. d. Mało czego niema w Sowietach! Kto to wiedzieć może? juści nie Lepecki.

To wszystko razem jest dość zabawne. Tu człowiek, siedząc w Warszawie, wygłupia się, jak może, by tylko dogodzić czerwonym przyjaciołom i naszej cenzurze, pisze panegiryki na cześć jakichś tam Rudzutaków, Ingaunisów i innych, o których jeszcze pół roku temu nawet Teslarowi się nie śniło, chodzi na różne pokazy, odczyty, przyjęcia lotników, hydraulików, historyków gepistów, grafików i innych, odprowadza na dworzec tunelowy, specjalnie w tym celu otworzony, rozentuzjazmowanych rodaków, spieszących do tej Mekki, gdzie panuje „wysokie pragnienie sprawiedliwości i bohaterstwo realizacji nowej myśli” (jak to ślicznie napisał p. Hulka Laskowski w „Wiadomościach Literackich”, czyli naszej „Litieraturnoj Gazecie”), a tam tymczasem w „lzwiestjach” okazuje się nikt o tem nie wie. Wszystko podawnemu! „Zachodnia” Białoruś, „Zachodnia” Ukraina, „pies imperjalizmu”, „ostoja interwencji”. Wszystko, jak dawniej!

I nietylko w „lzwiestjach”. Na terenie całego Eseseru, jak długi i szeroki, mało kto wie. „Wiadomości” tam nie czytają, o „Gazecie Polskiej” też nikt nie słyszał, a własne reportaże z „Kurjera Porannego” mimo wszystko mogą być niemiłe. Że to tylko o barach i życiu towarzyskiem sfer wysokopostawionych. Na czemże się więc bazuje ten stosunek do Polski w okresie popaktowym. Prosimy, możemy służyć bibliografją. Można dostać w każdym kjosku i w każdej „chlebopiekami”, zamiast chleba, którego niema.

BRATKOWSKI ET CO

Praca towarzysza Bratkowskiego: „Polska faszystowska na drodze ku kryzysowi rewolucyjnemu” – nowe świeżutkie, z maja tego roku wydanie. W czerwcu wydane zostało w 10.000 egz. w języku ukraińskim. To żeby i masy ukraińskie usposobić. Rosyjskie wydanie wyszło dawniej. Białoruskiego wydania nie będzie, bo na Białorusi sowieckiej nikt nie umie po białorusku. To bardzo sympatyczna i ciekawa książka. Zajmiemy się nią bliżej w najbliższej przyszłości. Tenże Bratkowski w różnych językach spłodził, ku tem większemu zbliżeniu polsko-sowieckiemu, tomik, wprawdzie, mniejszy, ale jeszcze bardziej pouczający: „Polski faszyzm – przedni posterunek interwencji”, w której spragnionym przyjaźni polskiej proletariuszom wykłada się dokumentnie, że Polska jest zarzewiem wojny, przypisuje się Polsce liczne prowokacje, barwnie opisuje przygotowania do wojny z ZSRR i t. d. O tym faszyzmie i interwencji istnieje cała literatura: J. Sochacki – „Polski socjalfaszyzm i interwencja przeciw ZSRR”, J. Lenski — „Na drodze do kryzysu rewolucyjnego w Polsce”, E. Stefański – „Pracujące chłopstwo pod knutem dyktatury faszystowskiej”, R. Limanowski – „Młodzi za zachodnią rubieżą”, Kowalczyk – „Oblicze polskiego socjalfaszyzmu”, M. Korlakiw – „Pogrom faszystowskiej ukraińskiej kultury w Polsce”, S. Jarosławenko – „Powstańmy w obronie braci”, i wiele, wiele innych obok literatury pięknej, w stylu „Pod bagnetem Marszałka”, obok olbrzymiej ilości wzmianek, poświęconych sprawom polskim, a rozrzuconych w literaturze sowieckiej, poświęconym sprawom polityki międzynarodowej, wewnętrznej, narodowościowej, ekonomicznej i in., a zwłaszcza w ulubionych i bezkonkurencyjnie kompilowanych „chrestomatjach” na tematy rozbrojenia, uzbrojenia, agresji, interwencji, militaryzmu państw kapitalistycznych, imperjalizmu wszystkich sąsiadów, wśród których Polska, trzeba przyznać, zawsze w ich oczach pod względem tych „izmów” zajmowała i zajmuje poczesne miejsce.

Istotnie dorobek kolosalny! Są to prawie wszystko wydawnictwa ostatniego roku, najwyżej ostatnich dwu lat. Są to wydawnictwa partyjne – innych w ZSRR niema. Partja więc, która kieruje polityką Związku, która dąży do przyjaznych pokojowych stosunków z Polską, wydaje i kolportuje wydawnictwa, urabiające dla tejże Polski opinję czyhającej hydry imperjalizmu. Zaiste dziwna metoda. Nie może ona być usprawiedliwiona wolnością słowa, która w ZSRR oficjalnie nie istnieje. Jeżeli wiec taka literatura istnieje, to znaczy, że taka literatura potrzebna jest rządowi radzieckiemu.

Nie może również być mowy o tem że to są stare, z okresu przedpaktowego, zapasy. Świadczy o tem dzisiejsza prasa sowiecka, doskonale uaktualniająca i uzupełniająca literaturę antypolską.

TRYBUNA RADZIECKA

Weźmy dla przykładu „Trybunę Radziecką” z ostatnich paru miesięcy.

„Trybuna Radziecka” z dnia 1.VIII i 2IX mówi o „nastrójach rewolucyjnych w armji polskiej” i stwierdza, że „nie bacząc na szereg usterek, tłomaczących się częściowo fatalnemi warunkami pracy nielegalnej, wydawnictwa żołnierskie odegrały poważną rolę w dziele mobilizacji mas żołnierskich do walki o ich codzienne żądania przeciwko faszystowskiej dyscyplinie koszarowej, przeciw narastającemu niebezpieczeństwu wojny imperjalistycznej…” i t. d. i t. p. bzdury.

Przedmiotem zainteresowania tejże „Trybuny” są nadal „strajki rolne na Ukrainie Zachodniej” (Właśnie na Ukrainie Zachodniej!), „dziury deficytowe w budżecie faszystowskim” (3. VIII), „dno nędzy – pod władzą faszyzmu polskiego”, który „pławi się w krwi chłopskiej, dławiąc powstanie” (4.VIII). Ta sama „Trybuna” (5.VIII) przypisuje Polsce tendencje wojenne, mimo że mamy stać, rzekomo, „w obliczu rozruchów głodowych”.

Zresztą „Trybuna Radziecka” jest stale zbyt mało objektywna w stosunku do własnego materjału. Zapomina ona, że poprostu nie wypada pisać o „codziennych walkach robotniczych w Polsce” o „krwawych strajkach” i t. p., mając siedzibę w kraju, gdzie niema ani jednej gazety, niezwiązanej z partją gdzie pojęcie „opinja publiczna” jest jeszcze rzadsze, jak bułka, lub słonina, gdzie miljony ludzi umierają z głodu bez możności protestu gdzie dekrety nieomal codziennie przynoszą wiadomości o nowo powstających „politotdiełach”, gdzie za kradzież chleba wprowadzona jest kara śmierci, a ideałem kolektywnika jest „indywidualna krowa”. „Trybuna” powinna pamiętać, że pisze to nie dla społeczeństwa polskiego, które jeszcze dotychczas nie ma przymusu czytania wypocin niepiśmiennych polityków z polskiej, a raczej międzynarodowej sekcji kominternu, lecz pisze to dla tych biednych, obdartych, głodnych li zdziczałych setek Polaków, z których starano się w ciągu lat 16-tu wypruć resztki człowieczeństwa, poczucia siły i ducha, setek ludzi głodnych, otumanionych i zobojętniałych na wszystko. Człowiek głodny ma jednak chwilami przebłyski świadomości i zmysłu krytycznego. Nie rozumie więc np. fotografji sowieckich, przedstawiających „masy robotnicze polskie, krwawo broniące interesów proletariatu”. Nie rozumie dlaczego ci ludzie, dobrze odziani i dobrze wyglądający, „krwawo bronią”. Nie rozumie paradoksów informacyjnych tejże „Trybuny”. My zaś rozumiemy wiele spraw, które nie rozumie redakcja „Trybuny”. Rozumiemy np. dlaczego uciekinierzy z za kordonu godzinami stoją przed wystawami jatek mięsnych
i piekarni, przyglądając się z zachwytem tym tak powszechnym u nas eksponatom. Rozumiemy dlaczego dzieci, przyjeżdżające z Ukrainy i Kubania, boją się jeszcze przez czas długi po przyjeździe, wychodzić wieczorami z domów. Rozumiemy ten paniczny lęk i strach, który ogarnia ludzi „stamtąd”, gdy przemówi tu do nich człowiek obcy. I błędne spojrzenia na strony i to ponure milczenie, i to zazdrosne spojrzenie na nasze obuwie i odzież – to też rozumiemy. Rozumiemy i moglibyśmy bardzo wiele pisać i mówić, i krzyczeć na ulicach, przez radjo – wszędzie, na świat cały.

I rozumiemy, że nie wypada pisać obok notatki o entuzjaźmie społeczeństwa polskiego z powodu wyświetlania filmu „Wstriecznyj” artykułu „z frontu walk klasowych w Polsce”, bo tego już czytelnik „Trybuny” może nie zrozumieć tak, jak nie zrozumie tendencyj artykułu „W Polsce robi się coraz lepiej” (11.VIII), który mimo pełnego ironji tytułu, jakże bladą ma treść w porównaniu z codzienną radziecką rzeczywistością.

„Olbrzymie masy zbuntowanych chłopów, walczących bohatersko przeciwko faszyzmowi”, a „popartych jedynie tylko przez K.P.P.” (12-14.VIII), też jakoś dziwnie wyglądają przy rewelacjach o „policyjnym reżimie” ‚i „polityce knuta”. A oto dalsze tematy tejże „Trybuny”: reportaż „jak faszyzm znęca się nad więźniarkami” obok notatki „Warszawa robotnicza głoduje” (16).VIII), „przemysł polski w kleszczach kapitalizmu”, przechodzącego do czołowego ataku na klasę robotniczą (17.VIII), „stawka na wojnę w państwach imperjalistycznych” (obok olbrzymich i ilustrowanych opisów pod hasłem „dzień lotnictwa w republikach związkowych”), – a dalej „zaostrzenie kryzysu rolnego w Polsce”, który wykazał „ile materjału palnego nagromadziło się na wsi polskiej” (20.VIII), „kryzys finansowy w Polsce, który przyczynił się do spotęgowania wyzysku i wzmożenia nędzy” (21.VIII), „projekt nowej konstytucji w okresie szybkiego narastania sytuacji rewolucyjnej w Polsce” (22.VIII), „walka mas z szalejącym terorem i „pacyfikacja” na Białorusi Zachodniej” („Zachodniej” pisze codzienne wydawnictwo „Prawdy” – organ KCWKP. „Zachodniej” mimo paktu o nieagresji – pisze oficjalny organ radziecki, tuż obok mówiąc najsłodziej o narastającej „agresji” polskiej, właśnie „Zachodniej”, gdzie „chłopi na zew Partji Komunistycznej nie płaca podatków, walcząc z egzekuturami i policją”) – (26.VIII). -Oto są tematy „Trybuny Radzieckiej”, oficjalnego wydawnictwa organu KC. WKP.

Nie możemy pozwolić na tego rodzaju jezuicką kazuistykę. Jeżeli ci sami ludzie na bankietach z homarami i otmarami występują jako rzecznicy pokoju i przyjaźni, separujac się od partji i kominternu a reprezentując tylko państwo, a na łamach oficjalnych organów prtji, kierującej całem życiem politycznem tegoż państwa zasłaniają się kominternem i partją i pisza o robocie dywersyjno-destrukcyjnej tejże partji na Białorusi Zachodniej i o powstaniach mas chłopskich, kierowanych przez partję na tle „ciemnego kolorytu położenia na Ukrainie Zachodniej” – to nikt nie ma prawa wymagać od nas byśmy tym ludziom wierzyli, nikt nie ma prawa wymagać od nas, byśmy się dali zatokować i nie zwrócić uwagi na to, że „komunistyczna partja mobilizuje masy pracujące do akcji solidarnościowej z powstańcami galicyjskimi i obrony ich przed pacyfikacją” (29.VIII). Nie możemy pominąć milczeniem chociażby zełganych sprawozdań, skądinąd tchórzliwego i onanizującego sie „komunistycznego związku młodzieży w Polsce w walce z faszyzmem” (1.IX) i czytać jak tenże K. Z. M. rozbija przysposobienie wojskowe, demoralizuje poborowych, rozbija „Strzelca”, podburza do strajków i t. p. i t. p. bzdury, które drukują się w atmosferze „niczem niezmąconej przyjaźni” i mają uzasadnić uświadomionym masom powody przyjaźni partyjnego rządu z rządem wyzysku, krwi i eksploatacji. „Komunistyczna partja, która organizuje masy pracujące do walki przeciwko okupacji Ukrainy Zachodniej” (4.IX) nie może być przez nas odseparowywana od rządu sowieckiego, który reprezentuje dyktaturę proletarjatu, kierowanego przez tę że partję. Społeczeństwo nasze nie składa się jeszcze z samych herjotów.

Jeżeli mamy nie drażnić „Braci Bolszewików”, jeżeli mamy nie pisać rzeczy nieprzyjemnych i nie psuć dobrej atmosfery i „dobrej” opinji kontrahenta, to i my nie chcemy widzieć w oficjalnej prasie sowieckiej tytułów takich, jak „Brutalna rozprawa faszyzmu polskiego z ruchem rewolucyjnym na Białorusi Zachodniej” (5.IX), ani też, jak „Rewolucyjny apel proletarjatu i chłopstwa w Polsce” tow. Leszczyńskiego, nawołującego do „przyśpieszenia rozkładu armji, zerwania żelaznych łańcuchów dysypliny faszystowskiej, popchnięcia masy żołnierskiej do bratania z walczącymi robotnikami i chłopami” (6.IX). Wiemy i bez tow. Leszczyńskiego, iż „wykorzystanie objektywnych warunków zależy tylko od inicjatywy i organizacyjnej ruchliwości kompartji”, jak wiemy również, gdzie należy szukać nici i sprężyn tej inicjatywy i ruchliwości.

Zatrzymaliśmy się może zbyt obszernie i rozwlekle na „Trybunie Radzieckiej”, nie jest ona jednakże wyjątkiem. Nie są również wyjątkami „Orka” i „Sierp” – stale piszące o robocie komunistycznej na terenie „Zachodniej” Ukrainy i „Zachodniej” Białorusi, nadal atakujące Polskę i piszące wierutne łgarstwa i urabiające „pokojowo” opinję sowieckich „zaprzyjaźnionych” obywateli. Nawiasem mówiąc odcinek komunistycznej prasy polskiej w ZSRR jest niesłychanie pouczający, jak mało zmieniła wojna, rewolucja i fakt odzyskania, własnego państwa, psychologję polskiej inteligencji. Mieliśmy zawsze wielu renegatów, obsługujących zaborcze instytucje, ochranki, żandarmerję i czarnosecińską prasę, wysługujących się za ordery, honorarja i poprostu dla sportu, z jakiegoś pędu do azefszczyzny z jakimś sadystycznem upodobaniem plujących we własne dusze i sumienia. Opinja społeczna polska właściwie nigdy nie istniała i nigdy nie miała zwartego kręgosłupa, chociażby nawet naiwnie – niemądrego, jakim jest linja generalna dzisiejszych niepodległościowców ukraińskich, z uporem manjaków, odrzucających wszelkie możliwości porozumienia i odwracających się z pogardą od najbardziej pozytywnych rozwiązań. Nawet na taki gest nie było nas stać! Liczba ludzi istotnie walczących o niepodległość równa się jakiemuś niesłychanie wysokiemu pierwiastkowi, wyciągniętemu z ogólnej liczby noszących dziś odznaczenia za Walkę o tę Niepodległość. Nic się nie zmieniło. Jak dawniej Polacy – renegaci tak dziś grupka zacietrzewionych polaczków – komunistów, olśnionych jakiemiś dawno już zamglonemi hasłami, rzuca się i miota i pieni bezsilnie w jazgocie słów, zatracając zupełnie poczucie rzeczywistości. Nie widzi całej fikcji polityki narodowościowej ZSRR, nie dostrzega wyraźnego wynaradawiania ludności polskiej, około miljona liczącej, a stanowiącej zwarte rejony narodowościowe, nie widzi całego fałszu w szumnie zwanym „budownictwie kulturalnem”, nie widzi nędzy, upodlenia i losu własnych towarzyszy – komunistów polskich, którzy otumanieni przez komintern, przeszli na tułaczkę i nędzę, bez prawa powrotu do Ojczyzny. Nie mamy jednak najmniejszego zamiaru roztkliwiać się nad ich losem, którego sami byli panami. Mamy jednak prawo określenia rodzaju służby, którą pełnią rzekome polskie elementy na usługach rosyjskiego imperjalistycznego politbiura, posługującego się marną fikcją „kominternu”. I nie do towarzyszy Dąbala, Jasińskiego, Leszczyńskiego i in. mamy pretensję. Możemy sobie pozwolić na niedostrzeganie ich, – mamy natomiast prawo wskazać na rękę, kierującą, wbrew wszelkim traktatom, ślepemi marionetkami.

KRESY – A IDYLLA W PRASIE

Że źródła inspiracji, agitacji i akcji antypolskiej leżą poza polską sekcją kominternu stwierdzić można, sprawdziwszy, że i centralna prasa sowiecka nie zapomina o wewnętrznych sprawach Polski, mimo pięknych pozorów, mimo ślicznych, nie dla nas, zresztą, lecz dla razgrywek z Niemcami, przeznaczonych artykułów o Pomorzu i t. p. gdańskich sprawach, co do których opinja bolszewicka jest conajmniej bezprzedmiotowa. A już specjalną opieką otacza też centralna prasa nasze Kresy Wschodnie. Za „Izwiesstjami” (8.IX) i mińską „Zwiazda” (7.IX), inna prasa radziecka pilnie wykorzystała okazję wymiany Taraszkiewicza na Olechnowicza i zamieściła piękne wynurzenia, że „droga do narodowego i socjalnego oswobodzenia Zachodniej Białorusi prowadzi przez ZSRR., gdzie zbudowany jest fundament nowego socjalistycznego społeczeństwa, nie mającego żadnej eksploatacji, żadnego uciemiężenia”. I to się nazywa rezultatami paktu o nieagresji. Prasa radziecka nie zwróciła nawet uwagi na drobny fakt, że strona, polska łaskawie nie raczyła zamieścić np. wywiadu z Olechnowiczem, którego już tylko fotografują w zestawieniu z dorodną, pięknie ubraną postacią Taraszkiewicza, mogła wywołać niejaką sensację i przysłużyć się naszemu społeczeństwu do pogłębienia znajomości stosunków radzieckich. Nie chcemy psuć sielanki naszej „Rue des Verbes” litanją dalszych cytat i z pism centralnych do „Socjalisticzeskowo Ziemledielja” włącznie i prowincjonalnych od leningradzkiej „Krasnej Gazety”, pięknie opisującej zabójstwo tow. Redyko, do kijowskiej „Proletarskiej Prawdy”, posiadającej nadal bogaty dzial sprawozdawczy z Zachodniej Ukrainy. Zresztą nie wpłynie to ani na naszą prasę rządową, entuzjazmującą się już do tego stopnia, że nic ją powstrzymać nie może, ani na „Wiadomości Literackie”, za pieniądze polskie wydające numery radzieckie, ani na pisemka brukowe, windujące płk. Ścierzyńskiego na konsula gen. w Leningradzie. Oby jaknajprędzej nim został i naocznie mógł się przekonać jak długo ma jeszcze czekać na „socjalizm plus sztukamięsa” Nie chcemy również psuć dobrego nastroju po złym kawiorze – znakomitemu podróżnikowi, który z okien wagonu sypialnego i przez pryzmat szaampanek w „Metropolu” („w którym tylko mundurów brakowało”) -odkrył wielką prawdę, że nieprawda jest, jakoby głód. To przesada! Wielki podróżnik, który zdaje się niewiele czyta poza własnemi dziełami, nie mógł, rzecz prosta, stwierdzić nic innego, niż stwierdził Heriot. Jednemu „wcierał okulary” Raj-wid, drugiemu – inny Buj-wid. A nad wszystkimi czuwał czujny Karolek, prawe oko takaż ręka i wszystko inne Stalina. Czyli scenka idylliczna, p. t. „Jak sobie mały Miecio wyobraża Eseser”. A że idylliczna, to stwierdził już nawet antymilitarysta z pod hasła „rzuć karabinem o ziemię” – złotopióry Tuwim, który wyrżnął w „Wiadomościach” takie oto powiedzonko: „zbliżenie polsko-rosyjskie (tak! rosyjskie!) militarne!!! i ekonomiczne jest, sądzę, nakazem dnia dzisiejszego”. A więc militarne z Moskalem przeciwko Germanowi! A dlaczegóż to, Poeto, nie odwrotnie dlaczegóż? Pacyfiści, psiakrew? Tu już nawet Paweł Lulka-Haskowski i inni nas nie zdziwili. O, piękny generale, jakże nietrwałe są Twe wpływy i jak szybko prysnął czar Twego munduru przed wąsami Siemiona Michajłowicza!

Ostatnie miesiące są pod hasłem ożywionych, a mocno przeważnie jałowych, dyskusyj na tematy: „drogi polskiego nacjonalizmu”. Faszyzm i hitleryzm zrobiły swoje. Trzeba nagwałt czegoś szukać. Mądrzejsi myślą, głupsi naśladują, a najgłupsi idą na kompromisy. Więc ekspansja w jednym kierunku. Więc nacjonalizm podszyty jakimś specjalnie spreparowanym kosmopolityzmem. Więc ugodowość. Najczęściej zaś bezprogramowość. W gruncie rzeczy sprawa jest niesłychanie prosta, wystarczy tylko nie ulegać nastrojom „Ipsu” i „Ziemiańskiej”. Nacjonalizm polski musi mieć dwa zupełnie wyriaźne kierunki germanofobstwo i moskalofobstwo. Żadne inne wypady szowinizmu narodowego nie mogą mieć miejsca, żadne „biej żydow!”, żadne „rżnij hadów!”. Natomiast „hejże na Moskala” i „bij szwabów” – muszą pozostać. Nie jako okrzyk wojenny, lecz jako hasło orjentacyjne i wychowawcze. Nie liczmy na opisaną w ankiecie „Wiadomości literackich” – „odporność narodową”. Widzimy już ją po kilku miesiącach bratania naocznie w tychże „Wiadomościach”.

Sprawa Ukrainy, mimo wszystkich klauzul, pozostanie zawsze dla nas bratnią. Gdyby nie ten maksymalizm ukraiński, gdyby nie ta beznadziejnie niemądra taktyka ciągłej negacji, byłaby ona niewątpliwie jeszcze bliższa. Tak samo, mimo usiłowań obwiepolskich, zupełnie dobrze jest z kwestją żydowską. O innych mniejszościach w ogóle się nie słyszy. Ale tamte dwa kierunki muszą narazie pozostać. Bardzo to będzie przykre dla Tuwima, że nie da się tak razem z dzielnymi budienowcami i z „Grenadą” na ustach, wyłoić szwabów (za tego Einsteina et Co), ale trudno, nie da się! Tak, jak nie da się i odwrotnie. My też żałujemy, ale cóż robić! Poczekajmy trochę, chociażby tylko by się przekonać, czy aby napewno tamci dwaj partnerzy nie mają zamiaru wspólnie urządzić pogromu Żydów w Polsce. Bo to przecież Budiennyj ma jaki taki stage w tym kierunku, a Niemcy przy nim, to chałupnicy – fuszerzy. Poczekajmy i czytajmy nadal uważnie towarzysza Bratkowskiego i artykuły Radka. Ci nas nie zawiodą, a od jednego i od drugiego zawsze czegoś się można nauczyć.

TROCHĘ POEZJI

Tuwimowi zaś dedykuję ten oto wierszyk:

Eszalony za Zachód… Na Wschód.. na Południe…
Brudne, wszywe, ziejące tyfusem perony…
I dźwięki harmonji tak huczne i cudne…
Szczęk bagnetów.. armaty przez okna wagonów.

To nie mój utwór. To „poeta” proletarjacki Porajewicz w pięknym wierszu p. t. „Marzenie” (zbiorek „Młodość – poezje (!!!) 1929-1931 r. „Centrwydaw”) marzy o „eszalonach”, pędzących „w mrok do Korostenia” Teraz rozumiemy: w tych eszelonach mknie sukurs dla nas na Germana!

To ten sam Porajewicz, który trochę dalej, w pięknym poemacie „Pieśń o Naganie” tak pisze:

Jednakże nas wkrótce sen zmorzył,
Na łóżkuśmy popa zasnęli.
Wtem, co to szeleści – mysz może?
Nie. Hania to wstaje z pościeli.
Cichutko się skrada do stołu,
Otwiera, wyjmuje, papiery…
Sen uciekł natychmiast mi z czoła,
Przez rzęsy na Hanię spozieram.

i t. d.

To bardzo piękny poemat. Ekspresji i uczucia w nim, można powiedzieć, po dziurki w nosie! Dziwić się tylko należy, dlaczego ten poemat nie został dotychczas inscenizowany w „Cyganerii”? Taka zdobycz rewolucji! Taki Porajewicz!

Co do mnie – nie chcę czytać wierszy Porajewicza. Wolę Tuwima. Ale co się tyczy zbliżenia militarnego – wierzę Porajewiczowi. Byczy z was chłopak, Porajewicz! Piszcie dalej o tych eszalonach do Korostenia, tylko nie wyjeżdżajcie poza Olewsk, bo dostaniecie w zęby .

Czasopismo polityczno-społeczne wydawane od 1931 roku pod redakcją Jerzego Giedroycia. Pismo powstało na bazie „Dnia Akademika” będącego organem studenckiej organizacji konserwatywnej „Myśl Mocarstwowa”. Czołowymi publicystami „Buntu Młodych” byli bracia Adolf i Aleksander Bocheńscy, Ksawery i Mieczysław Pruszyńscy a także Kazimierz Studentowicz, Stanisław Swianiewicz, Stefan Kisielewski. W początkach 1937 roku pismo zmieniło nazwę na „Polityka”.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close