Anatol Listowski

Piast i Swastyka

Pociąg pośpieszny stoi w Katowicach, niewiadomo dlaczego przeszło pół godziny, a potem wlecze się jak żółw do Bytomia.

Pozostaję w przedziale sam, w sąsiednim kilka osób wyraźnie semickiego pochodzenia. Defilują celnicy nasi i niemieccy, moja walizeczka nikogo nie interesuje. Sąsiedni przedział natomiast pełen rwetesu – i nasi i oni przewracają wszystko do góry nogami. Trudno.

Niemcy pytali się tylko, czy nie mam kiełbasy, słoniny – niestety nie, – potem jakiś cywil, bez żadnych odznak interpeluje o gazety – polityczna kontrola – pokazuję „Tempo dnia” – macha ręką – nieszkodliwe.

Wrocław, widok z ratusza na kamienice na Rynku; późne lata trzydzieste XX wieku (domena publiczna)

Wrocław, widok z ratusza na kamienice na Rynku; późne lata trzydzieste XX wieku (domena publiczna)

Gdyby nie kontrola, gdyby nie paszport, który wypycha pusty zazwyczaj portfel, to granica byłaby zupełnie niezauważalna – ta fabryka jeszcze tam, a łączka obok już u nas, albo odwrotnie. Bo właściwie granica taka na Śląsku, nic nie dzieli, – linja demarkacyjna – z obu stron kraj przenikania się obu narodów w ciągłej walce.

W Gliwicach przedział się zaludnia – żołnierz Reichswehry, młody chłopak, wracający z urlopu: drugi pasażer wygląda na montera, czy majstra, z znaczkem N. S. D. A. P. w butonierce; trzeci – typowa twarz inteligencka w naszym rodzaju.

Monter, siedzi wyprostowany, twarz ma groźną, z tym wyrazem „groźności” jaki często mają Niemcy, żołnierz, jest zmęczony, a przytem zdaje się lekko zawiany i wyraźnie walczy ze snem.

Inteligent też zdaje się nieco sobie wypił.

W pewnym momencie powstaje awantura – żołnierz wyciąga się z butami na ławce. – Na to monter wybucha: „nehmen Sie den Fuss ab” – Inteligent broni żołnierza.

Monter powtarza swoje coraz groźniej – mówi zaś o „Ordnung” o skandalu. – Nie wszystko rozumiem.

Inteligent oponuje, wykłada argumenty że żołnierz pewno zmęczony, że to nie wolno, ale co to szkodzi.

W duszy, trzymam z inteligentem.

Nagle w ferworze inteligent zaczyna wymachiwać gazetą, którą trzymał w kieszeni – I. K. C.

Więc Rodak. Okazało się, że tak. Rodak nazywał się Vogel, mówił źle po polsku, ale uważał się za Polaka i nie znosił Niemców.

Człowiek z którym, we Wrocławiu przegadałem niejedną godzinę – był Niemcem, członkiem S. A. i nazywał się v. Domański. – Mówił mi o swym polskim pochodzeniu, ale jako o rzeczy dawnej i nieistotnej.

Oto typowy przykład, który niejedno może powiedzieć, przy podchodzeniu do zagadnień śląskich.

Możnaby wyliczyć ich więcej.

„Von den früheren vier ostdeutschen Grossstädten – Breslau, Posen, Danzig, Königsberg, – sind durch das Versailler Diktat Danzig und Posen Deutschland entrissen. Königsberg ist mit Ostpreussen vom Mutterland getrennt wordem, nur Breslau, die gröste Stadt des deutschen Ostens, ist im geschhlossenen deutschen Staatsgebiet geblieben” – temi słowy zaczyna się popularny przewodnik po Wrocławiu i okolicy. I dalej:

Breslau – to forpoczta, to jednocześnie jedyne najdalej na wschód wysunięte większe niemieckie miasto. – Ma ono zadanie, specjalnie dziś ważne: być bramą pomiędzy Rzeszą a wschodem.

Ale Breslau to także Wrocław – stary piastowski gród.

Jak w Krakowie, centrum Wrocławia to stare miasto. – Ulice wąskie – ze wszystkich domów zwisają sztandary – są tak duże, że łączą się nieomal razem. Siatkują niebo i domy, swoją rewolucyjną czerwienią z czarną swastyką. Sztandary zwycięskiej rewolucji.

Tylko na pięknym, gotyckim ratuszu powiewa inna chorągiew – nasza, tylko powtórzona 2 razy – biało – czerwona – biało – czerwona. Pytam się co to za chorągiew – : – Wrocławia barwy a poza tym stary proporzec Piastów.

Wertując książkę telefoniczną, czy odczytując nazwiska na szyldach – często spotyka się taki o brzmieniu polskim: Piechal, Kopytko, Gdula, Koziołek – ale co więcej: Kwiatkowski, Domurudzki, Kozyrski, Krzymuski, Bogusławski…

Nie należy się łudzić brzmieniem tych nazwisk.

Tak jak piastowski sztandar, był już sztandarem zniemczonych Piastów, tak samo ludzie noszący te polskie nazwiska, są w 99 wypadkach na 100 – szczeremi Niemcami, a w 80 ma 100 członkami N. S. D. A. P. i wyznawcami rasizmu, (mówię tu naturalnie o Wrocławiu i dalszym Śląsku, nie o Górnym, gdzie Liczba Polaków jest jeszcze wciąż duża).

Paradoksy historii.

Typowy objaw ziem granicznych, znajdujących się pod wpływem nasuwającej się dynamicznej fali sąsiedniego narodu.

Wrocław – to już nawet nie tradycja – to historia.

Breslau – to rzeczywistość.

Z Piastów śląskich pozostało tam nie więcej niż w naszych szkolnych podręcznikach historii. Tu i ówdzie jakaś zamek w ruinie, chorągiew.

Jeśli chodzi o tradycję żywą – to chyba jest nią jeszcze tradycja pruska – tradycja Fritza.

Niepiękny pałac Fritza, pielęgnowany starannie. W przewodnikach wymienia się pola bitew, w mieście pokazują dom z orłem austriackim.

W pałacu była właśnie wystawa pamiątek po Wielkim Fryderyku. (Uderzyło mnie niesłychane poprostu podobieństwo Solskiego we „Fryderyku” do prawdziwego Fritza). Na wystawie pustawo, większość zwiedzających to ludzie starsi. Fritiz jest im bliższy niż młodym – mimo że hitleryzm bardzo dba i podkreśla swoją cześć dla Fryderyka. – Führer usunął w cień zarówno twórcę pierwszej jak i drugiej Rzeszy.

(C. d. n.).

Czasopismo polityczno-społeczne wydawane od 1931 roku pod redakcją Jerzego Giedroycia. Pismo powstało na bazie „Dnia Akademika” będącego organem studenckiej organizacji konserwatywnej „Myśl Mocarstwowa”. Czołowymi publicystami „Buntu Młodych” byli bracia Adolf i Aleksander Bocheńscy, Ksawery i Mieczysław Pruszyńscy a także Kazimierz Studentowicz, Stanisław Swianiewicz, Stefan Kisielewski. W początkach 1937 roku pismo zmieniło nazwę na „Polityka”.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close