ARTYKUŁ DYSKUSYJNY

Polski Don Kiszot

Gdy po dłuższej nieobecności powrócimy do jakiegoś dobrze nam znanego miejsca, wówczas odświeżona, wypoczęta wrażliwość czujniej reaguje na pewne rzeczy, które przedtem, dzięki przyzwyczajeniu jej się wymykały. Doświadczyłem tego niedawno, gdy po dłuższej nieobecności w Warszawie, powróciwszy przeszedłem się kilku ulicami śródmieścia. Oto jako nowy, charakterystyczny i interesujący szczegół uderzyły mnie okrzyki kolporterów wywołujących tytuły pism, czasopism i ulotek t. zw. „narodowych”. O ile przed wakacjami ta hałaśliwa, natrętna reklama „idej narodowych” dzięki przyzwyczajeniu obijała się bez wrażenia o moje obojętne uszy, o tyle teraz wydala się czymś niezwykłym, zwracającym uwagę i pobudzającym do myślenia. Jąłem się zatem wsłuchiwać w melodję tych wywoływań; a więc: „pismo młodych narodowców”, „myśl narodowa”, „Żydzi a Naród Polski”, „do czego dążą Żydzi w Polsce”, „w walce o Wielką Polskę” etc. etc. Z rosnącym zaciekawieniem udałem się do innych dzielnic, nasłuchując wszędzie owej natrętnej „narodowej” melodji. I tutaj kwitnie propaganda, tylko w jeszcze mniej dyskretnej formie utrzymana. „Precz z Żydami parszywymi”! wola kolporter „narodowego” pisemka na ulicy Wolskiej. A na Młynarskiej kwartet podwórzowy ku uciesze licznie zebranej publiczności śpiewa: „Poco Żydzi w Polsce mają być panami, kiedy u Arabów mogą być koniami” (bezwzględnie autentyczne).

Zdumienie moje wzrasta: a więc ideja narodowa jest w Polsce uciśniona i zapomniana, a więc walka narodu polskiego o Polskę jeszcze i dzisiaj, po odzyskaniu bytu państwowego musi się toczyć i toczy się w podziemiach, a więc zbliża się jakiś wielki przewrót, jakaś próba podziemnie gromadzonych sił, uciśniona i niezrozumiana myśl „narodowa” wystrzeli wreszcie nad nami i oświetli nam nową drogę do prawdziwie wielkiej Polski. Ale może się mylę, może przesadzam? Może to tylko Warszawa jest podminowana? Chwytam więc gazety z ostatnich miesięcy i cóż widzę: Przytyk, Odrzywołek, Mińsk Mazowiecki, Myślenice. Doboszyński w księdze klasztoru łysogórskiego wpisuje się jako „Adam Doboszyński i 9-u narodowców w walce o Polskę”. Czytam także „Falangę”, lecz znużony nieco zbyt namiętnym i „demokratycznym” tonem tego pisma biorę jeden z sierpniowych numerów „Prosto z Mostu „. Tam znów Wasiutyński w „Chińskiej Bajce” kategorycznie stwierdza, że „starzy wojownicy i mandaryni” winni jaknajprędzej pójść sobie precz, a autor przeglądu politycznego ironicznemi komentarzami opatruje pogłoskę o tworzeniu przez Adama Koca nowej partji rządowej; klepie łaskawie piłsudczyków po ramieniu przyznając im stanowczość, ale twierdzi, że jest to obca narodowi, bezprogramowa i bezsilna grupa, która posiada wprawdzie nieco „cementu i wapna taktyki”, ale nie posiada cegieł aby coś trwałego zbudować.

Skończywszy zatem moje pobieżne zapoznanie się z publicystyką „narodową” zamyślam się nad zreasumowaniem tego, co zobaczyłem. A więc sprawa jasna: dojrzewa w życiu polskim wielki ruch narodowy, o ideologji opartej na głębokich przemyśleniach filozoficznych (Mosdorf w „Pr. z Mostu”), ruch masowy, dający wyraz prawdziwej, niesfałszowanej „świadomości narodowej” (polegającej głównie na tem, że nienawidzimy Żydów). Ruch ten wypędzi i odizoluje Żydów, ocali poważnie zagrożoną polską kulturę duchową i zgodnie z „duchem czasu” stworzy nam totalną „Wielką Polskę”. Temu potężnemu, nowoczesnemu prądowi który dojrzał już do objęcia władzy przeciwstawia się grupa nie rozumiejących ducha czasu, pozbawionych zmysłu rzeczywistości, a przy tem inspirowanych przez Żydów piłsudczyków, którzy zapomocą mechanicznej dyktatury administracyjno – wojskowej usiłują zagasić coraz potężniej wybuchający płomień uświadomienia narodowego. Śmieszne to zaisie usiłowania! Cóż zdoła powstrzymać wzbierającą falę narodową? Wojsko i policja nie zrobi tego gdy brak idei. Jakoś przykro mi się zrobiło na duszy. A więc żyjemy na wulkanie, a więc jeśli rząd nie zrozumie, że rola jego już się skończyła (wystarczy przecież na to przeczytać „Chińską Bajkę” Wasiutyńskiego) – otóż jeśli rząd się w porę nie usunie toć poprostu wojna domowa jak w Hiszpanji gotowa się rozpętać lada chwila. Brr!

Ale dość ironji. Można stylizować się na „narodowego” naiwniaczka, ale przecież do licha umiemy chyba nieco obserwować i nietylko czerpać wiadomości z „narodowych” ulotek. A więc jednak przecież Rząd coś tam robi, istnieją jednak w Polsce i inne palące problemy oprócz sprawy żydowskiej, jest przecież jakaś kwestja reformy rodnej, jest samodzielna i twórcza polityka zagraniczna. A istnieje też przecież niejaki gen. Śmigły, który coś nie coś w Polsce znaczy, chociaż p. Stroński (w jednem z pism wileńskich) twierdzi, że nie można wprowadzać kultu Naczelnego Wodza, bo to jest… sprzeczne z Konstytucją.

Czy rzeczywiście cała Piłsudczyzna to intryga żydowska? A jeśli nie, to wytłomaczmy sobie nareszcie, skąd ten cały nastrój podziemnej walki o Polskę, kto robi ten cały szum „narodowy”, tę całą iście handlarską reklamę, jakie znaczenie ma ten nietwórczy i bezprogramowy a tak namiętny antysemityzm (który np. w „Falandze” robi wrażenie wprost jakiegoś patologicznego zboczeńca) – jakie jest tło, jakie są prawdziwe motywy psychologiczne tęgo całego ruchu. Idzie mi właśnie tutaj o motywy psychologiczne – nie inne. Nie warto podejmować z endencją dyskusji na temat kwestji żydowskiej. Wielokrotnie definiowane na tych łamach stanowisko „Buntu Młodych” w tej materii jest jasne. Przeciwstawiamy się szczuciu, szerzeniu nienawiści i marnowana u energii nacjonalizmu na odrażające i głupie ekscesy, żądamy natomiast spokojnego i trzeźwego rozpatrzenia kwestji żydowskiej z punktu widzenia emigracji i utworzenia prawdziwego państwa żydowskiego w Palestynie. Lecz powtarzam – nie o dyskusję mi idzie. Chciałbym zanalizować pokrótce motywy psychologiczne młodej endecji na tle naszego temperamentu narodowego. Gdyż w istocie motywy te są – polskie, arcypolskie. Wymieńmy je pokrótce; będą to: niechęć do powolnej, „organicznej” pracy, do ewolucji – skłonność do pohopnych syntez i do rewolucji; zamiłowanie do romantycznych, konwencjonalnych schematów, do mistycyzmu, upodobanie w legendach, mitach i wielkich słowach; niesamodzaelność, brak wiary w możliwość własnej oryginalnej, samodzielnej polityki – stąd pęd do naśladowania cudzych wzorów i stosowania cudzych schematów, przesadny kult negacji, opozycji, buntu – niechęć do stanowiska pozytywnego, instynktowne ocenianie tego stanowiska jako niższe, płaskie nieciekawe. A przy tem wszystkiem absolutna pewność siebie, temperament, bojowość i – bądźmy sprawiedliwi – spora doza odwagi. Zaiste – są to wszystko cechy polskie. Nie lubimy się parać z małemi, dokuczliwemi trudnościami, zajmować się „łataniem i mozolnem umacnianiem – wolimy zburzyć jednym zamachem i zacząć na nowo. Nie lubimy prozaicznego, codziennego zmagania się z małemi trudnościami i niedogodnościami – wolimy koturny i wielkie słowa, wolimy stworzyć sobie romantyczny a tak konwencjonalny schemat walki z jakimś jednym urojonym demonem (Żydzi), który symbolizuje nam wszelkie zło i trudności; zwalczyć tego demona – i już sprawa Polski jest ocalona i wygrana. Nie wierzymy w możliwość jakiegoś odrębnego, oryginalnie polskiego wyjścia z sytuacji (zadawniony kompleks niższości) – lecz wierzymy w dziejową konieczność schematów obcych. Fronty narodowe i ludowe, Hitleryzm, Faszyzm, „Krzyż Ognisty” i Hiszpanja imponują nam, działają na naszą nastrojowość, wyobraźnię i wrażliwość, mają dla nas taki urok i taki autorytet, że chcemy gwałtem mieć je u siebie, rezygnując z jakiejś innej, odrębnej twórczej sytuacji

Cechuje też polską opinję instynktowny kult dla opozycji, dla „ludzi podziemi”. Najbardziej cenioną formą odwagi jest odwaga krytykowania i szydzenia z rządu, z „władzy”. Natomiast popieranie tej władzy -nosi piętno pospolitości, filisterstwa, tchórzostwa i lizusostwa. Wszystko to – to nieświadome dziedzictwo psychiczne z czasów niewoli. A tymczasem dumni synowie Albionu, naród najwolniejszy z wolnych – wydaje twórców, którzy samorzutnie potrafią sławić i nimbem otaczać nawet własny „drugi oddział” („Kim” Kiplinga). Bo prawdziwie wolnym jest ten, który sam sobie potrafi nałożyć więzy – jeśli już taki jest los człowieka na ziemi, że musi więzy
nosić zawsze. Lecz my wolimy latać w obłokach niż stać na ziemi, a tymczasem ziemia z pod nóg się nam usuwa, a do obłoków też nie dotarliśmy. Lubimy wielkie, odświętne słowa na codzień („Wielka Polska”), a gdy przyjdzie święto – brak nam rezultatów powszedniej pracy.

Oto jest więc „polskie, arcypolskie” tło psychicznie na którym rozwijają się nasi młodzi „narodowcy”. Wiem, że dużo wśród nich ludzi cennych, nieprzeciętnych, głębszych, odważnych. Lecz wszyscy oni tkwią w konwencjonaliźmie, w romantycznych schematach i przez to wytwarzają tak nam w wolnej Polsce niepotrzebną, szkodliwą, trującą atmosferę, konspiracyjnego romantyzmu, walki o Polskę gubioną przez demony, atmosferę oczekiwania na jakieś wielkie rozstrzygnięcia, na jakieś kataklizmy, które przyniosą nam wspaniałą, mityczną „Wielką Polskę”.

Pisałem już kiedyś, że czas nie skacze ale idzie, że nie wzejdzie nic, czego nie posiejemy, że nie będzie nic w dniu jutrzejszym czego już w dniu dzisiejszym dostrzec-by nie było można. A co twórczego dają nam młodzi „narodowcy” dzisiaj? Nie interesują ich codzienne, szare kłopoty polityczno-gospodarcze, z uroczą, rozbrajającą beztroską usuwają się od tych spraw „pozwalając” je załatwiać lekceważonym piłsudczykom. Oni czekają przewrotu, oni wolą alarmować społeczeństwo, co – jak pisze Kołaczkowski – endecja robiła zawsze i co cechuje ludzi bezsilnych. Zarzucają rządowi bezprogramowość, a sami nie potrafili stworzyć realnego programu nawet w swojej ulubionej kwestji żydowskiej. Obchodzi ich dialektyka filozoficzna przyszłego „państwa narodowego” – nie obchodzą ich reforma rolna, czy budżet wojskowy. Istne pięknoduchy! Liczą na popularność i atrakcyjność swego jedynego uniwersalnego hssła – antysemityzmu – gdyż przy swym całym indywidualiźmie, mimo swej odwagi w demonstrowaniu przeciw rządowi — nie ośmieliliby się głosić haseł niepopularnych – wolą schlebiać narodowi niż go ganić – to niewolnicy motłochu. Bo brak zdolności realizacyjnych i brak poczucia odpowiedzialności (które wyrabia się przez realne doświadczenie polityczne) cechuje tych ludzi, którzy uważają się za dojrzałych do objęcia władzy, a nie wiadomo jak uporaliby się z codziennemi problemami rozwiązywanemi przez rząd.

Oczywista pamiętać musimy, że wiele z tych wad, które zarzucam tutaj młodym, „narodowcom” nie pochodzi jedynie z ich winy, lecz wynika po części z całego splotu czynników od nich niezależnych. Ich dzisiejsza izolacja w polskiem życiu państwowo-politycznym to często ich tragedia, a z punktu widzenia ogólniejszego to objaw wybitnie niezdrowy i nienormalny. Złożyły się nań dwojakie przyczyny: z jednej strony wieloletnie a wysoce demoralizujące dziedzictwo psychiczne po starej endecji; z drugiej – błędy obozu rządowego, który również nie potrafił przezwyciężyć wieloletniej tradycji lekceważenia społeczeństwa i nie chciał uznać ruchu „narodowego” młodych za jakiś objaw nowy, za coś twórczego, samoistnego, za ruch, który jednak wartałoby poznać i wykorzystać dla państwa. Stare nałogi myślowe i polityczne zemściły się na obu stronach. A rezultat tego: cały zastęp ludzi młodych, wartościowych, rwących się do ideowej pracy dla Polski został państwowo nie wychowany i znalazł się w tragicznej przez swe demoralizujące działanie izolacji od Państwa i jego aktualnych spraw i problemów.

Stefan Kisielewski.

Czasopismo polityczno-społeczne wydawane od 1931 roku pod redakcją Jerzego Giedroycia. Pismo powstało na bazie „Dnia Akademika” będącego organem studenckiej organizacji konserwatywnej „Myśl Mocarstwowa”. Czołowymi publicystami „Buntu Młodych” byli bracia Adolf i Aleksander Bocheńscy, Ksawery i Mieczysław Pruszyńscy a także Kazimierz Studentowicz, Stanisław Swianiewicz, Stefan Kisielewski. W początkach 1937 roku pismo zmieniło nazwę na „Polityka”.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close