Kultura i drogi

Otrzymujemy następujące uwagi:

Kiedy w roku 1914 Niemcy forsownie szli na Paryż a armia generała Klucka już dochodziła do Chantiily, komendant Paryża generał GaIieni, w chwili genjalnej intuicji – spostrzegł słabą stronę niemieckiego frontu. Nie namyślając się ani chwili zarekwirował wszystkie samochody paryskie i w ciągu godziny przerzucił prawie cały korpus na flankę Klucka. Ten manewr – jak wiadomo – ocalił Francję, spowodował zwycięstwo nad Marną i nadał całej wojnie nową postać! Byłby bezwzględnie niemożliwy, gdyby drogi francuskie były w tym stanie, w jakim znalazły się obecnie drogi polskie; i ten już historyczny przykład uczy nas jak olbrzymie znaczenie dla obrony kraju mają dobre gościńce.

* * *

Stan naszych dróg bitych jest fatalny. Złożyły się na to rozmaite okoliczności. Wielkie opady śniegowe ubiegłej zimy rozmiękczyły i zamuliły nawierzchnię. Gdy śniegi stopniały trzeba było przystąpić natychmiast do naprawy uszkodzonych gościńców, – ale brak środków nie pozwolił na przeprowadzenie robót w porę. Na wiosnę – osłabiona, nawierzchnia nie wytrzymała normalnego ruchu pojazdów i wozów mechanicznych i znaczna, część dróg naszych stała się nie do użycia. W wielu miejscach trzeba było wprost zamknąć przejazd, aby uniknąć ciężkich wypadków. Roboty obecnie prowadzone są zupełnie niewystarczające; toteż turystyka jezdna prawie ustała, – samochody zaledwie mogą się wychylić poza rogatki miejskie, a autobusy z wielką trudnością utrzymują ruch osobowy. Tylko włościańskie wózki doskonale obyte z przepaścistemi drogami starego typu mogą jeszcze odbywać dłuższe podróże po naszych swojskich bezdrożach. Niema o tem mowy abyśmy cudzoziemcom mogli pokazywać piękno naszego krajobrazu. Żaden samochód nie wytrzyma jazdy po tych straszliwych „wertepach”, które były kiedyś bitemi gościńcami, – a szoferzy zmuszeni koniecznością do podróżowania redukują szybkość do kilku kilometrów na godzinę. Automobil zrównał się w pośpiechu z żywym zaprzęgiem…

* * *

Nie możemy żądać zbyt wiele; tylko „zubożałe” Niemcy mogą sobie pozwolić na taki zbytek jak droga automobilowa z Kolonji do Bonn, obliczona na cztery rzędy wozów i zbudowana kosztem 8 miljon ów marek, czyli 16 miljonów złotych. Ale stan obecny jest dość przykry, aby należało myśleć o jego szybkiem polepszeniu. Przydałby się ogólny plan refekcji dróg naszych, nakreślony na wielką skalę, ale rozłożony na dłuższy przeciąg czasu, – choćby nawet na szereg lat. W budowie gościńców istnieją jakieś techniczne błędy; – nawierzchnia psuje się zbyt łatwo i nie posiada widocznie dostatecznego podparcia. Zresztą cały system drożny w Polsce jest już przestarzały; nigdzie dziś nie buduje się dróg nieasfaltowanych, lub niesmołowanych. Trzeba zajrzeć do zachodniej Europy i stamtąd zaczerpnąć najnowszych wzorów. Trzeba zapewnić drogom naszym maksimum trwałości. Będą to roboty kosztowne, ale nieuniknione. Niepodobna wskazywać -po dyletancku, – w jaki sposób możnaby finansować takie przedsiębiorstwo, – ale mimowoli nasuwa się myśl, że pożyczka specjalnie na ten cel zaciągnięta, zużyta – pod kontrolą – na przebudowę gościńców, pod gwarancją spłat, choćby przez przywrócenie rogatek, nie jest nierealną. Trzebaby o nią zabiegać na rynkach międzynarodowych używając pośrednictwa ludzi dobrze znających mentalność i metody zagranicznych finansistów. A może powrót do dawnych szarwarków byłby wskazany. A i o tem pamiętać trzeba, że podjęcie robót na większą skalę da zarobek i zajęcie tysiącom bezrobotnych, których obecnie żywić musi społeczeństwo, z niemałym wysiłkiem i znacznym dla siebie uszczerbkiem…

* * *

Złe drogi wyrządzają ogromne szkody we wszystkich dziedzinach gospodarczego życia, tamują handel, podrażają życie, niszczą mechaniczne pojazdy, – oddalają nas od żywych źródeł nowoczesnego życia, cofają kraj poza obręb kulturalnego świata. Jest to więc problemat wielkiej doniosłości, który wymaga szybkiego i energicznego rozwiązania. Wracając z Moskwy powiedział Napoleon: Natrafiłem w Rosji na czwarty żywioł: błoto. Niepodobna dopuścić, aby nasze drogi pozostały długo w stanie – bagna.

Konserwatywny dziennik informacyjno-polityczny wydawany w Krakowie od roku 1848, a od 1935 do wybuchu wojny w Warszawie. Lata świetności czasopisma przypadały na „okres krakowski”, kiedy to reprezentowało bardzo wysoki poziom merytoryczny i dziennikarski. „Czas” był jednym z najdłużej ukazujących się pism polskich. O jego popularności ś‌wiadczy także to, że jako jedno z nielicznych pism był kolportowany we wszystkich zaborach. Współpracownikami „Czasu” byli min. Kazimierz Tetmajer, Stanisław Wyspiański, Ludwik Rydel, Władysław Stanisław Reymont, Tadeusz Boy-Żeleński czy Maria Pawlikowska-Jasnorzewska.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close