Miasto poszukiwaczy złota

Wczorajszy „Berliner Tageblatt und Handels-Zeitung” zamieszcza wstępny artykuł pod powyższym „obiecującym” tytułem. Ponieważ „Berliner Tageblatt” jest najpoważniejszym pismem środkowej Europy, a autor tegoż artykułu Dr E. Feder znanym niemieckim ekonomistą, przeto wywody jego podajemy poniżej w streszczeniu, w nadziei, że zainteresują czytelników „Czasu”.

Budowa magazynów portowych na nabrzeżu Polskim. Gdynia 1929

Gdynia. Budowa magazynów portowych na nabrzeżu Polskim. Około 1929 roku (zdjęcie z albumu Sławomira Kitowskiego „Gdynia – miasto z morza i marzeń”)

Na wieży urzędu portowego. Co za szczególny widok! Pustynia czy miasto, czy też jedno i drugie? Coś tu powstaje, coś się tworzy. Oto powstała nagle jakaś ulica, tam dopiero się tworzy, gdzieindziej kilka powstających domów zwiastuje jej utworzenie. Obok maleńkich chatek rybackich potężne budowle. Piękne wille przy skromnych barakach. Tuż niedaleko potężny kompleks gmachów szkoły marynarskiej, olbrzymi nowoczesny budynek pocztowy. Wiele innych monumentalnych konstrukcyj. A opodal jeszcze trzęsawiska, moczary a torfowiska. Poprzez nie buduje się linję kolejową i nowy dworzec. Port częściowo gotowy i natychmiast oddawany do użytku. Wybrzeża we wszystkich stadjach budowy. Potężne żórawie (elewatory) chrzęszczą, nowoczesne ładownice pracują, okręty czekają w porcie na wyładowanie, inne naładowane opuszczają przystań. W głębi czuwa nad wszystkiem port wojenny z łodziami torpedowemi. Wszędzie panuje wigor pracy, rozwoju i skrzętnego tworzenia.

Oto obraz dzisiejszej Gdyni. Powstaje ona jak z pod ziemi na podobieństwo miast tworzonych wokół kopalń złota. Gdynia przed kilkoma zaledwie laty była malutką wioską, rybacką, wiodącą spokojny, niemal senny żywot pod opieką Helu, nikomu nieznana i niezauważona. Dziś stanowi wielkie miasto, które w bliskiej przyszłości rozrośnie się do ogromnego skupienia setek tysięcy ludności. Dzisiaj już na Gdynię zwrócone są oczy całego świata, jako na wyrazicielkę polskiego wybrzeża i polskiej pracy twórczej nad niem. Jest że to tylko fantazja czy projekt realny? Niech świadczy garść suchych cyfr; jaka była liczba stałych mieszkańców Gdyni w ostatnich latach:
1920 – 400
1921 – 2550
1927 – 13.780
1928 – 22.761
1929 – 31.992
Oprócz nich dojeżdża do Gdyni na roboty około 6000 ludzi z okolic.

Tak szalony rozrost miejscowości odbywał się początkowo w nieładzie. Szybko jednak ujęto go w sprężyste karby organizacji, zniesiono dawną swobodę budowania, usunięto jej wady. Toteż obecnie miasto rozbudowuje się wzorowo wedle z góry zakreślonego planu. W pobliżu plaży morskiej powstaje dzielnica will i pensjonatów. Na przeciwnym krańcu miasta dzielnica domów robotniczych. W śródmieściu wzdłuż szerokich ulic wznoszą się wysokie, przeważnie czteropiętrowe kamienice. O dynamicznej sile wznoszenia się miasta może świadczyć chociażby fakt, iż przed kilkoma! laty metr ziemi kosztował tutaj 2 złote, obecnie zaś ponad 100 złotych! W ciągu kilku lat 50 razy więcej! Stosunki mieszkaniowe pomimo tego są wcale możliwe. Pokój w nowym budynku kosztuje 100 złotych miesięcznie. Robotnicy mają wielkie i ciepłe baraki, mogące pomieścić do 550 ludzi.

Gdynia około 1929 roku

Gdynia około 1929 roku

Ten sam rozmach powstawania, widzi się w porcie. Pierwszy pal do jego budowy wbito w roku 1920. Już w trzy lata później zawinął do Gdyni pierwszy większy okręt, wywożąc 400 polskich emigrantów do Francji. Obecnie obrót towarowy Gdyni wynosi rocznie 3,000.000 tonn, czyli o 900.000 tonn więcej, aniżeli przeładowywał Gdańsk w r. 1913. A rozwój ten postępuje nadal w niesłabnącem tempie. Obecnie buduje się tam chłodnię objętości 15.000 tonn, jedną z największych w Europie. Dwa potężne prywatne domy składowe już nie wystarczają i powstaje trzeci. Górnośląskie przedsiębiorstwa węglowe posiadają własne przeładownice. Olbrzymi młyn i łuszczarnia ryżu, rozliczne elewatory, spichlerze itd. itd. świadczą o żywotności portu. I nie brak też obrotów towarowych. W roku 1920 .pojawił się w Gdyni pierwszy okręt węglowy. Dzisiaj 87 procent obrotów to przewóz węgla. Reszta wywozu stanowi zaledwie 3 procent obrotu, a 10 procent tegoż stanowi import do Polski.

Równocześnie w miejsce dotychczasowej „dzikiej żeglugi” wstąpiły cztery regularne linje przewozowe: 1) „American Scantic-Line”, utrzymująca ruch na linji Sztokholm – Helsinki – Gdynia – Kopenhaga i Nowy York; 2) „Chargeurs Reunis”, pracujący na linji Gdynia – Le Havre – Buenos Aires – La Plata – Santos; 3) francuska linja Leningrad – Libawa – Ryga – Gdynia – Le Havre; 4) polsko-angielskie Towarzystwo transportowe, utrzymujące ruch pomiędzy Gdynią, Holandją i Anglją.

W dalszym ciągu artykułu Dr Feder wyraża swoje obawy co do konkurencji Gdyni dla Gdańska, dającej się jakoby już dzisiaj odczuwać Gdańszczanom i zmuszającej ich do większego liczenia się z Polską i jej postulatami. Wedle „Berliner Tageblattu” poza momentami gospodarczemi kryją się przy budowie własnego polskiego portu względy polityczne. Gdynia jest ważną placówką umocnienia i uwiecznienia panowania Polski nad morzem. Potężna Gdynia to gwarancja utrzymania przy Polsce tak zwanego „korytarza pomorskiego”. Autor kończy zapewnieniem, że w Niemczech nie istnieje ani jeden obywatel, który byłby w stanie pogodzić się z myślą pozostawienia Polsce tego „korytarza”, rozdzierającego Rzeszę niemiecką na dwie części. Równocześnie jednak stwierdza na podstawie swej rozmowy z „przedstawicielem skrajnie lewicowego stronnictwa Polski”, że nawet komuniści nie dopuściliby w Polsce do odebrania Polsce jej odwiecznych ziem.

Panorama Gdynia około 1929 roku

Panorama Gdynia około 1929 roku (źródło: „Od morza…” – jednodniówka; wyd. „Baltia”, Poznań, 1929)

Tyle pisze publicysta niemiecki, którego o życzliwość dla Polski nie można posądzać. Jakżeż teraz wyglądają jego wprost hymny pochwalne na cześć polskiej pracowitości, organizacji i potęgi rozwoju, wyrażone rozkwitem miasta i portu Gdyni, w porównaniu do wiecznych krakań i kwasów naszych „patrjotów”? Czyżby nie czas było zaprzestać ciągłe waśni i niesnaków wewnętrznych, a skupić się wokół rządu dla twórczej pracy nad dobrem Polski i utrwaleniem jej niepodległości wobec ciągłych zakusów naszych sąsiadów na nasze ziemie?…

M. J. Z.

Konserwatywny dziennik informacyjno-polityczny wydawany w Krakowie od roku 1848, a od 1935 do wybuchu wojny w Warszawie. Lata świetności czasopisma przypadały na „okres krakowski”, kiedy to reprezentowało bardzo wysoki poziom merytoryczny i dziennikarski. „Czas” był jednym z najdłużej ukazujących się pism polskich. O jego popularności ś‌wiadczy także to, że jako jedno z nielicznych pism był kolportowany we wszystkich zaborach. Współpracownikami „Czasu” byli min. Kazimierz Tetmajer, Stanisław Wyspiański, Ludwik Rydel, Władysław Stanisław Reymont, Tadeusz Boy-Żeleński czy Maria Pawlikowska-Jasnorzewska.

Close