Quo vadis Germania?

W roku 1830 Karol X, król francuski wydał swoje słynne „ordonnances”, zawieszające konstytucję; w 24 godziny potem stały barykady na ulicach Paryża, – a po upływie dwóch dni król poszedł na wygnanie, z którego już nie wrócił. W sto lat potem takie same „ordonnances” ogłosił prezydent Rzeczypospolitej niem., wybrany glosami socjalistów, – a odpowiedzią na ten zamach stanu był – protest wniesiony do Trybunału Rzeszy. Różnica temperamentów i treningu politycznego. Platoniczny protest do Trybunału, oto wszystko, na co się zdobyli socjaliści niemieccy, brutalnie wyrzuceni z wszystkich urzędowych stanowisk, przez tego samego Hindenburga, którego wybór na prezydenta przeforsowali z takiem zaparciem swoich przekonań.

* * *

Wątpliwości konstytucyjne co do legalności ostatnich zarządzeń rządu Rzeszy i prezydenta Rzeszy, grają – w tym wypadku – rolę zupełnie podrzędną; decydującym jest fakt, że stronnictwa, przeciwko którym dekrety są skierowane, nie mają ani energji, ani odwagi, ani wreszcie siły, aby odeprzeć ten zamach stanu, przygotowany i wykonany przez koła wojskowe członków ultrareakcyjnego Herrenklubu w Berlinie. Panem sytuacji jest zagadkowy generał Schleicher, o którym nikt jeszcze nie wie, czy przygotowuje tylko dyktaturę wojskową dla przeprowadzenia zmiany konstytucji, czy też toruje drogę do powrotu monarchji i Hohenzollernów. To jest tylko pewne, że nici sprzysiężenia, które obaliło najpierw Brüninga, a następnie rząd pruski – prowadzą wszystkie do ministerstwa Reichswehry, którego – raczej narzędziem, niżeli wspólnikiem, jest urzędujący kanclerz von Papen.

* * *

Socjaliści przegrali kampanję już z chwilą, kiedy byli zmuszeni rzucić wszystkie swoje wpływy wśród mas robotniczych na rzecz wyboru reakcjonisty, monarchisty i militarysty Hindenburga. Do tego impasu wpędził ich oportunizm przywódców i chwiejność socjalistycznej prasy, która w pogoni za popularnością zatraciła całkowicie swoją programową linję i wprowadziła wielkie zamieszanie w szeregach zwolenników partji. Wzrost wpływów i znaczenia nacjonalizmu popchnął socjalistów na błędne drogi; – zamiast, mężnie przeciwstawić się nacjonalistycznym zboczeniom, zaczęli socjaliści z nimi współzawodniczyć; a w sprawie granic polskich i mniejszości narodowych zajęli takie samo stanowisko, co Hitler i Hugenberg. Nic dziwnego, że masy bezrobotne, ciężko dotknięte przesileniem goapodarczem, dały się porwać demagogicznym, ale precyzyjnym hasłom i obietnicom Hitlera i tłumnie przeszły do jego obozu. Teraz socjaliści zbierają owoce swojej oportunistycznej taktyki; Kapua ministerjalna odjęła im resztę energji, i gdy przyszedł moment decydującej walki, wykonali odwrót na zgóry przygotowane pozycje, – jak brzmiały biuletyny niemieckiego sztabu podczas wojny, gdy trzeba było zamaskować klęskę.

O ile zatem komuniści nie zerwą się do jakiejś – zresztą beznadziejnej awantury, Papen i Schleicher ostaną się przy władzy, a o ich rzeczywistych planach dowiemy się dopiero po wyborach do parlamentu. Wtedy bowiem dopiero zorjentują się koła, które zamach zorganizowały, czy będą mogły rządzić przy pomocy parlamentu, czy też trzeba będzie poszukać innych dróg dla przeprowadzenia swoich zamiarów. Trzeba zaś tu zauważyć, że w obrazie sytuacji, stworzonej przez zamach, cyfrę X stanowy stosunek generała Schleichera do Hitlera i do narodowego socjalizmu wogóle. Niewiadomo jeszcze, czy Schleicher i jego klika uważają hitleryzm za sprzymierzeńca, czy za narzędzie; ta druga ewentualność jest nawet prawdopodobniejsza.

* * *

Jakże się przedstawia przyszłość? Przewidywać można przedewszystkiem wzrost odśrodkowych dążności południowych Niemiec, wobec widocznie centralistycznych zamierzeń sprawców zamachu. Jak daleko może sięgnąć ten ruch — o tem mówić przedwcześnie, że jednak spraw i on wiele kłopotów rządowi berlińskiemu, niema wątpliwości. Pewne wyjaśnienie sytuacji przyniosą wybory do parlamentu; albo dadzą one rządowi większość, która mu pozwoli powrócić ma tory legalizmu, – albo – co jest prawdopodobniejsze – rezultat ich będzie analogiczny do wyborów do sejmu pruskiego. Wówczas dyktatura stanie się państwową koniecznością – i możliwe się stają wszystkie rozwiązania sytuacji. Cokolwiek jednak nastąpi, Niemcy – w obecnem napreżeniu swoich wewnętrznych stosunków, nie są zdolne do podejmowania jakiejkolwiek, na większą skalę zakrojonej akcji międzynarodowej; natomiast możliwą się tam staje każda wielka awantura… A wreszcie, ostatnie wypadki dają tak plastyczną poglądową naukę pseudopacyfistom i germanofilom Francji i Anglji, że na długo odejdzie im chętka propagandy na rzecz „biednych, uciśnionych, demokratycznych – a tak bardzo pokojowych Niemiec…”

Konserwatywny dziennik informacyjno-polityczny wydawany w Krakowie od roku 1848, a od 1935 do wybuchu wojny w Warszawie. Lata świetności czasopisma przypadały na „okres krakowski”, kiedy to reprezentowało bardzo wysoki poziom merytoryczny i dziennikarski. „Czas” był jednym z najdłużej ukazujących się pism polskich. O jego popularności ś‌wiadczy także to, że jako jedno z nielicznych pism był kolportowany we wszystkich zaborach. Współpracownikami „Czasu” byli min. Kazimierz Tetmajer, Stanisław Wyspiański, Ludwik Rydel, Władysław Stanisław Reymont, Tadeusz Boy-Żeleński czy Maria Pawlikowska-Jasnorzewska.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close