„The big three”

Gdańsk w lipcu.

(Korespondencja własna).

Po sześciu dniach reportażu w Gdańsku można już mieć obraz sytuacji, i można w tym obrazie pewne rzeczy podkreślić. Takiem podkreśleniem są wywiady. Wywiady z trzema naczelnemi postaciami w Wolnem Mieście.

Gdyby ktoś lat temu sto i dwa przybywał do innego „Wolnego Miasta”, też położonego nad ale raczej u jej źródeł, udałby się z wizytą do prezydenta senatu, a następnie do „Rezydentów” trzech potęg, które owe Wolne Miasto powołały do życia. Tamtem Wolnem Miastem był Kraków.

W Gdańsku przyjęli mnie po kolei: Wysoki komisarz Ligi Narodów hr. Manfred Gravina, komisarz generalny Rzeczypospolitej Dr Kazimierz Papée, prezydent senatu Gdańska Dr Ernst Ziehm.

Jasny pokój w niewielkim pałacyku Am Generalkommando. Trzech ludzi: hr. Manfred Gravina, młody sekretarz komisarza, Włoch i kuzyn Graviny, markiz Giustiniani – i ja.

„Gdańsk potrzebuje tylko jednego; żeby o nim nie mówiono. Przestańcie o nim pisać, przestańcie o nim mówić, niech się o nim nic wie. Spokoju. I prasa polska „aussi” – może tu wiele zrobić. Pamiętajcie u was o tem, że Polska jest dużą, a ten cały Gdańsk mały, bardzo mały”.

Zupełnie słusznie, ekscelencjo. Prasa polska, od której nie wychodziły pogłoski o puczach gdańskich poprzestanie i nadal na skromnem notowaniu każdego faktu, jaki się na terenie Wolnego Miasta zdarzy i będzie wymierzony przeciwko Polakom. Niestety wystarczy to do przepełnienia naszych szpalt. Hitlerowcy…

Hrabia Gravina jest cały w żywej ekspresywnej gestykulacji południowca:

„Cóż panowie chcecie? Nasze narody zabawę w wojsko praktykują w wieku dziecięcym. Dla Niemców mundur i parada — to rzeczy konieczne. Bez tego nie mogą się obejść. Zamach stanu? Te cztery tysiące….”

Jest to bardzo cenna informacja, jaką daje tu hrabia Gravina. Rzeczą powszechnie wiadomą w Gdańsku jest to, że regularna bojówka hitlerowska liczy tu cztery tysiące ludzi. Prasa polska to podawała – niemiecka przeczyła. Obecnie z ust wysokiego komisarza Ligi Narodów otrzymuję potwierdzenie tej cyfry. Wysoki komisarz jest tym, który ma pieczę zleconą mu przez traktaty nad spokojem miasta. Wysoki komisarz musi wiedzieć.

Do stów hr. Graviny dopowiadam.

Cztery tysiące umundurowanych, ekscelencjo. Nieumundurowanych dziesięć tysięcy…

Hr. Gravina nie potwierdza tej cyfry. Ale hr. Gravina nie przeczy.

Rozmowa przechodzi na sprawy portu gdańskiego. Tu hr. Gravina wyjaśnia:

Gdańsk jest portem starym, portem starych urządzeń. Gdynia portem nowoczesnym. Rząd Polski, oczywiście, wyzyskuje oba porty. Ale instytucje prywatne wolą Gdynię. Oczywiście rząd polski nie może ich przymusem skierować do Gdańska.

Cień hitlerowskiej swastyki unosi się nad rozmową. Po chwili mówimy dalej o możliwości puczu. Hr. Gravina potrząsa bardzo żywo głową, jak człowiek który wie doskonale, że nic takiego nie będzie. Znowu wychodzą na jaw te cztery tysiące. Czy z tem się robi pucz? Wobec tego, że polskie wojska są na Pomorzu…

Hr. Gravina nie chce wierzyć w pucz. Wspominam, że mniej ludzi trzeba było w Petersburgu w roku 1917 Leninowi. Wspominam, że o tem pisał zajmująco rodak hrabiego, pan Malaparte. Być może… Co do Gdańska hr. Gravina nie wierzy. Powoli nabieram wrażenia, że wysoki komisarz nietylko nie wierzy. Że wysoki komisarz także nie chce wierzyć.

Nastaje chwila milczenia, gdy patrzę tylko w błękitne oczy mego rozmówcy. Spodziewałem się tu zastać człowieka z nad morza Śródziemnego, człowieka tej wielkiej rasy, która stworzyła Imperium Romanum i miała sobie za misję panowanie odległym narodom. Chyba się pomyliłem. Jasny typ hr. Graviny przywodzi na myśl raczej ludzi z nad Bałtyku, ludzi „tutejszych”.

Ale jest jeszcze i coś innego w tym człowieku: jest trochę typ kosmopolitycznego arystokraty . Nie klasy Rohanów, Colonnów, Windischgraetz: typu średniego, Coudenhowe-Calerghi, na przykład. Rasy kiedyś silnej, ale zmęczonej, która bardzo potrzebuje spokoju i która wierzy, że będzie spokój; i która dla spokoju – ustępuje.

* * *

W chwili, gdy wchodzę do komisarza generalnego Rzeczypospolitej dzwoni dzwonek telefonu. Stojąc komisarz generalny wysłuchuje jakiegoś meldunku. Z urywków tego co mówi mogę się domyśleć, że nie chodzi tu o przejażdżkę popołudniową na plażę. Mam instynktownie wrażenie, że tych kilku słów komisarza słucha się, po drugiej stronie słuchawki, jak rozkazu dowódcy. Minister Papée jest człowiekiem o doskonale nieruchomej twarzy, człowiekiem bez eksklamacyj, bez gestów.

„Polska potrzebuje Gdańska, Gdańska jako portu. Wszelkie mówienia o tem, by Gdańsk był dla Polski. wobec istnienia Gdyni, zbędnym, nie liczą się bynajmniej z rzeczywistością. Gdy traktat wersalski przyznawał nam prawa do Gdańska, to nie czynił tego w myśli, że będzie to zaspokojenie maksimum potrzeb portowych Polski, lecz że będzie to zaspokojeniem minimum tych potrzeb. Ów dostęp do morza i port gdański, to było właśnie to „najmniej”, to trzeba było dać. Polska tworząc Gdynię rozszerzyła sobie w najbardziej pokojowy sposób swe możności korzystania z rzeczy przyznanych Traktatem wersalskim. Można powiedzieć -kończy pan min. Papée – że Gdynia i Gdańsk są to dwa płuca Polski.

(W tej chwili obraduje w Gdańsku komisja Ligi Narodów, mająca na celu zbadanie, czy Polska wykorzystuje w pełni port gdański).

Polska potrzebuje Gdańska, Gdańska jako portu. Wszelkie mówienie o tem, by Gdańsk był dla Polski wobec istnienia Gdyni zbędny, nie liczą się ani z sytuacją prawną, ani z rzeczywistością. Gdy Traktat wersalski przyznawał nam prawa do Gdańska, to nałożył na port misję, to zn. obowiązek obsługi Polski. Gdańsk misji tej nie wypełnił. Nie wynika stąd oczywiście, by od jej spełnienia mógł być na przyszłość zwolniony. Gdynia i Gdańsk – to dwa płuca Polski. Równorzędne, bo Gdańsk jest tak samo portem polskiego obszaru celnego, jak Gdynia. Jeżeli chodzi o to, czy Polska wykorzystuje należycie port gdański, to o tem mogą świadczyć dwie grupy faktów: przedewszystkiem niezaprzeczony rozwój portu gdańskiego od 1918 r. Ale jest i rzecz druga: Senat twierdzi, że zwalczamy Gdańsk gospodarczo i że ten system trwa od czterech lat. Otóż w r. 1931 dwa tylko porty w całej Europie wykazywały mimo kryzysu zwiększenie się obrotu. Portami temi były Gdynia i Gdańsk. 1931 r. to nie są czasy tak bardzo odległe, jeżeli dziś jest nieco gorzej, to jest to objaw przejściowy.

Słucham dalej:

… bacznie śledzić rozwój wypadków i stać na straży traktatów. Z największem zainteresowaniem obserwujemy, jak postępuje Liga Narodów i jej przedstawiciel w Gdańsku Wysoki Komisarz. Bo Liga jak wiadomo, jest gwarantką konstytucji Wolnego Miasta, które według Traktatu wersalskiego jest oddane pod jej opiekę. Lidze więc w pierwszym rzędzie zleconą została piecza nad tem, co się w Gdańsku dzieje. Traktaty nie okazały w tem postanowieniu krótkowzroczności. Momenty, które cechuje wzrastanie przewrotowych w stosunku do istniejącego status quo i antypolskich nastrojów, wchodzą w pierwszej linji w pole obserwacji i działania pana Wysokiego Komisarza. Są to sprawy, w których on właśnie może działać, gdzie kompetencja łączy się z ważkim w obliczu pokoju momentem odpowiedzialności.

To wszystko.

* * *

Dr Ernst Ziehm, od dwóch lat prezydent senatu (rządu) przejął mnie ostatni. Trzy kwadransową przeszło rozmowę trudno oddać dosłownie. Można jedynie ją streścić.

Prezydent Ziehm jest człowiekiem już po 60-ce. Dużo starszy od tamtych dwóch. Robi wrażenie człowieka o młodej energji.

Tłumaczył mi, przekonywał, dowodzili, że w Gdańsku niema znikąd szykan antypolskich. Nie przerywałem. Człowiek ten, mówił – trzeba to stwierdzić – w najpełniejszej wierze w swe słowa. Czułem to najzupełniej. Niemal, niemal – a byłoby mi się udzieliło to przekonanie. Ale wówczas stanęła mi w pamięci scena z przed dwóch dni, z tego co mi opowiadano, wieczorem, w gdańskiej, polskiej rodzinie. Nie. Prawdą było tamto.

Gdyśmy poczęli mówić o hitlerowcach, gdy znowu usłyszałem, że to nic groźnego, że błahostka, że na swych zebraniach sami uspakajają się nawzajem, że nie mają broni, że przecież wogóle w Niemczech niema broni – wówczas zrozumiałem Dra Ziehma.

Poświęcił potem długą chwilę wykazywaniu, że między Polską a Gdańskiem istnieje wojna celna gospodarcza (o tem jeszcze napiszę), która zniszczyła Gdańsk, a która datować się ma od lat czterech. Mówił o polskim bojkocie. Zauważyłem znowu, że mówi z całą wiarą w swe słowa – ale zarazem, że widząc źdźbło w oku polskiem, nie widzi belki w gdańskiem…

Żegnaliśmy się niemal – jeśli w stosunku do tego starszego pana mogę użyć tego określenia – przyjaźnie. Parę ostatnich mych zdań o współpracy polsko-gdańskiej padło właściwie w próżnię. Ist es möglich? – zdawały się mówić szare oczy prezydenta.

Wyszedłem pod wrażeniem, że z mych trzech rozmówców, ten był najciekawszy. Jeden z polskich dziennikarzy mówił mi później o nim:

– Ernst Ziehm, to prawy charakter, to nawet duża inteligencja, ale inteligencja rozwinięta pod wpływem psychiki emocjonalnej. Są jakby komórki w tym mózgu, które zaniknęły. Są takie, które przerosły. Są rzeczy, które ten człowiek oglada przez okulary z czarnego pluszu. Dr Sahm był inny.

– A jakiż był Dr Sahm?

– Zupełnie inny. Jako charakter bardzo wiele ustępujący staremu Ziehmowi. Jako umysł przewyższający go o wiele. Obaj byli Niemcami i nacjonalistami, ale Ziehm jest bardziej urzędnikiem, gdy dzisiejszy burmistrz Berlina, a jego poprzednik miał szerszy, rozleglejszy umysł. Umysł kupca, umysł Hanzeaty

Nie mam wrażenia, by się wiele mylił.

Ksawery Pruszyński.

[ czytaj poprzedni odcinek reportażu ]
[ czytaj następny odcinek reportażu ]

Konserwatywny dziennik informacyjno-polityczny wydawany w Krakowie od roku 1848, a od 1935 do wybuchu wojny w Warszawie. Lata świetności czasopisma przypadały na „okres krakowski”, kiedy to reprezentowało bardzo wysoki poziom merytoryczny i dziennikarski. „Czas” był jednym z najdłużej ukazujących się pism polskich. O jego popularności ś‌wiadczy także to, że jako jedno z nielicznych pism był kolportowany we wszystkich zaborach. Współpracownikami „Czasu” byli min. Kazimierz Tetmajer, Stanisław Wyspiański, Ludwik Rydel, Władysław Stanisław Reymont, Tadeusz Boy-Żeleński czy Maria Pawlikowska-Jasnorzewska.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close