Min. Beck i jego polityka w oświetleniu publicysty hitlerowskiego

Najwybitniejszy bezsprzecznie publicysta niemiecki obecnej doby, Fryderyk Sieburg, bawił – jak wiadomo – przed kilku tygodniami w Polsce. W wywiadzie z współpracownikiem naszego pisma opowiadał o swych wrażeniach pobytu w naszym kraju i zapowiedział już wtedy obszerną publikację o współczesnej Polsce. W „Frankfurter Zeitung” pojawiają się też co kilka dni fragmenty tej publikacji, zakrojonej na wielką miarę i mającej objąć całokształt zagadnień życia publicznego Polski.

W noworocznym numerze „Frankfurter Ztg” daje. Sieburg p. t. „Pułkownik Beck i jego polityka zagraniczna” niezwykle interesującą sylwetę sternika naszej zagranicznej polityki. Wywody Sieburga nie ograniczają się jednak tylko do charakterystyki min. Becka; autor stara się również zgłębić tło i cele naszej polityki zagranicznej. I dlatego też wywody Sieburga, bez względu na jego zabarwienie partyjne słusznie uchodzącego za jednego z najbystrzejszych obserwatorów współczesności, obudzić muszą zrozumiałe zainteresowanie.

– Pułkownik Beck – rozpoczyna Sieburg – jest z pewnością jednym z najbardziej fascynujących mężów stanu Europy. Nie ma jeszcze 40 lat, a przecież udało mu się już kilka pociągnięć, które poważnie przyczyniły się do tego, by nadać kształt tendencjom swego kraju. Nie sposób niedostrzegać jego postaci. Wszędzie, czy to w gadatliwem środowisku Genewy, czy podczas sztywnego przyjęcia w przepełnionych salonach Quai d’Orsay czy w czasie parady warszawskiego garnizonu, czy w loży opery czy też w pędzącym automobilu – wszędzie ściągnie na siebie spojrzenia ta niezwykła głowa…

W jego mieszkaniu wisi cudowny obraz Belliniego. Przyciemniony, pełen słodyczy ten pejzaż stanowi osobliwe tło dla stalowej postaci pułkownika. Widzimy go siedzącego pod tym wspaniałem płótnem… Głowa jest wąska, nad wystającym nosem spoglądają w świat oczy, blisko siebie osadzone silnie i zupełnie nie dające się zgłębić: usta są jakby w kamieniu rzeźbione; budzi niemal lęk, gdyż każdej chwili może zatracić się dyplomatyczny uśmiech, by zrobić miejsce zimnemu jakby u wilka błyskowi białych zębów. Ręce są smukłe i piękne, pozbawione zupełnie dobroduszności; towarzyszą one okrągłemi gestami powolnie wypowiadanym słowom, częściej jeszcze rozgniatają w popielniczce resztki niedopalonego papierosa.

Czy godzi się opisywać ministra tak, jakby sportowca, czy aktora czy podróżnika podbiegunowego? Beck jest więcej jednak niż ministrem. Nikomu nie wpadłoby na myśl mówić o rękach jego poprzednika Zaleskiego. Osoba pułkownika zawiera rezerwy siły i woli, których nie tknęła jeszcze jego polityczna działalność. Za ministrem spraw zagranicznych widzi się innego, może bardzej istotnego człowieka, którego możliwości sięgają daleko poza dyplomację. Może zasiądzie pewnego dnia i napisze książkę, może obejmie dowództwo armii, może spodoba mu się wspiąć się na najwyższy szczyt górski na świecie, a wreszcie może poprostu zostanie prezydentem republiki polskiej. Europa tak bardzo przywykła do widoku na polu walki o politykę zagraniczną zawodowców i rutynistów, że wkroczenie tej osobistości, która nigdy nie straci cech młodzieńczości i której postępowania nigdy z góry przewidzieć nie można – musiała podziałać sensacyjnie.

Beck, którego rodzina przed wiekami z Niemiec przybyła do Polski – ani śladu jednak nie można wyczuć tego pochodzenia – jest przyjacielem Marszałka i jednym z nie wielu, którzy Marszałka mogą jeszcze skłonić do mówienia. Czasem udaje się w nocy, skrycie do Belwederu i godzinami całemi rozmawia z osnutym tajemniczością starcem. Polityka w Polsce – to przeszczepienie legendarnej postaci Piłsudskiego w życie publiczne… Beckowi zawsze udaje się przeobrażenie tej legendy w jasną, realną politykę zagraniczną. To właśnie nadaje jego czynom pewność i autorytatywność. Jest on zbyt mądry, by dążyć do powiększenia stanu posiadania Polski. Ale nie zadawala się również tylko utrzymaniem tego stanu posiadania. Jego wielką ideą jest, by Polska prowadziła samodzielna politykę zagraniczna i byt swój broniła środkami czysto polskiemi.

Jakie możliwości ścielą się przed polską polityką zagraniczną? Kraj ten wciśnięty jest między dwie największe siły dynamiczne świata, między Rosję i Niemcy – nie będąc od nich przedzielony granicami bezpiecznemi. Nieochronione flanki odsłaniają Polskę wobec sąsiedztwa dwóch wielkich mocarstw rewolucyjnych… Swą niepewną sytuację uważa Polska jako pewnego rodzaju fatalizm. Wie ona, że w stosunku do Niemiec niemożliwe jest kompletne porozumienie, usuwające to wszystko, co my, Niemcy, uważamy za niesłuszne. Dlatego też Polska przywykła do myśli, że musi „żyć w atmosferze niebezpieczeństwa”.

Bardzo obszernie opisuje następnie Sieburg głębokie przemiany, jakie w r. 1933 zaszły w stosunku Polski do swego wschodniego sąsiada, „grę na Wschodzie” – jak się wyraża, dalej starania, zmierzające do złagodzenia stosunków Polski z sąsiadem zachodnim – wreszcie wysnuwa szereg bardzo jednak hipotetycznych i ryzykownych domysłów na temat stosunków polsko-francuskich.

Ta część wywodów Sieburga idzie po linji propagandy hitlerowskiej i wyraźnie ma za zadanie wzbudzenie w Paryżu wrażenia, że Rolska rzekomo „emancypuje się” z „Wersalu i Genewy”.

Że jest właśnie wprost przeciwnie, niż Sieburg zdołał podczas swego pobytu u nas zauważyć – nie trzeba chyba podkreślać.

Jednak na zakończenie swego artykułu musi Sieburg przyznać:

– Francja nie przestanie polskiego stanu posiadania przy każdej sposobności, z całym nakładem swej siły i powagi bronić… Na ten takt nie ma wpływu swobodniejsza postawa polskiej dyplomacji. Dziś nie do pomyślenia jest wypadek, by Polska mogła postradać tę jakby wieczną gwarancję Francji. Beck może w swej samodzielności iść tak daleko, jak chce – znajdzie zawsze Francję znowu na jej dotychczasowym posterunku. Pewność ta dodaje mu siły do porozumienia się z Sowietami, do ściślejszej współpracy z Małą Ententą, a nawet do dążenia zawarcia paktu nieagresji z Niemcami. Stan niebezpieczeństwa, do którego Polska przywykła, traci w ten sposób swą ostrość i nieprzejrzystość. Państwo polskie może – jeśli rzeczywiście zdobędzie się na to -dziś mocniej niż kiedykolwiek zająć się swemi sprawami wewnętrznemi. Oczywiście na to odprężenie nie bez wpływu jest wyraźnie dający się wyczuć wzrost militarnej siły bojowej Polski. Armia polska jest dziś w stanie wykonać swe najważniejsze zadania bez obcej pomocy. To nie było jeszcze przed półtora roku możliwe.

Beck jest tym, który na mapie Europy zarysowuje mocne kontury Polski. Wyzwala on Polskę z przestarzałych ideologicznych wiązań („Bindungen”), sprowadza polityczne wiązania do tej miary, którą uważa za niezbędnie konieczną – kończy swe wywody F. Sieburg.

Gazeta codzienna ukazująca się w Białymstoku w latach 1923 – 1939

Close