Klerykalizm w szkole polskiej

Po obradach w Komisji Budżetowej Sejmu

Wracamy jeszcze raz do tego ciekawego temat, gdyż obrady sejmowej Komisji Budżetowej nad budżetem oświaty dostarczyły wiele ciekawego materjału.

Ciekawe były przedewszystkiem obydwa przemówienia min. Jędrzejewicza – wstępne i końcowe. W obu przemówieniach starannie podkreślał swoje życzliwe stanowisko dla religji i kleru. We wstępnej mowie powiedział:

„Życzliwe ustosunkowanie się Rządu do istotnych potrzeb Kościoła i staranne wykonywanie przez Rząd Konkordatu nietylko utrwaliło harmonijne stosunki między Stolicą Apostolską a Rzeczypospolitą, lecz ponadto sprawia, że przepisy Konkordatu przenikają do świadomości prawnej i moralnej społeczeństwa”.

W końcowem zaś przemówieniu odpowiadając na moje wywody, minister usilnie podkreślał, że między religją, a wiedzą niema żadnej sprzeczności, a co się tyczy podkreślonej przezemnie, a wymaganej przez nowe programy ,,korelacji” (wzajemnego przystosowania się nauki religji i nauki innych przedmiotów), to ta korelacja jest konieczną. Potwierdził na moje zapytanie, że istotnie episkopat nie zatwierdził tych nowych programów nauki religji, aczkolwiek te programy – mojem zdaniem -są poważnym krokiem naprzód (t. zn. wtecz) w „zbożnem” dziele klerykalizacji szkoły. Episkopat – powiedział minister – opracowuje własny program nauki religji. Ciekawa rzecz jak ten „własny” program Episkopatu będzie wyglądał?… Czy odrzuci tylko postulat aktualizacji politycznej programu (t. zn. dostosowanie do „sanacji”), czy też jeszcze bardziej pogłębi klerykalny duch programu?

Otóż ten charakter przemówień p. Jędrzejewicza świadczy o tem, że konkurując z endecją, „sanacja” musi posuwać się dalej na śliskiej drodze klerykalizacji szkoły. Powiedziałem na Komisji, że dla mnie obojętnem jest czy p. Jędrzejewicz osobiście jest klerykałem; sądzę raczej, że nie; ale można być klerykałem wbrew sercu ze względu na pewne „konieczności polityczne”, przedewszystkiem ze względu na konieczność utrwalania wpływów rządzącego stronnictwa. Mussolini też był nietylko antyklerykałem, ale nawet płomiennym ateistą, ale gdy doszedł do władzy zawarł znaną umowę laterańską z papieżem i dał klerowi ogromne prawa w szkole. Tak samo i u nas. Istnieje niewątpliwie w „sanacji” grupa antyklerykalna obok klerykalnych konserwatystów à la Radziwiłł (przypominamy oświadczenia p. Radziwiłła w Sejmie) i obok katolicko – ludowych działaczy, jak ks. Czuj. Ale „wypadkowa” pedagogiczna linja rządzącej „sanacji” coraz bardziej staje się klerykalną, gdyż „sanacja” potrzebuje oparcia w klerze.

Wracamy do Komisji Budżetowej. Bardzo znamienne było przemówienie „sanacyjnego” chadeka ks. prof. Szydelskiego, który zgodził się ze mną, że istotnie nowe programy religji wykazują zbliżanie się „sanacji” do szkoły wyznaniowej. Ale cóż z tego? – mówił ks. profesor – właśnie jest to najlepszym komplementem dla szkolnej polityki rządu! Opinja takiego zawziętego klerykała, jak ks. Szydelski, ostatecznie przypieczętowała, niewątpliwy fakt zbliżania się „sanacji” do ideału” szkoły wyznaniowej.

Nie dziwimy się także, że przedstawiciel chadeków prof. Ponikowski również bronił owej sławetnej już „korelacji” między nauką religji a innych przedmiotów. W ten sposób opozycyjny chadek przyklasnął szkolnej polityce Rządu.

Jak widzimy, budżetowa debata komisyjna odsłoniła ciekawe rzeczy. Teraz pozwolę sobie podkreślić co było główną osią tej części moich własnych wywodów, która była poświęcona szkole. Min. Jędrzejewicz usiłował (tak samo zresztą, jak ks. Szydelski) sprowadzić rzeczy do kwestji, czy (filozoficznie) wiedza jest w sprzeczności z religią? Tymczasem zgoła nie o to chodzi. Chodzi o to, że stanowisko kleru wyciska swoje piętno już dzisiaj na innych przedmiotach szkolnych poza religją. Przytaczałem programy historji, w których poleca się dzieciom ze szkoły powszechnej studjować żywoty świętych, jak św. Salomea, św. Kinga i św. Jacek. Pamiętajmy: znajdujemy to nie w programach religji, lecz w programach historji.

Albo: gdy mowa o 17 i 18 wiekach w dziejach Polski niepodległej, o wiekach klerykalnej ciemnoty które przygotowywały rozbiór Polski, – nic nie mamy w programach szkolnych o roli kleru. Natomiast w myśl sławetnej „korelacji” poleca się uczniom przedstawiać rolę zakonów i t. p. – w dziejach Polski. Wiadomo w jakim duchu. Hasło „korelacji” to w zupełności wyjaśnia.

Ale cóż mówić o historji, jeżeli program gimnazjalny(!) nakazuje nawet nauczycielom przyrody (str. 18) aby „nieostrożnemi powiedzeniami nie wzbudzali niepotrzebnych wątpliwość w uczniach”. W dalszym ciągu tenże program gimnazjalny o nauce religji powiada (str. 24), że „nauka religji korelować powinna w szkole średniej głównie z następującemi przedmiotami nauczania: polski, historją, śpiewem, geografią, zajęciami praktycznemi”. Praktycznie rzecz biorąc korelacja będzie polegała na tem, że wszystko będzie się dostrajało do kamertonu, który zadźwięczy na wykładzie religji w rękach księdza. Właśnie to jest zasadą szkoły wyznaniowej.

Warto też zajrzeć do nowego programu religji w wyższych klasach szkoły powszechnej. Mniejsza już o to, że wciąż tam mowa o „medalikach” o konieczności „zbudowania ołtarzyka w szkole”, o pozaszkolnej lekturze beletrystyki religijnej i pisemek religijnych i t. p. Ale gorzej jest, (gdy str. 12) poleca się nauczycielowi „wspomnieć także przygodnie i o takich cudownych miejscach, jak Lourdes, Lisieux, o pielgrzymkach do nich i t. p.” Ciekawa rzecz, że ta osobliwa nauka „religji” zajmuje się także (w wiadomym duchu) zagadnieniem społecznem, polecając omawianie (na lekcji religji) także zagadnienie stosunku „do pracodawcy!”

Wszystkich kwiatków z tych osobliwych nowych programów nie omówimy: prosimy czytelnika, aby sam zajrzał do nowych programów religji. Ciekawe tylko, jak to te wykłady religijne mają być dostosowane (str. 24) „do płci młodzieży”. Ciekawe że nowe programy (dla wyższych klas szkoły powszechnej) zalecają zbliżenie ucznia do swojej parafji i wogóle „wprowadzenie w całokształt życia parafialnego”. Zaleca się mówić o swoim parafjalnym proboszczu i wikarym (str. 15).

Chyba wystarcza. Jasnem staje się tak w nowych programach, jak i z przebiegu dyskusji komisyjnej, że mamy do czynienia z bardzo ciekawemi nowemi faktami. Kierownicy szkolni „sanacji” odchylają linję polityki szkolnej coraz bardziej ku klerykalizmowi. Konstytucja marcowa z r. 1921 nie wprowadziła w Polsce szkoły wyznaniowej. Ta szkoła realizuje się faktycznie, stopniowo -„via facti” jak niegdyś zapowiadał ks. Adamski.

KAZIMIERZ CZAPIŃSKI.

Dziennik wydawany we Lwowie od roku 1918 roku. Organ Polskiej Partii Socjalistycznej. Założony przez polskiego polityka, działacza socjalistycznego oraz posła Artura Hausnera, który redagował pismo aż do 1934 roku.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close