DR. JÓZEF PUTEK

Mroki średniowiecza (1)

FANATYZM, PRZESĄDY I OKRUCIEŃSTWA W DAWNEJ POLSCE

Klątwy

„Klątwa kościelna!” Słowo to w wieku XI-XIII wzbudzało dreszcz, zgrozę i przerażenie. Niejednego „nagła krew zalała”, gdy się o klątwie rzuconej na siebie dowiedział. W śmierci jego widziano „palec boży”. Klątwa zwalała z tronów, wypędzała z kraju, zamącała stosunki między społeczeństwem, że mordowało się bez opamiętania. Przy pomocy klątwy kościelnej, jeden zręczny, przebiegły człowiek, siedzący w Rzymie na stolicy Piotrowej, był w stanie całą Europę zawichrzyć, instynkty zwierzęce wśród ludów pobudzić, by cel swój osiągnąć. On sam nie potrzebował mieć własnych wojsk, bo w jego interesie zabijali i dali się zabijać inni, których wyróżniał i którym błogosławił. Sprzymierzeńcem jego była głupota narodów, które lęk ogarniał, gdy im czytano z ambon i od ołtarzy bulle papieskie, wyklinające zwierzchników i najwyższych dostojników państwowych. Ponury ceremonjał kościelny towarzyszący ogłaszaniu bulli podniecał wyobraźnie, a strach zabobonny przed piekłem, a także nieszczęściem ziemskiem, mogącem spaść na wdających się z wyklętym, wprawiał wszystko w popłoch. Trzeba było niezwykłej odwagi, aby wojsko nieustraszone w boju, nie zlękło się kropidła i nie odbiegało od swego dowódcy, aby lud, który poprzysiągł wierność swemu władcy, nie odwrócił się od niego, nie zamordował go, lub nie wypędził z kraju. Klątwa w związku z przesądną lękliwością tłumów, stała się w ręku hierarchji kościelnej niezawodnym środkiem walki z jej przeciwnikami. Klątwa zabijała wszelkie węzły, jakie łączyły wyklętego z rodziną, ze społeczeństwem, odbierała mu dorobek jego pracy, zapobiegliwości, odbierała mu cześć i poważanie, jakiem się cieszył wśród obywateli. Wyklęty osamotniony, bojkotowany przez ogół, narażony na utratę życia, albo ginął w tej walce nierównej, albo się musiał upokorzyć. Był to system niszczenia wszelkich autorytetów, którego znaczenie z takich czy innych powodów wydawało się korzystnem dla autorytatywnego reprezentanta i namiestnika boskiego na ziemi. Namiestnikom Boga, ogłaszającym klątwy, nie trzeba było zwracać się do „ramienia świeckiego” o wykonanie tego strasznego wyroku. Klątwa sama z siebie działała egzekucyjnie i stwarzała obóz przeciwny wyklętemu, umacniała ten obóz i do zwycięstwa go prowadziła. Arcymistrzem w stosowaniu klątwy, jakiego drugiego ani przedtem, ani potem Kościół nie miał, był papież Grzegorz VII. Nie mając wojska, bogactw, korony cesarskiej czy królewskiej, stał się on jednak faktycznym władcą całego ówczesnego świata chrześcijańskiego… dzięki umiejętnemu operowaniu klątwami kościelnemi. O drobną napozór chodziło mu sprawę – o t.zw. „inwestyturę”, czyli nadawanie przez cesarzy, królów i książąt niemieckiego urzędu biskupiego wręczaniem symbolicznego pastorału i pierścienia. W r. 1075 wydaje więc dekret, zabraniający duchowieństwu przyjmowania z rąk świeckich pierścienia i pastorału, a świeckim pod grozą klątwy zakazuje mieszania się w te sprawy. Cesarz Henryk IV. oburza się na to, Grzegorz VII. wzywa go niby swego wasala, aby się stawił w Rzymie do odpowiedzialności. Podrażniony cesarz, którego ojciec trzech papieży złożył z urzędu, zbiera biskupów, a ci składają z urzędu papieża, rzucając nań klątwę. Grzegorz ogłasza papieską klątwę na cesarza i jego zwolenników, a agitatorami, szerzącymi wieść o tej klątwie stają się potężne i liczne, wiernie oddane mu zakony. Lud, rycerstwo, książęta idą za klątwą papieską. Cesarz został osamotniony. Najlepsi przyjaciele uciekają od niego. Jedyną doradę zewsząd słyszy: „upokorz się przed papieżem – niech zdejmie z ciebie klątwę, a możemy powrócić do ciebie!” Zdradzony i opuszczony udaje się podczas srogiej zimy, przedzierając się przez Alpy – do Rzymu, aby przebłagać papieża i dostać rozgrzeszenie. W drodze dowiaduje się, że papież znajduje się w zamku margrabiny Matyldy toskańskiej zwanym Kanossą. Przybywa pod ten zamek, lecz bramy mu nie otworzono. Przez trzy dni i nocy, w połowie stycznia, stał cesarz przed zamkiem drżący z zimna i głodu, z odkrytą głową, boso i przybrany we włosienicę. Z okien zamku przyglądał mu się papież, ciesząc się upokorzeniem swego przeciwnika. W czwartym dniu wpuszczono go do zamku, zaprowadzono przed ołtarz, gdzie go papież z klątwy rozgrzeszył. Nakazawszy mu wrócić do Niemiec i usprawiedliwić się, rozkazał cesarzowi na przyszłość być mu posłusznym i poddanym.

Był to triumf niebywały. Papież Grzegorz przeszedł do historji jako Wielki, a Kanossa stała się ulubionym tematem opowiadań i naśladowań pomniejszych „grzegorzątek”, siedzących na stolicach biskupich. Prawie każdy z nich miał zatargi ze swymi panującymi, ze szlachtą, z ludem nietylko o inwestyturę, ale o dziesięciny, o podatki, a nawet o władzę rządzenia i sądzenia. Klątwy kościelne „wielkie” i „małe” – zwane interdyktami w walce tej odgrywają główną rolę. Społeczeństwo nieoświecone, zabobonne i przesądne uginało się przed klerem, łamiącym je do swoich celów i planów. Samo też społeczeństwo, tworząc prawa, przewidujące ujemne skutki dla wyklętych, wikłało się w sieci przez siebie nastawione.

(Ciąg dalszy nastąpi)

Dziennik wydawany we Lwowie od roku 1918 roku. Organ Polskiej Partii Socjalistycznej. Założony przez polskiego polityka, działacza socjalistycznego oraz posła Artura Hausnera, który redagował pismo aż do 1934 roku.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close