Pan poseł Józef de Hallenburg Haller

Trzy razy tyle lat służby trzeba było panu Józefowi Hallerowi w wojsku austryackiem, by zostać z adepta kadeckiej szkoły kapitanem, – aniżeli w polskiem wojsku z kapitana – generałem broni.

Kiedy bowiem po długich staraniach został wreszcie kapitanem c. k. artyleryi – uważał za stosowne opuścić to ciężkie i trudne życie wojskowe i oddać się życiu prywatnemu.

Jako skromny urzędnik w kółkach rolniczych we Lwowie, żywot swój wiódł jak każdy inny śmiertelnik, nieznany nikomu, niepotrzebny nigdzie.

W tym czasie, dzięki ideologii i pracy Józefa Piłsudskiego, powstały Związki strzeleckie, za którymi poszły drużyny strzeleckie, a wreszcie zbuntowała się młodzież sokola i zażądała od swej starszyzny, która jeno stroić się w mundur sokoli zwykła była, by i Sokół stanął do pracy w zbrojnem pogotowiu narodowem.

Powstały wojskowe drużyny sokole, gdzie wśród innych przeróżni emeryci i ongiś służący w wojsku austr. wodzili rej.

Wśród nich pan kapitan Haller – jako że zawsze i wszędzie, t. z. sokole, długie, bez początku i końca mowy wygłaszać umiał – stał się z końcem 1912 roku jednym z pierwszych.

A kiedy rok 1914 wezwał do czynu, dzięki tym właśnie czynnikom sokolim, które nie chciały wspólnie z Związkami i drużynami wyruszyć w pole – powstał Legion wschodni, prowadzony przez Skarbka, Grabskiego – no i pośrednio przez pana Hallera.

Historya tego legionu znaną jest; zatracono całą młódź, która zamiast przysposabiać się w legionach do służby w armii polskiej – została rozbita i w końcu w dużej części wcielona do armii austryackiej.

Po rozwiązaniu tego legionu w Mszanie Dolnej prze z cywilnych dowódców, pan kpt. Haller nie usłuchał tego rozkazu i pozostał, motywując tem, że trzeba złożyć przysięgę Austryi, bo Austrya tylko może połączyć Galicyę z Królestwem i podnieść rozwój narodu.

Haller przeszedł do legionów i oddał się c.k. komendzie legionów, skąd wyruszył z II. brygadą jako dowódca 3. pułku na Węgry.

Było to pierwsze załamanie się pana Hallera w wytycznej linii politycznej.

Bo nietylko, że przeszedł do czynu w myśl postanowień Piłsudskiego, ale stał się zażartym wrogiem narodowej demokracyi.

Mowa jego w maju 1915 r., kiedy to w Piotrkowie gromy rzucał na endeków za ich rosyjskość – aż nadto świadczyła o jego lojalności wobec państw centralnych.

Nie rozumiał on jednak idei Józefa Piłsudskiego, który bić się zaczął z najgroźniejszym wrogiem, by potem z innymi skończyć.

Kiedy bowiem w r. 1916 Legioniści, idąc za myślą przewodnią Komendanta, zażądali rozwiązania legionów, znowu Haller sprzeciwił się temu!

Pozostał w resztkach legionów, mówiąc oficerom: Nie wiem, kto ma racyę, czy wy, którzy opuszczacie szeregi, czy ja, który mówię: zostać do ostatka, chociażby trzeba było złożyć w ofierze honor żołnierza – Polaka.

Pamiętny jest dzień 5 listopada 1916 roku, kiedy to pan gen. Haller z mównicy w Baranowiczach tłumaczył akt wskrzeszenia Polski i piał na cześć cesarzy za ich wspaniałomyślność i sprawiedliwość. Okrzykiem na cześć Wilhelma i Franciszka Józefa zakończył tę mowę, której żołnierze w cichości i oburzeniu słuchać musieli.

Takiej hołdowniczej mowy, wygłoszonej przez legionistę, nikt jeszcze nie słyszał.

Znowu w r. 1917, kiedy Beseler zażądał nowej przysięgi od legionistów, większość odmówiła. Nastąpiły Benjaminów, Szczypiorno, Przemyśl, wcielenia do wojska austr., organizacya P. O. W., Magdeburg, a pan Haller pozostał, ślubując Beselerowi i Radzie Regencyjnej.

Pozostał i dalej, bawił się w wojsko i generała, stojąc na czele korpusu posiłkowego.

Wyrzucił go później Beseler z Królestwa na obcą ziemię, bo nad granicę rosyjsko – rumuńską – pojechał i tam w bohatera się bawił.

Aż nadszedł pokój brzeski! Pod naciskiem społeczeństwa, pod przymusem swoich oficerów i podoficerów, którzy już dłużej w takich warumkach w wojsku „polskiem” pozostać nie chcieli, zgodził się wreszcie pan gen. Haller porzucić swoich dawnych kolegów z przeróżnych „kadeten i szwimszule” – i przeszedł front.

Rarańcza! Znana nam zbyt dobrze!

Przeszedł granicę, maszerując na Ukrainę i jako wódz – bohater – nawet w tym sławnym swoim epizodzie – także tak postąpił, że jeden z pierwszych przeszedł granicę nie troszcząc się o swe oddziały, skutkiem czego przeszły tylko piechota i jazda, a artylerya, tabory, oddziały pomocnicze i t. p. pozostały w ręku austryackich Szillingów!

Ci, którzy zmusili wprost Hallera do tego czynu i wyręczając go, pozostali na tyłach, by przypilnować przemarszu – odcierpieli Huszt i Sziget, a „wódz” – przeszedł, jak na pana Hallera przystało.

A jak dzielnie maszerował przez Ukrainę i jak się łączył z korpusem drugiego „wodza” Dowbora, świadczy to, że nad Dnieprem dostał się w pułapkę Niemców, gdzie w pień wycięli dużą część jego korpusu, a bitwa pod Kaniowem dała także dowód, że geniusz wojskowy pana Hallera jest aż nadto mały. Kiedy kilkunastu oficerów życie swe oddawało i krwią własną naddnieprzańską ziemię skrapiało, byle tylko reszta korpusu przez rzekę ujść mogła, pan gen. Haller w przebraniu chłopa uciekł na drugą stronę i zaginął. Korpus rozbity; pozostało kilkunastu oficerów i trochę żołnierzy, wielu zabitych i rannych, dużo w niewoli – „wódz” znikł – i wyszedł cało!

Haller umiał tylko pozować! Robił miny i gesty hetmanów wielkich – ale nie odważyłby się nigdy pójść w ślady Żółkiewskich.

Na tem możnaby zamknąć kartę jego bohaterskich czynów. Jednak dla dokładnego opisu dalszego żywota – snujemy dalej tę nikłą nić bohaterstwa i autoreklamy.

Na Ukrainie i w Rosyi utrzymywał kontakt z gen. Rydzem, w kraju błagał go o łaskę i pomoc, dzięki też tamt. organizacyi P. O. W. przedostał się przez Kijów, Moskwę, Wołogdę aż na Murmań, skąd udał się do Francyi.

W organizacyi wojsk polskich na Murmaniu, w Rosyi, Syberyi i. d. żadnego nie brał udziału. A że tamtą drogą uciekał do Europy, a nie szedł szlakiem Murmanczyków dywizyi Żeligowskiego, lub syberyjskich strzelców, że nie przeszedł z nimi katuszy i mitręgi polskiego żołnierza, to już szczęście i umiejętność prześlizgnięcia się pana generała!

Wygodnym statkiem przybywa do Francyi! Tu zastaje zorganizowaną pracę wojskową przez Nar. Komitet, zastaje wojsko polskie, złożone z polskich jeńców austr., emigrantów i t. d. i dzięki autoreklamie – dostaje naczelne dowództwo tego korpusu!

Znowu codzienne fotografie, parady, sztandary, mowy, płacze i modły, i tak długa organizacya, że akurat wymarsz na front niemiecki nastąpił w dniu poddania się Niemców.

I tak się ominęło sposobności pokazania Francuzom swych zdolności!

Dziennik wydawany we Lwowie od roku 1918 roku. Organ Polskiej Partii Socjalistycznej. Założony przez polskiego polityka, działacza socjalistycznego oraz posła Artura Hausnera, który redagował pismo aż do 1934 roku.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close