Podpalenie Reichstagu prowokacją hitlerowską

Pisma londyńskie, podając urzędową wersję niemiecką o podpaleniu Reichstagu przez komunistów, dodają do niej następującą uwagę: „Bylibyśmy zdziwieni, gdyby świat uwierzył hitlerowcom, że podpalenie Reichstagu było dziełem komunistów. Ten wypadek jest bardzo szczęśliwym losem dla hitlerowców”.

Pisaliśmy wczoraj, omawiając nadzieje i widoki Hitlera, że pogłoski mówiły o planowanym przez niego zamachu w nocy po wyborach, o urządzaniu „nocy św. Bartłomieja”, t. j. rzezi przeciwników i t. d. Teraz Hitler niema już potrzeby robić zamachu czy rzezi: z powodiu pożaru parlamentu otrzymał od Hindenburga podpis na dekrecie znoszącym wszystkie swobody konstytucyjne: zniesienie nietykalności osobistej, zniesienie tajemnicy listowej, zaostrzenie dekretu prasowego i ustawy o zgromadzeniach, nałożenie kary śmierci za zamach, podpalenie i t. d.

Przy ogniu parlamentu Hitler upiekł swą pieczeń partyjną. Dekretem tym, przekreślającym podstawowe swobody konstytucyjne, osiągnął podwójny cel: zniósł a przynajmniej grubo ograniczył znienawidzoną konstytucję weimarską i otrzymał bat na kraje południowe, które muszą dekret ten u siebie wprowadzić w życie pod groźbą wprowadzenia komisarza rządowego.

I niech teraz ktoś powie, kto zrobił interes na pożarze: komuniści, którzy teraz zostali wydani na zupełną samowolę, czy Hitler, który otrzymał wolną rękę do stosowania tej samowoli? O polityce i taktyce komunistów świat, w szczególności socjalistyczny, ma wyrobione zdanie, które ostatnio doznało wzmocnienia przez ich opór przeciw utworzeniu wspólnego frontu robotniczego przeciw faszyzmowi w wydaniu Hitlera. Z tego wyrobionego sądu nie wynika jednak wcale, aby komunistów uważać za szaleńców czy kandydatów na samobójców, a zniszczenie jedynej wolnej trybuny, t. j. parlamentu byłoby aktem szaleńczym i samobójczym. Kto, jak komuniści niemieccy, stoi pod groźbą rozwiązania, t. j. utraty legalnego gruntu pod akcję polityczną, ten właśnie jest i musi być obrońcą instytucji parlamentu, który jest ostatnią deską ratunku przed całkowitem wydaniem na łup w ręce najzaciętszego wroga.

Hitlerowi i jego rządowi nie wystarcza jednak twierdzenie, że komuniści podpalili; rzuca on tosamo oskarżenie i przeciw socjalistom. Czy w dziejach socjalizmu w jakimkolwiek kraju był kiedyś wypadek sięgnięcia do takich środków walki? Czy specjalnie socjaliści niemieccy, zagrożeni w podstawach swego bytu, nie podkreślali wszędzie i zawsze – może nawet zanadto – swej legalności, swej woli do pozostania w ramach prawa? Czy w pismach i na zgromadzeniach socjalistycznych nie nawoływano ciągle – także zanadto – do zachowania spokoju i zimnej krwi wobec codziennego życia. Nie jest to dziwne, że zaledwie w kilka godzin po pożarze już ogłoszono dekret, widocznie zgóry przygotowany i spreparowany dla celów, których żadną prowokacją osiągnąć nie można było? Hitler przeczuwa, że 5 marca może mu nie dać większości, więc asekuruje się przeciw temu zapomocą uprzątnięcia – w dosłownem znaczeniu – przeciwnika z pola walki. Zakaz prasy i ulotek, zakaz przemawiania, osadzenie w więzieniu – toż to idealny sposób pozostania bez krytyki i bez konkurencji wobec wyborców, w dodatku przerażanych samowładczą policją i bestjalskiemi bojówkami także o charakterze urzędowym.

Szczęśliwy ten Hitler, że akurat wtedy, kiedy potrzebował jakiegoś ciężkiego atutu przeciw komunistom i socjalistom, zjawił się jakiś niewyraźny Holender i dał mu ten atut do ręki. Zanadto byłoby to proste, aby miało być prawdziwe.

Dziennik wydawany we Lwowie od roku 1918 roku. Organ Polskiej Partii Socjalistycznej. Założony przez polskiego polityka, działacza socjalistycznego oraz posła Artura Hausnera, który redagował pismo aż do 1934 roku.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close