Publicysta hitlerowski o „sanacji” i o Polsce. (II)

Ciekawa książka Fryderyka Sieburga

II.

Poznaliśmy już poglądy Sieburga na politykę zagraniczną. Chciałby sprzymierzoną z Niemcami Polskę pchnąć na wschód, wbrew ugodzie polskiej z Sowietami. Nie wiem, czy tak ukochany przez p. Sieburga min. Beck będzie mu wdzięczny za te plany i za takie pojmowanie intencji ministra.

Przechodzimy do spraw wewnętrznych. Co widział Sieburg w Polsce? Stwierdza przedewszystkiem że Polska znajduje się pod dyktaturą:

„Cokolwiekby się mówiło, Polska żyje pod dyktaturą”. „Wola marszałka w Polsce jest wszechmogąca (Str. 40).

Rozpatrując ten stan rzeczy, Sieburg oświadcza przedewszystkiem, że marsz. Piłsudski obecnie jest raczej „legendą”, niż rzeczywiście kierującą postacią, Marszałek występuje rzadko, rzadko wydaje rozkazy – i dopiero jego zastępcy muszą jego niejasne enuncjacje przerabiać na praktykę życia politycznego, na ustawy. Faktyczny dyktator stał się ,,mitem”. Tysiączne prośby, kierowane do niego, raczej są ,,modlitwami”. Związek marszałka z masą jest niewyraźny. Dlaczego? – dziwi się Sieburg.

„Czasami wydaje się, że ten wódz nie lubi mas; że jest głęboko przesiąknięty poczuciem małej wartości każdej poszczególnej jednostki. Czyż nie przypomina nam Clemenceau?”

Sieburg zajmuje się także ciekawem zagadnieniem, kto obejmie spadek po marszałku? Przypuszcza widocznie, że – jego ulubieniec min. Beck. I w zabawnym zaiste artykule (za który min. Beck chyba wdzięczny mu nie będzie) Sieburg pisze (str. 49):

„Jakkolwiek p. Beck jest bardzo niepodobny do swego wielkiego mistrza, to jednak pod wieloma względami może być uważany za jedynego, który pewnego dnia być może będzie w stanie legendę przenieść na siebie”.

Pisze Sieburg dalej, że możliwości min. Becka wychodzą daleko poza zakres dyplomacji; może poprostu stać się „prezydentem polskiej Republiki”. Chcąc podnieść w opinii czytelnika postać ministra, opisuje go w dość „szmokowski” sposób:

„Jego usta są wyrzeźbione, jak z kamienia i budzą strach, gdyż widzi się, że uśmiech dyplomatyczny lada chwila może zniknąć i ustąpić miejsca wilczym, zimnym błyskawicom białych zębów…”

Tak Sieburg widzi min. Becka. Ale wróćmy do Polski.

Któż właściwie nią kieruje, jeśli marszałek stał się legendą. Otóż poprostu „biurokracja wojskowa” (str. 21). A z tego płyną ważne wnioski. Przedewszystkiem Sieburg „spostrzega” potrzebne mu podobieństwo pomiędzy Polską a hitlerowskiemi Niemcami. Albowiem: „w obu krajach życie publiczne obraca się dokoła idei autorytetu. W obu krajach cnota żołnierska jest głównym postulatem publicznego działania”.

To cieszy Sieburga i ułatwia mu wyciągnięcie znanego nam wniosku o konieczności współdziałania Polski z Niemcami.

Zastanawia go natomiast to, że owe kierownicze sfery dyktatorskie nie mają mas. Polska mu przedstawia się tak (str. 36):

„Kraj Piłsudskiego, jest to kraj biednych, nędznych chłopów, którym corocznie musi się wyrywać podatki przy pomocy pięści policyjnej”.

I otóż w tym kraju dyktatura nie posiada mas. Sieburg powiata tak:

„Zjawisko masy jest w Polsce wogóle jeszcze nie odkryte, ani młodzież, ani chłopi dotychczas nie są dostępni pedagogicznym chwytom reżimu Piłsudskiego”.

Ale dlaczego? Oto dlatego przedewszystkiem, że polityka piłsudczyków nie tylko dopiero szuka ostatecznych form, lecz dotychczas wogóle nie była w stanie stworzyć ideologji lub programu. Tak rzecz się przedstawia Sieburgowi; ciekawe, jak wygląda w świetle tych spostrzeżeń ciągłe powoływanie się „sanatorów” na „ideologję” marszałka?

Sieburg przechodzi do charakterystyki parlamentarnej reprezentacji „sanacyjnej”, do B. B. I zapytuje siebie ze zdumieniem:

„Czy ten blok ma jakiś program, doktrynę lub przynajmniej zasadnicze dyrektywy? Nie; a w każdym razie, gdy się szuka takiej wiążącej idei napotyka się stale na osobę marszałka, jako na jedyną odpowiedź”.

Jak widzimy Sieburg, niektóre zasadnicze rzeczy w Polsce widzi dobrze.

Sieburg zadaje sobie pytanie, dlaczego więc „sanacja” zachowuje pozory parlamentaryzmu? Dlaczego nie przeprowadza „zasady wodza” (Führehprinzip) w całej pełni. Przypuszcza w odpowiedzi, opierając się na niektórych oświadczeniach BBWR., że obecny etap pozorów parlamentarnych jest poprostu okresem pedagogicznym, zmierzającym do tego, żeby wychować masy w „duchu państwowym”. W jaki sposób jednak pozory parlamentaryzmu mają „wychowywać” masy, tego Sieburg nie mówi. Chyba mają one stopniowo przyzwyczajać te masy do dyktatury i do zrzeczenia się wszystkich praw do udziału w rządzeniu…?

Kazimierz Czapiński.

Dziennik wydawany we Lwowie od roku 1918 roku. Organ Polskiej Partii Socjalistycznej. Założony przez polskiego polityka, działacza socjalistycznego oraz posła Artura Hausnera, który redagował pismo aż do 1934 roku.

1 komentarz

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close