O niewytrwałości u Polaków (I)

( Artykuł pierwszy ).

Przykro to mówić o narodowych wadach, boleśnie dla serca obywatela śledzić i odkrywać rany toczące społeczne ciało jego narodu – ale takie jest powołanie publicysty. Dziennik Narodowy, który przez swój program włożył na się sumienny obowiązek mówić prawdę, chwalić co jest godne pochwały, ganić i ścigać wszelka zdrożność, czy ta pochodzi od całego narodu, od jego części lub nawet pojedynczych osób, zamierza pokrótce tu przejrzeć, jak Polacy umieją wytrwać w powodzeniu albo w nieszczęściu. Są wśród nas pisarze i pisma, a nawet całe stronnictwa , które z największą surowością potępiając jedną cześć narodu, sypią pochlebstwa, niosą uwielbienia dla drugiej; system ten uważamy za niesprawiedliwy, nierozsądny i zgubny. Aby Polska wybiła się na niepodległość, potrzebuje wszystkich swoich sił: żadna wyłącznie klassa niepotrafi jej zbawić. Każda z tych klas posiada cnoty i wady prawie jej właściwe; prawdziwa polityka zależy na tem, aby karcąc wady, zapobiegając błędom, umieć obrócić na korzyść Ojczyzny cnoty całego narodu. Nikt nie przeczy że jak złe tak dobre idzie z góry, tego jest świadkiem historya; ale też każdy nim wyrzecze wyraz potępienia dla postępowania starszej braci, powinien zważać na pojęcia wieku w którym się jaki czyn dokonywał, jak również na chęci działających. Jednakże, są w naszej historyi czyny dokonane przez rządzącą część narodu, których żadna okoliczność usprawiedliwić niepotrafi; są także przywary trapiące cały naród, słabości godne potępienia, a z tych liczby jest brak wytrwałości, jedna z głównych przyczyn upadku Polski.

Stałość jak i niestałość są indywidualne osobom i narodom. Widzimy jednych zrażających się najmniejszemi przeciwnościami; są nawet tacy co wśród powodzenia zmieniają cel ku któremu dążyli z razu z największym zapałem, i to bez dotykalnych przyczyn. Kiedy przeciwnie insi, obrawszy raz cel ich życia, idą ku niemu wytkniętą przez rozum lub wiarę linią, wśród przeszkód i nie powodzeń; kilkakrotnie spychani z drogi w ich upartym pochodzie przez ludzi i okoliczności, zawsze na nią wracają i najczęściej widzą swe zamiary uwieńczone pomyślnym skutkiem. Zależyli to od charakteru czy od przeznaczenia osób, rozbierać nie będziemy, wskazujemy pewność.

Toż się dzieje i z narodami; dość w historyi starożytnej postawić Rzymian obok Greków. Pierwsi szli ku ujarzmieniu znanego im świata przez cnoty i przez zbrodnie; zamiary ich i polityka w tym względzie były zawsze jedne – i osiągnęli panowanie nad światem. Drudzy, chociaż waleczni jak Rzymianie, ale leccy i zmienni, całe swe siły wytężyli ku wzajemnemu niszczeniu się – i padli ofiarą jednostajności widoków i wytrwałości Rzymian. Jakkolwiek historya obu tych narodów jest świetna i ucząca, rzymska przedstawia więcej interesu dla polityka, może więcej służyć za przykład, albowiem oko tu dostrzega szczytu tylowiecznej budowy, wznoszonej z cierpliwością i znojem; gdy tym czasem życie Greków jako narodu zdawało się być bez celu. Lubisz ich widzieć żywych, dowcipnych i ucywilizowanych, bawiących się na igrzyskach olimpijskich albo achajskich, uwielbiasz i podziwiasz ich bohaterów, zgłębiasz ich filozofów, uczysz się na pamięć utworów ich poetów, unosisz się nad doskonałością ich sztuk pięknych, ale zawsze umysł twój zapytuje się z niespokojnością: co z nimi będzie i dokąd oni dążą tym krokiem?

Podobne przykłady napotkać można w historyi nowożytnej. Myliłby się jednak ktoby mniemał, że byt polityczny, świetny a przechodowy tych narodów, uważamy za bezkorzystny dla ludzkości; przeciwnie, wiemy że cywilizacya Greków wpłynęła na cywilizacyą rzymską i całego świata; ale są to siewcy, nieumiejący ani korzystać ani doczekać się owoców prac swoich: kto inny zbiera plon krzewiony ich ręką i bez ich wiedzy. Oni żyją życiem za nadto popędliwem, nie mają nawet czasu, jeśli nie dla ciekawości, rozbierać przeszłości ani wpatrywać się w odległą przyszłość.

Dla czego jednak, kiedy rozważny, rządny i systematyczny naród rzymski zginął oddawna, Grecy burzliwi, bez wyrachowania i przewidzeń, żyją dziś jako Grecy, o tem powiemy gdzieindziej, teraz przejrzyjmy niewytrwałość historyczną Polaków.

Opuszczamy tu wypadki podrzędne, wspominamy tylko o tych które miały dotykalny wpływ na losy państwa. W śledzeniu tem oddzielimy postępowanie rządców, królów od postępowania narodu 1) to jest tej jego części która przez kolejne przywłaszczenia stała się jedną czynną i mogącą istotnie nosić to imię.

W pierwszym peryodzie naszej historyi nie widzimy oddzielnej polityki i odzielnych widoków i chęci narodu i króla. Królowie z rodu Piastów, mimo zaprzeczeń niektórych pisarzy, byli samowładni; zamiary ich były zamiarami narodu, i co postanowili wykonywali własną swą wolą i bez przyzwolenia czyjego bądź. Polityka przeto ich była jednostajna a wykonanie widoków szybkie, bo nie krępowane żadnemi formalnościami ani oporem. Nic też nie ma do zarzucenia tej polityce, opierała się ona na wielkości i mocy zewnętrznej państwa. Nieszczęśliwy podział kraju dokonany przez Krzywoustego między jego synów, zniszczył jedność widoków i na czas długi wtrącił Polskę w niemoc. Wśród kłótni Xiążąt wydzierających sobie nawzajem dzielnice, wzbijali się do politycznej potęgi pojedyńczy obywatele, którzy w miarę jak Xiążęta rozmnażając się drobnieli, wzrastając także w liczbę, zaczynali tworzyć ciało silne, kierowane jednostajnością interesów – przywilejów.

Wprawdzie Władysław Łokietek zgromadził pod jedno berło rozproszone prowincye państwa, ale nie mógł już, pomimo całej swojej dzielności, odzyskać dawnej królewskiej władzy i musiał udać się po sankcyą swych widoków do ciała, które zaczynało ogarniać władzę. Ztąd pierwszy Sejm w Chęcinach (1331) na którym zasiadły z równemi prawami: stan duchowny, senatorski i rycerski. Syn jego Kazimierz W. widać że miał mniej jeszcze władzy, kiedy zamiast zapobiedz niesprawiedliwości właścicieli dóbr ziemskich, przez jakie silne prawo, pytał się kmieci narzekających na ucisk, czy nie mają krzesiwa i hubki?

Tą koleją, najwięcej zaś po wygaśnięciu dynastyi Piastów, kiedy tron został obieralnym, stan uprzywilejowany wzniósł się w potęgę, ogarnął wszelką władzę, i z czasem oddzielił zupełnie swoją politykę od polityki monarchy, stanął w wyraźnej walce z koroną. Ciągle mając w podejrzeniu zamiary króla, sądząc że godzi na jego przywileje, krzyżował lub przeszkadzał najwięcej narodowym przedsięwzięciom, nawet rozszerzaniu granic Polski, zniszczeniu sąsiadów którzy z czasem nas pochłonęli, bo w tem wszystkiem widział podniesienie władzy królewskiej, której się lękał jako nieprzyjaciółki jego wolności i jego bytu.

Pomimo tej sprzeczności wewnętrznych dążeń władz, że się tak wysłowię, prawodawczej i wykonawczej, póki interes publiczny przemagał w sercach obywateli nad interesem prywatnym, polityka zewnętrzna Rzplitej szła zgodnie; ale z czasem i tu ujrzał się król wstrzymany w swych zamiarach, i jak wewnątrz nie mógł już dać ani słowa rady ani pociechy uciśnionemu kmieciowi, którego skargi nie mogły więcej dochodzić do tronu, bo tyle człowiek uprzywilejowany stał się jego panem, tak na zewnątrz nie mógł w razie potrzeby stanąć groźnie wobec sąsiadów, bo już szlachta, zamiast huknąwszy zgodnym głosem wojenny hymn Boga Rodzicy, uderzyć na nieprzyjaciela na którego ją król prowadził, śmiała być mu nieposłuszną, podnieść rokosz przeciw swemu wodzowi.

Pierwszy straszny symptom tego nieposłuszeństwa, ukazał się pod Lwowem (1537), gdzie 150,000 zgromadzonej szlachty, miast stanąwszy w zbrojne szyki, ciągnąć na Wołochy które można było przyłączyć do Polski, uformowało się w sejmujące koła, i z wrzaskiem upominało się o jeszcze większe przywileje. Zdaje się że Bóg zagniewany niesprawiedliwemi żądaniami i bezładem niby tego wyboru narodu, zesłał nań okropną burzę, a ulewą i piorunami rozpędził gwarliwe i niepożyteczne tłumy. Szlachta nic niezrobiwszy, wracała ze wstydem z kokoszej wojny do domów, wszędzie przyjmowana z wyrzutami, raz za to że zmartwiła ukochanego króla Ojca, Zygmunta Starego, powtóre że się dała uwieść poddmuchom niechętnych, zawiodła nadzieje, nie dotrzymała przyrzeczeń z któremi wyjeżdżała na wojnę, nie dotrwała w obowiązkach względem króla i Ojczyzny. Odtąd na nieszczęście nieraz da się zastosować do publicznych przedsięwzięć Polaków stare przysłowie: Porwał się jak lew a zginął jak mucha.

(d. c. p.)

——–
1) Kiedy mówimy o narodzie, każdy widzi, że bierzemy część za całość, to jest część działającą, czynną narodu, tę która wpływa na losy państwa, jaką była szlachta, bo tak się pospolicie dzieje w ocenianiu życia narodów. – Część nieczynna, żyjąca tylko biernie, choćby stanowiła większość nie wchodzi w rachubę.

Emigracyjne czasopismo polskie wychodzące w Paryżu w latach 1841 – 44. Założone przez hrabiego Władysława Platera – późniejszego fundatora Muzeum Polskiego w Rapperswilu.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close