Co widział szwedzki dziennikarz w Warszawie i w Polsce (cz. III)

W drugiej z kolei korespondencji ogłoszonej w wydaniu dziennika „Dagens Nyheter” z dn. 5 listopada b.r., Ivar Westerlund opisuje przebieg powstania w Warszawie. Nie zawsze jego uwagi na temat organizacji polskiego ruchu podziemnego są ścisłe. Np. nie orjentuje się o roli gen. Montera podczas obrony Warszawy. Ale pomijając rozmaite niedokładności, co do których czytelnik polski się zaraz zorjentuje – korespondencja jest bardzo interesująca i znamienna.

I. Westerlund pisze:

Jak to się stało, że gen. Bór mimo braku przedewszystkiem ciężkiej broni, czołgów i lotnictwa mógł przez całe dziesięć tygodni stawiać Niemcom czoło? W ciągu mej wizyty w Warszawie stawiałem to pytanie licznym niemieckim oficerom, niektórym na wysokich stanowiskach w SS. Otrzymane odpowiedzi pozwoliły mi na odtworzenie dokładniejszego obrazu przygotowań do powstania. Przygotowania te były dokładne i rozległe a zasoby gen. Bora z całą pewnością nie małe. Jedyną nauką tego powstania jest że Niemcy przecież pokazali, że są w stanie stłumić nawet tego rodzaju próby oporu.

Rzeź Niemców w Warszawie

Ta duga i krwawa walka dostarczyła też dowodów na to, czegośmy w ciągu tej wojny nieraz już byli świadkami, mianowicie, że miasta są doskonałemi punktami obronnymi. W chwili, gdy powstanie w Warszawie osiągnęło swój punkt szczytowy, niemal każdy budynek został zamieniony w bunkier, gdzie gniazda karabinów maszynowych zostały wbudowane w okna a strzelcy wyborowi wykuli dla siebie i dla swych karabinów dziury w rogach domów i gdzie mężczyźni, kobiety i dzieci stali we dnie i w nocy w pogotowiu z ręcznemi granatami, butelkami z benzyną i mnóstwem innych mniej lub więcej prowizorycznych rodzajów broni. Niemieckie czołgi, obsługi dział i grupy strzelców zostali nagle wystawieni na ogień ze wszystkich rogów i zakątków.

Powstanie wybuchło jak gdyby od uderzenia pioruna. Dokładnie o godzinie 17.00, 1 sierpnia, rozległy się z okien wzdłuż Siegesstrasse strzały. Otwarto ogień na wszystkich Niemców, co się znajdowali na ulicy, i po kilku minutach w rynsztokach leżało około 60 zabitych. W ciągu popołudnia dokonano prawdziwej rzezi i od tej chwili personel licznych niemieckich biur, rozproszonych po całem miljonowem mieście, znalazł się całkiem izolowany w swych budynkach. Ci niemieccy urzędnicy byli zmuszeni prowadzić nierówną walkę całemi tygodniami i jest rzeczą jasną, że straty wśród nich były znaczne.

Ucieczka gubernatora Warszawy

Gubernatorowi Warszawy, dr. Fischerowi, udało się po dramatycznej ucieczce w pancernym samochodzie wydobyć się z miasta. Sam on został tylko lekko ranny, gdy tymczasem jego adjutant poniósł śmierć. Wiele zamachów, które w chwili wybuchu powstania chcieli powstańcy zainscenizować, zostało przez Niemców udaremnionych. Tak np. było z archiwum policji w Warszawie. Polacy mieli zamiar wysadzić je w powietrze, lecz w ostatniej chwili Niemcom udało się udaremnić ten plan.

Na podstawie tych sprawozdań, jakie piszący te słowa dostał z całkiem autorytatywnych i wiarygodnych źródeł, mianowicie od wyższych dowódców niemieckiej policji bezpieczeństwa w Warszawie, można dojść do wniosku, że niemieccy obrońcy znaleźli się nagle wobec niezwykle ciężkiego zadania. Po długich i ciężkich walkach udało się im opanować sytuację.

W chwili wybuchu powstania armja gen. Bora liczyła tylko 10,000 żołnierzy, a więc mniej więcej jedną dywizję. Siły te jednak wkrótce uległy zwielokrotnieniu i osiągnęły, według niektórych danych, nawet cyfrę 100,000.

Mundury żołnierzy A.K.

Co się tyczy mundurów, to ludzie gen. Bora występowali najczęściej w ubraniach cywilnych z czerwono-białą opaską na ramieniu. Cywilne ubrania z czerwoną opaską nosili w chwili kapitulacji również gen. Bór i oficerowie jego sztabu. Przecież w kilku wypadkach natrafiono na jeńców, którzy swe opaski schowali do kieszeni od spodni. Z drugiej strony natrafiono również na żołnierzy AK – oddziały gen. Bora zwali się zwykle „ludźmi AK” od nazwy Armii Krajowej – w prawdziwych wojskowych uniformach, należących bądź to do regularnej polskiej armii bądź też w zdobytych na Niemcach t.zw. mundurach maskujących. Czasem powstańcy mieli również stalowe hełmy.

Co się tyczy ostatniego aktu powstania, to w kontrolowanej przez Niemców prasie można oglądać na czołowych stronach fotografję niemieckiego dowódcy w czasie walk o Warszawę, generała Waffen-SS von Dem Bacha, w towarzystwie dwu parlamentarjuszy gen. Bora, siedzących w chwili podpisywania aktu kapitulacji jeden obok drugiego.

Tajne fabryki broni

Z jak wielkiemi trudnościami musiała niemiecka służba bezpieczeństwa walczyć w Warszawie, możemy sobie wyrobić pojęcie na podstawie tych wyrafinowanych sposobów, z jakiemi Polacy czynili przygotowania do swej rewolty. Przygotowania te, zdaniem niektórych z moich rozmówców zostały podjęte jeszcze w jesieni roku 1939. Wznoszono w tajemnicy w samem mieście różnego rodzaju gniazda oporu. Gdy Polacy mieli wybudować schron przeciwlotniczy, czynili to z myślą o przyszłem powstaniu. To samo dotyczyło również prac przy rozszerzaniu piwnic.

W czasie samego powstania były w ruchu liczne fabryki broni. Na niektóre z nich natrafiono zresztą już przedtem. Jedna fabryka wyrabiała materjały wybuchowe, druga ręczne granaty, trzecia karabiny maszynowe. i t.d. Wielką wynalazczość rozwinięto w produkowaniu prymitywnej broni, nadającej się specjalnie do walk ulicznych. Miotacze płomieni były jedną z najważniejszych broni w czasie walk. Broń ta okazała się skuteczną również przy „wykurzaniu ” ludzi zarówno z bunkrów jak i z piwnic. Również wojska gen. Bora były obficie zaopatrzone w ten środek obrony, a wśród podziemnych fabryk w Warszawie znajdowała się również jedna, wyrabiająca miotacze płomieni.

(d. c. n.)

Najpopularniejszy dziennik emigracyjny w Wielkiej Brytanii. Powstał w wyniku połączenia londyńskiego „Dziennika Polskiego” (1940 – 1943) oraz wydawanego w Szkocji „Dziennika Żołnierza” będącego dziennikiem I Korpusu Polskiego. Wydawany w Londynie od stycznia 1944 roku. Do 1945 roku organ rządu polskiego na uchodźstwie. Pismo ukazuje się do dnia dzisiejszego. 

Close