Co widział szwedzki dziennikarz w Warszawie i w Polsce (cz. I)

W początkach listopada b.r. drukowaliśmy w naszym piśmie telegraficzne streszczenia korespondencji Ivara Westerlunda, współpracownika poczytnego dziennika „Dagens Nyheter” wychodzącego w Sztokholmie. Obecnie redakcja nasza zdołała uzyskać dosłowny przekład tych korespondencji na polski. Zapoznamy naszych czytelników z tem, co widział w Warszawie i w Polsce dziennikarz szwedzki, w najbliższych wydaniach naszego pisma. I. Westerlund jest bystrym obserwatorem i pisze ciekawie o rzeczach i sprawach, które nas tak bardzo obchodzą.

Pierwsza z cyklu korespondencja zamieszczona w „Dagens Nyheter” z dn. 3 listopada b.r. nosi tytuł: „Serce Chopina uratowane z płomieni. Lekarze gen. Bora dokonywali amputacji przy świetle stearynowych świec.” Oto, co pisze dziennikarz szwedzki:

1-go sierpnia po południu padł w Warszawie pierwszy strzał, będący sygnałem do powstania. Rewolta ta jednak nie miała takiego przebiegu, na jaki liczono. W chwili, gdy Rosjanie parli naprzód w kierunku Wisły – Polacy spodziewali się, że sami o własnych siłach potrafią oswobodzić swe miasto. Zamiast jednak przynieść swobodę, wybuch powstania rozpętał zażarte walki, w rezultacie których Warszawa została zrównana z ziemią, a jej ludność została wystawiona na potworne przeżycia.

Przed kilku dniami jako jedyny szwedzki korespondent miałem możność w czasie podróży przez Generalne Gubernatorstwo odwiedzić również na krótko ruiny Warszawy i postaram się w kilku artykułach naszkicować, o ile to będzie możliwe, moje wrażenia z tej wizyty oraz opowiedzieć to, co słyszałem na miejscu o organizacji i przebiegu tych walk.

Łuna nad Warszawą

Gdyśmy się o północy zbliżali do miasta, już z odległości kilkudziesięciu kilometrów mogliśmy widzieć na niebie krwawe łuny od pożarów, wciąż jeszcze szalejących zarówno w Warszawie jak i na jej wschodnim przedmieściu Pradze. Pożary te były najczęściej wywołane artyleryjskimi pojedynkami ponad rzeką. W ruinach jest bowiem jeszcze trochę drzewa i innych palnych materjałów.

W chwili, gdyśmy rozpoczynali naszą okrężna podróż po mieście, niebo było zaciągnięte chmurami, a nad korytem rzeki tu i ówdzie unosiły się lekkie mgły. Do naszej grupy dodano silna eskortę, uzbrojoną w ręczne granaty i karabiny.

Wyruszamy niedużym autobusem z dworca i wkrótce jesteśmy na jednej z tych ulic, które prowadzą do centrum tego wyludnionego, kompletnie wymarłego miasta. Autobus bez przerwy podskakuje jak łódź w czasie burzy, nierówna jezdnia przypomina drogi w północnej Szwecji do wywożenia z lasu drzewa. Droga się wije między lejami od pocisków i stosami cegieł po zawalonych domach, gdyż nawet już tu, u zachodniej granicy miasta, zniszczenie jest wielkie. Gdziekolwiek spojrzeć, stoją tylko czerniejące szkielety spalonych budynków.

Barykady i … kosz truskawek

Wkrótce musimy lawirować między niezliczonymi barykadami. Nie wiem, czy jest gdziekolwiek choć jedna ulica, na którejby nie było conajmniej pół tuzina barykad. Najczęściej są to starannie wykonane w regularnych geometrycznych formach niemieckie stanowiska, gdzie cegły lub betonowe bloki z chodników zostały spojone cementem wraz z podwoziem tramwaju. Czasem można zobaczyć nawet cały wagon kolejowy użyty jako osłonę przed kulami. Stanowiska polskich wojsk są bardziej prowizoryczne.

Nasza droga prowadzi wzdłuż resztek domów przy Litzmannsradt-strasse, jednej z głównych ulic, przebiegającą Warszawę z zachodu na wschód, a następnie przez plac koło t.zw. Hal Mirowskich. Na pobliskiej ulicy toczyły się krwawe walki. Jedna bomba z samolotu Stuka trafiła w szklany dach hal i wywierciła w samym środku podłogi olbrzymi otwór. Jedna z najbliższych barykad jest zbudowana z czerwonych rur od urządzeń przeciwpożarowych. Tuż obok leżą jeden na drugim kosze z truskawkami. Właśnie był sezon na truskawki.

Wśród łomu dostrzegam resztki płyty gramofonowej. Napis głosi, że był to polski foxtrott. Marsz pogrzebowy Chopina byłby bardziej na swojem miejscu. Duch Chopina unosi się nad resztkami tego zrównanego z ziemią, nieszczęśliwego miasta. Serce Chopina, przechowywane w centrum miasta, zostało w ostatniej chwili uratowane z tej gehenny i znajduje się obecnie w bezpiecznem miejscu.

Teatr Wielki – Ratusz – Bank Polski

Nie daleko rynku wznosi się majestatyczny gmach teatru. Został on częściowo uszkodzony w czasie ostrzeliwania Warszawy pod koniec polskiej kampanji w r. 1939, a teraz doznał jeszcze dalszych uszkodzeń. Kolumnada jego stoi jednak nadal, podobnie jak i pomnik Bogusławskiego, choć liczne kule karabinów maszynowych przeszyły w licznych miejscach jego brązowe szaty. Zamek Augusta Mocnego oraz Ratusz są mocno nadszarpnięte. Z ratusza pozostała tylko trzecia część, reszta leży w gruzach.

Nieco dalej stał niegdyś gmach Banku Polskiego, zamieniony obecnie w wielką kupę gruzów. Jego załoga długo stawiała opór poza jego grubymi murami, gdy jednak na ulice, tuż przed budynkiem zaczęły padać jeden po drugim celne pociski niemieckich potężnych dział, t.zw. Sewastopolskich, lub moździerzy Thora, trzeba było wreszcie zrezygnować z dalszej walki.

(d. c. n.)

Najpopularniejszy dziennik emigracyjny w Wielkiej Brytanii. Powstał w wyniku połączenia londyńskiego „Dziennika Polskiego” (1940 – 1943) oraz wydawanego w Szkocji „Dziennika Żołnierza” będącego dziennikiem I Korpusu Polskiego. Wydawany w Londynie od stycznia 1944 roku. Do 1945 roku organ rządu polskiego na uchodźstwie. Pismo ukazuje się do dnia dzisiejszego. 

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close