Co widział szwedzki dziennikarz w Warszawie i w Polsce (cz. II)

Obok rozwalonego pałacu po Banku Polskim leży również w ruinach, norweski konsulat. Z trudem można odcyfrować napis na niebiesko-czerwonej tabliczce nad wejściowemi drzwiami. Jeden z niemieckich oficerów jest w stanie udzielić mi również informacyj co do losu szwedzkiego konsulatu. I ten budynek został w czasie walk zupełnie zniszczony, ale personel, trzy Szwedki oraz woźny Polak zdołali w ostatniej chwili uratować się na niemiecką stronę.

W dzielnicy staromiejskiej

Jedziemy dalej. Wszędzie jednakowe zniszczenie. Wszystko leży w gruzach, nigdzie ani śladu życia. Upiorną ciszę zakłócają tylko od czasu do czasu grzmoty armat i salwy karabinów po obu stronach rzeki. Stosunkowo dobrze zachowały się tylko niektóre kościoły w starej dzielnicy Warszawy. Cała przednia fasada kościoła św. Jana wraz ze swemi ścianami z polewanych cegieł stoi prawie nienaruszona. W pobliżu placu Dürera (Rynek St. Miasta -Red.) znajduje się pod gruzami jednego domu wejście do tunelu, przez który udało się pewnej ilości ludności cywilnej uratować się z odciętych dzielnic. Musieli oni brodzić niemal po pas w wodzie ściekowej. Ucieczka ta musiała być straszną, gdyż tunel jest wybudowany w owalnej formie – jego przekrój ma kształt owalny – tak że w czasie całej wędrówki nigdzie nie można było znaleźć jakiegoś stałego punktu oparcia dla nóg, tylko trzeba było się czepiać rękami i nogami ścian.

Szczątki Liberatora

Wejście na ulicę Miodową nie daleko wylotu tego tunelu było jeszcze zabarykadowane resztkami zestrzelonego Liberatora. Zadałem przecież sobie trudu i przelazłem przez tę przeszkodę. Po drugiej stronie znajdowały się ruiny tego, co w początkowej fazie powstania służyło wojskom generała Bora za szpital polowy. W piwnicy pod Sądem Najwyższym lekarze operowali i amputowali przy świetle stearynowych świec i przy pomocy najbardziej niezadowalających środków sterylizacyjnych, opatrunkowych i znieczulających. Praca jednak szła swym zwykłym trybem aż do chwili, gdy amerykański samolot runął na ów szpital, zamieniając go w kupę gruzów i zabijając całą obsługę szpitalną oraz wszystkich pacjentów. Na dzień przed moim przyjazdem do Warszawy ukończono właśnie odkopywanie i w jednym z pokojów piwnicy mogłem widzieć na pryczach trzy na pół zwęglone ciała o twarzach jakby wyrzeźbionych w hebanie. Ciała te były mocno skurczone, jak -gdyby zostały przez fosfor zabalsamowane.

Egzekucje na ruinach

Odgłos strzału z pobliskiego podwórza rozległ się głębokiem echem między fasadami. – ” Prawdopodobnie zastrzelono jakiegoś rabusia ” – rzekł oficer. Przeciętnie 8-10 osób bywa w ten sposób straconych dziennie w gruzach Warszawy. Uciekająca ludność ukryła w swych piwnicach miliardowej wartości majątki. Jeżeli nasze patrole natrafią na kogoś, co się kryje i nie może się wykazać dowodami, że mieszkał w odnośnym domu, rozstrzeliwują go na miejscu. Prawa wojny są twarde.

Nieco wyżej na wzniesieniu w kierunku rzeki stoi jeden spalony pałac po drugim. W ogrodzie Saskim, za zniszczonym pałacem Bruhlowskim, byłej rezydencji niemieckiego warszawskiego gubernatora, do już poprzednio istniejącego grobu nieznanego żołnierza przybył cały szereg nowych grobów, po poległych niemieckich żołnierzach. Z Fukierowskiego pałacu przy placu Adolfa Hitlera, do roku 1939 placu Piłsudskiego, pozostała tylko jedna wąska kolumna.

Punkt obserwacyjny na wieży cerkiewnej

Na jednym z placów stoi tabliczka ze zwykłym frontowym napisem: „Achtung! Feinde Insicht!” Jestem ostatni w rzędzie tych, co się gęsiego przemykają przez okop, przeciągnięty przez sam środek rynku, i staram sie jak najbardziej się skurczyć. Inaczej bowiem moja jasna sportowa czapka mogłaby być łatwo spostrzeżona z obserwacyjnej wieży, jaką możemy widzieć obok kopuły na prawosławnym kościele w Pradze w odległości niespełna 700 metrów.

Atmosfera zaczyna powoli stawać się naprężona. Jedynymi, co wciąż jeszcze, przynajmniej na zewnątrz, zachowują spokój, są niemieccy oficerowie, ale oni są przecież starymi wygami frontowymi. – „To jeszcze nic w porównaniu z tem, co się dzieje tu w nocy” – rzekł jeden z nich. Wtenczas by pan zobaczył jak Iwan umie trzaskać.”

Wędrówka przez wymarłe miasto

Po upływie mniej więcej trzech godzin wędrówka dobiega końca. Najniezwykiejsza i najbardziej makabryczna wędrówka, jaką odbyłem w mem życiu. Prowadziła ona mnie przez kompletnie wymarłe miasto. Ani jednego sklepu, ani śladu jakiegoś życia. Tylko biała flaga z czerwonym krzyżem daje znać, że czasem jeszcze w jednej czy drugiej piwnicy mieści się prowizoryczny polowy szpital.

Jedynymi ludźmi, jakich spotykałem na ulicy, byli pojedynczy lub w grupach żołnierze niemieccy w drodze na pierwsze linje lub z powrotem. Z byłych mieszkańców Warszawy widziałem zaledwie kilku, ale żaden z nich nie mieszkał więcej w mieście. Przybyli oni by się ewentualnie dowiedzieć czego o swym pozostawionym w piwnicach dobytku. Były to głównie starsze kobiety, z często używaną chustką na głowie i na ramionach, przybywające na małych wiejskich zaprzęgach, powożonych przez niemieckich żołnierzy lub polowych żandarmów.

(d. c. n.)

Najpopularniejszy dziennik emigracyjny w Wielkiej Brytanii. Powstał w wyniku połączenia londyńskiego „Dziennika Polskiego” (1940 – 1943) oraz wydawanego w Szkocji „Dziennika Żołnierza” będącego dziennikiem I Korpusu Polskiego. Wydawany w Londynie od stycznia 1944 roku. Do 1945 roku organ rządu polskiego na uchodźstwie. Pismo ukazuje się do dnia dzisiejszego. 

Close