Literatura i potęga

Polacy nie mogą się nadziwić dlaczego ich literatura jest właściwie kompletnie nieznana na świecie.

– To niepojęte, mówią, przecie mamy tak świetną literaturę…

Odpowiedź jest prosta: Literatura polska nie ma powodzenia na świecie, bo Polska nie jest mocarstwem!

Kijem tylko napędzonoby Polaka do czytania książek napisanych przez Albańczyków. – Co mi tam te pastuchy będą tłumaczyć! mruknie każdy. Mając poczucie swej absolutnej wyższości nad Albańczykami, Polacy nie są ciekawi ich literatury. Otóż tym samym kijem, i z tej samej racji, trzebaby zmuszać Anglosasów do czytania dzieł polskich.

Powodzenie literatury jest wprost proporcjonalne do potęgi narodu, który ją wydaje. Póki Grecy rej wodzili na świecie, ich literatura uchodziła za najlepszą. Rzymianie opanowali świat i – piśmiennictwo łacińskie stało się bezkonkurencyjne. Rozgłos literatury francuskiej zaczyna się dokładnie od momentu, gdy Francja jest najpotężniejszym państwem w Europie. Póki Anglia była drugorzędnym, korsarskim krajem – Szekspir był nieznany. Ale gdy wyrosła na jedną z pierwszych potęg świata – wszyscy jęli się odrazu zachwycać zmarłym przed 300-tu laty Szekspirem.

Któż uczciwy zaprzeczy, że Galsworthy był okropnym nudziarzem. A jednak jego „Sagę rodu Forsythów” czytano przed wojną w Polsce z nabożeństwem. Dlaczego? Oczywiście dlatego, że byliśmy ciekawi tej wielkiej, mocarnej Anglii. Przez Galsworthiego poznawaliśmy trochę Anglię, uchylał nam do niej drzwi. Gdyby taka ramota o Forsythach dotyczyła Bułgarii, żadna kucharka nie wzięłaby jej do ręki.

Ludzie są ciekawi wielkich, bogatych, silnych państw. Ażeby się o nich czegoś dowiedzieć, czytują ich literaturę. Nie wierzę by lektura Dostojewskiego sprawiała komukolwiek przyjemność. Lecz Rosja w drugiej połowie XIX-go wieku wyrastała na arbitra Europy. Stąd nagłe powodzenie pisarzy rosyjskich.
Jeśli Turgieniew, Tołstoj, Czechow, czy Dostojewski zrobili taką karierę na świecie, to przede wszystkim dzięki temu, że byli Rosjanami i że pisali o tej Rosji, która fascynowała, która była zagadką. Gdyby Dostojewski był Czarnogórcem, uznanoby go zgodnie za wariata i żaden wydawca nie chciałby tknąć jego potworności.

To samo jest z Ameryką. Gdy zorientowano się po pierwszej światówce, że Ameryka jest pierwszą potęgą na świecie, wnet rzucono się na książki amerykańskie. Rozgłos Jack Londona jest tego klasycznym dowodem. A te Sinclaire’y? Miernoty, rzecz prosta. Ale, że pisali o Stanach Zjednoczonych, więc ich sława była światowa.

Literaturze polskiej zawsze się zarzuca że jest zaściankowa, zajęta własnymi sprawami. – Niezły ten wasz Prus, mówią pogardliwie znawcy, ale taki podwórkowy…

No tak, „Lalka” dotyczy Warszawy. Trzeba wiedzieć, gdzie Krakowskie Przedmieście, a gdzie Aleje Ujazdowskie. „Nędznicy” Victora Hugo są czysto paryskie. Lecz o ulicy Du „Petit Picpus” i o „Jardin du Luxembourg” będą czytać z entuzjazmem na całym świecie, a o ulicy Koziej i o Łazienkach – tylko w Polsce. To nie Prus jest gorszy od Hugo, ale Warszawa jest mniej frapująca od Paryża.

Mickiewicz nie jest gorszym poetą od Byrona czy Lamartina. Lecz ustępuje im wyraźnie w sławie. Gdyby Mickiewicz był Anglikiem i „Pan Tadeusz ” rozgrywał się pod Canterbury – epopea ta byłaby znana wszędzie i we wszystkich językach świata wydawanoby nad nią okrzyki podziwu. Ale że to polskie, więc i najlepsze tłumaczenie nie pomoże, bo kogo tam jakiś Dobrzyń obchodzi…

Zależność sukcesu literackiego od znaczenia państwa ilustruje dobitnie zeszła wojna. Jakie dzieła, opisujące tę wojnę, zyskały rozgłos światowy? „Croix de Bois” – bo obrazowało wojsko francuskie, ” Kres Wędrówki” – bo angielskie, „Na Zachodzie bez zmian” – bo niemieckie. Włosi, Serbowie, czy Rumuni też pisali o tej wojnie, ale że ich rola w niej była drugorzędna, więc i ich książek nikt nie był ciekaw.

W literaturze decyduje – jak w świecie strojów kobiecych – moda. Kapelusz może być szkaradny, ale że jest z Paryża – baby go noszą; tak samo wszyscy nagle czytają autorów rosyjskich czy amerykańskich bo tak wypada… Bo tylko o nich się mówi…

Naturalnie zaraz ktoś krzyknie: – A Ibsen, a Hamsun, a d’Annunzió, a Blasco Ibanez … przecież byli sławni, choć reprezentowali słabe państwa.

Wyjątki potwierdzają regułę. A powtóre nie można powiedzieć, by literatura norweska czy hiszpańska były znane. Sienkiewicz też miał sławę światową, ale literatura polska, jako całość, na rynek nie weszła.

W pisarzach reprezentujących wielkie, możne państwa, wszyscy się wnet doszukują niezwykłej głębi, pasjonującego tematu, piękna, stylu… W pisarzach należących do małych, nic nie znaczących narodów, wszyscy widzą tylko banalność, płytkość, nudę i nieudolność…

Nie trzeba też być wielkim jasnowidzem, by przepowiedzieć jacy autorzy będą mieli powodzenie po tej wojnie, brytyjscy i amerykańscy – oczywiście, a pozatem niemieccy i rosyjscy. Chcąc zrozumieć skąd się ta siła diabelska w Niemcach wzięła – ludzie będą czytać autorów niemieckich. By pojąć drogę od Stalingradu do Wiednia będą czytać pisarzy rosyjskich. Jeśli w Japonii są ludzie piśmienni, to też mają przed sobą niezłe horoskopy.

A reszta? Reszta ma znikome szanse. Trzeba nienormalnie dobrego pisarza, ale super-arcygeniusza, by zainteresować świat jakimiś walkami w górach serbskich czy Ś-tokrzyskich.

Najpopularniejszy dziennik emigracyjny w Wielkiej Brytanii. Powstał w wyniku połączenia londyńskiego „Dziennika Polskiego” (1940 – 1943) oraz wydawanego w Szkocji „Dziennika Żołnierza” będącego dziennikiem I Korpusu Polskiego. Wydawany w Londynie od stycznia 1944 roku. Do 1945 roku organ rządu polskiego na uchodźstwie. Pismo ukazuje się do dnia dzisiejszego. 

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close