Przygody lotników amerykańskich zestrzelonych nad Polską (cz. 3)

Bitwy Armii Krajowej z Niemcami

„Spędziliśmy w Polsce 37 dni z oddziałami Armii Krajowej” – opowiadają lotnicy amerykańscy – „W tym czasie byliśmy 26 razy alarmowani, że Niemcy są w pobliżu i widzieliśmy bitwy staczane przez oddział 34 pp. z regularnym wojskiem niemieckim.”

23 lipca 1944 oddział nasz znajdował się w marszu w kierunku Brześcia n/Bugiem, kiedy nadjechała duża niemiecka kolumna samochodowa z zaopatrzeniem. Polacy zaatakowali kolumnę. Eskorta została wybita, wozy zniszczone. Zabrano dużą zdobycz. Polacy wycofali się bez strat. W następstwie tej akcji Niemcy wysłali przeciwko Polakom ekspedycję liczącą około 1,000 ludzi. Oddział 34 p.p. przy którym byli lotnicy amerykańscy liczył około 300 ludzi. Wojska niemieckie zaatakowały Polaków na drodze. Niemcy mieli przewagę w ludziach i w uzbrojeniu. Pomimo tej przewagi Polacy zatrzymali Niemców, tak długo, dopóki wozy taborowe oddziału – a było ich 15 – nie wjechały do lasu. Oddział polski wycofał się w porządku. Niemcy ponieśli znaczne straty. Bitwa trwała 7 godzin.

W dwa dni później 25 lipca 1944 oddział 34 p.p. stoczył drugą bitwę. Walki toczyły się w lesie, a po stronie niemieckiej brały udział samoloty. Pod koniec bitwy Polakom brakło już amunicji.

W okresie między 10-20 lipca 1944 oddział 34 p.p. atakował ciągle wycofujących się z frontu Niemców zadając im ciężkie straty.

Przez cały czas naszego pobytu w oddziałach Armii Krajowej prowadzone były walki z Niemcami na mniejszą, lub większą skalę. Oddziały Armii Krajowej były w nieustannym ruchu. Przeciętnie dziennie przesuwały się o 7-20 km. Największą przestrzeń oddział A.K. przebył dnia 3 lipca 1944 r., wtedy odbyto marsz, długości 65 km. Oddział chciał się oderwać od nieprzyjaciela. Na drugi dzień po tym forsownym marszu t.j. dnia 4 lipca 1944 odbyła się wspomniana defilada żołnierzy Armii Krajowej na cześć lotników amerykańskich, w dniu święta narodowego St. Zjedn.

Spotkanie z wojskami rosyjskimi

26 lipca 1944 r. dołączyło do oddziału Armii Krajowej 12 żołnierzy węgierskich w pełnym uzbrojeniu. Uciekli oni z Białej Podlaskiej, gdzie jak mówili, 2 dywizje zostały otoczone przez Rosjan. Dowódca polski wydał wtedy rozkaz maszerowania na spotkanie wojsk sowieckich. W marszu w stronę Białej Podlaskiej oddział kawalerii polskiej wpadł w potrzask, natknął się bowiem na skrzydło niemieckiego oddziału, posuwającego się szosą. Niemcy usiłowali otoczyć kawalerzystów polskich, którzy jednak zdołali się wymknąć.

Wycofywaliśmy się następnie pod silnym ogniem niemieckim. Wtedy mieliśmy możność obserwowania skuteczności ognia polskiego. Na jeden z polskich ciężkich karabinów maszynowych, obsługiwany przez dwóch ludzi – Niemcy nacierali skokami. Do natarcia poszło 40 żołnierzy niemieckich. Po trzecim skoku nie podniósł się żaden. Serie polskiego ckm’u wybiły ich do nogi. Walkę te obserwowali lotnicy amerykańscy z bardzo bliskiej odległości.

Pomimo takich sukcesów napór niemiecki wzrastał.

Niemcy wycofywali się przed naporem wojsk rosyjskich od strony Białej Podlaskiej. Amunicja nasza zaczęła się wyczerpywać w miarę przeciągania się bitwy. Mieliśmy straty. Groziło nam okrążenie niemieckie.

W tej krytycznej chwili nadszedł pierwszy patrol sowiecki, liczący około 50 ludzi i wyposażony w radiostacje polowe, za pomocą których kierowano ogniem artylerii. Rosjanie po zorientowaniu się w sytuacji skierowali ogień własnej artylerii na Niemców, którzy otaczali nasz oddział. Skutek był szybki. Niemcy wycofali się. Ta bitwa trwała 10 godzin: od godz. 10.00 do 20.00.

Rosjanie pozostawili przy oddziale Armii Krajowej dwóch żołnierzy jako łączników, a jeden z żołnierzy A.K. poszedł jako łącznik do Rosjan. Po bitwie dowódca oddziału A.K. pojechał wraz z nami do dowódcy najbliższego oddziału rosyjskiego i zgłosił nas władzom rosyjskim. Dowódca rosyjski obiecał zawiadomić swoich przełożonych i przysłać po nas samochód.

28 lipca przybył do wsi w której staliśmy major sowiecki. Pojechaliśmy z nim, z dowódcą oddziału A.K. i z adiutantem polskiego generała (lotnicy amerykańscy nie są pewni nazwiska tego generała; przypuszczają. że był to adiutant gen. Bora) samochodem sowieckim do dowództwa sowieckiego. Tam sowiecki pułkownik podpisał rewers, na którym stwierdził, że odebrał od dowódcy polskiego lotników amerykańskich, każdy z nas podpisał również pokwitowanie dla dowódcy Armii Krajowej, że dostawił nas do Rosjan. Na pokwitowaniu wymieniono nazwiska, stopień i numer ewidencyjny.

Pozostaliśmy z Rosjanami.

„Nasze rozstanie z żołnierzami Armii Krajowej – mówią lotnicy amerykańscy – było ciężkie. Przywiązaliśmy się bardzo do tych ludzi, którym tyle mamy do zawdzięczenia.”

(Dokończenie nastąpi)

Najpopularniejszy dziennik emigracyjny w Wielkiej Brytanii. Powstał w wyniku połączenia londyńskiego „Dziennika Polskiego” (1940 – 1943) oraz wydawanego w Szkocji „Dziennika Żołnierza” będącego dziennikiem I Korpusu Polskiego. Wydawany w Londynie od stycznia 1944 roku. Do 1945 roku organ rządu polskiego na uchodźstwie. Pismo ukazuje się do dnia dzisiejszego. 

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close