Żołnierze czy bandyci

(jotka). Jedną z najistotniejszych spraw związanych z zagadnieniem pomocy alianckimi dla walczącej od czterech bez mała tygodni Warszawy, jest sprawa starań prowadzonych przez władze polskie o uznanie armii gen. Bora za armię kombatancką.

Na pozór wydawać by się mogło, że jest to kwestja jasna i nieskomplikowana. O cóż bowiem chodzi? O proste oświadczenie rządów, związanych z Polaka sojuszem wojskowym, że żołnierze walczący na jednym z licznych frontów przeciwko wspólnemu wrogowi niemieckiemu, są kolegami żołnierzy polskich z Pancernej Dywizji gen. Maczka, kolegami żołnierzy Korpusu gen. Andersa we Włoszech, kolegami marynarzy i lotników polskich, którzy walczyli o W. Brytanię w 1940 r.,

walczą i giną bez dnia, bez nocyy przerwy o jedną, o jednolitą, zdawać się mogło sprawę aliancką.

Jakie znaczenie dla Armii Krajowej posiada przyznanie jej praw kombatanckich?

Znowu odpowiedź prosta i jasna. Z chwilą uzyskania praw tych odziały polskie, tak w Warszawie, jak w kraju walczące z Niemcami, uzyskują ochronę prawa międzynarodowego. Żołnierze brani przez wroga do niewoli powinni być traktowani, jako jeńcy wojenni. Mówiąc lapidarnie oddziały Armii Polskiej w Kraju zyskują w oczych cywilizowanego świata stanowisko odziałów wojskowych, a nie franc-tireur’ów, nie partyzantów, nie … politycznych bandytów.

Rzecz prosta chodzi tu tylko o stronę formalną, o zadośćuczynienie normie międzynarodowego prawa wojennego. Merytorycznie bowiem Armia Krajowa sama sobie od dawna to kombatanctwo zdobyła. Zdobyła je krwą i lojalnością dla alianckiej sprawy.

Czy może zatem budzi dla kogoś wątpliwość, że Polska Armia Krajowa a w szczególności ta, która bije się w Warszawie – jest armią regularną?

Prasa całego świata, z wyjątkiem prasy angielskiej i rosyjskiej, pełna jest komunikatów podawanych przez dowództwo polskie z Warszawy. Niemieckie, wrogie pisma, omawiają na pierwszych stronach pod wielkimi tytułami przebieg walk w Warszawie. Cytuje się pułki i dywizje polskie. Cytuje się nazwiska ich dowódców. Znane są fotografie ilustrujące przeróżne epizody z życia i walk tej armii, nie będącej już dziś organizacją podziemną, ale jawnie nazewnątrz, z odznakami, a często z sztandarami łopocącymi nad głowami żołnierzy, atakującą wroga, formacją normalnego, regularnego wojska. Jeśli do Anglii przybywa oficer Armii Krajowej, nikt jego praw do munduru oficera alianckiego nie kwestionuje.

O cóż więc chodzi?

Czy kwestia rozciągnięcia praw kombatanckich na polską Armię Krajową wymaga jakichś specjalnych, a skomplikowanych działań wojskowo-politycznych, które mogłyby w najmniejszej choćby mierze utrudnić zwycięstwo?

Odpowiedzmy pytaniem: Czy skomplikowało i utrudniło aliantom zwycięski pochód we Francji uznanie za kombatantów partyzantów francuskich, których aktywność na pewno nie była większa od akcji polskiej Armii Krajowej. Wątpliwości także ulega rozmiar pomocy, jaką swymi działaniami Armia Krajowa oddała Aliantom.

Niszcząc w ciągu lat pięciu tysiąc niemieckich parowozów i wagonów kolejowych, wysadzając w powietrze mosty i przejazdy kolejowe, unieruchomiając fabryki, blokując niemieckie koszary – Polska Armia Krajowa zastępowała R.A.F., tam gdzie samoloty angielskie nie mogły dolecieć. Podczas ofensywy sowieckiej, oddziały Armii Krajowej współpracowały z oddziałami Armii Czerwonej i zyskały sobie wszędzie uznanie i wdzięczność dowódców sowieckich. Nie znalazły jej co prawda krótko potem ze strony NKWD.

Dlaczego zatem do tej pory alianci traktują żołnierzy Polskiej Armii Krajowej – jako franc-tireurów?

Propaganda niemiecka tymczasem szaleje. Radio niemieckie na różnych falach i w różnych godzinach trąbi na cały świat o zdradzie, o pozostawieniu Polski jej własnemu losowi. Ze sprawy kombatanctwa tworzy sobie efektowny argument. Jakże świat chce – powiada – żebyśmy inaczej traktowali chwyconych w Warszawie z bronią w ręku Polaków, jeśli właśni sprzymierzeńcy nie chcą ich uznać za towarzyszy broni. Powołuje się na komunikaty sowieckie, powołuje się na milczenie Londynu. Z całym cynizmem, na jaki stać tylko niemiecką propagandę, lituje się nad biednymi Polakami opuszczonymi przez najbliższych przyjaciół, którym oddali wszystko.

Nie wiadomo jakie zapadną decyzje.

Wierzyć trzeba, że uznanie Armii Krajowej za armję kombatancką, jest kwestją najbliższego czasu. Każda godzina jednak zwłoki komplikuje sprawę dziś i komplikować ją będzie na pewno w przyszłości.

Polacy mają prawo wiedzieć czy bracia ich ginący w Warszawie uważani są za żołnierzy, czy za bandytów.

Prawo to mają w szczególności polscy lotnicy, marynarze i polscy lądowi żołnierze, walczący w alianckiej sprawie na południu i zachodzie Europy.

Sprawa pomocy dla Warszawy ma dwie strony. Stronę materialną i stronę moralną. W zakresie pomocy materialnej są podobno trudności natury technicznej, które uniemożliwiają wysłanie odpowiedniej ilości samolotów i zrzucenie dostatecznej, ilości broni i amunicji. Jakie powody uniemożliwiają danie Warszawie pomocy moralnej?

Najpopularniejszy dziennik emigracyjny w Wielkiej Brytanii. Powstał w wyniku połączenia londyńskiego „Dziennika Polskiego” (1940 – 1943) oraz wydawanego w Szkocji „Dziennika Żołnierza” będącego dziennikiem I Korpusu Polskiego. Wydawany w Londynie od stycznia 1944 roku. Do 1945 roku organ rządu polskiego na uchodźstwie. Pismo ukazuje się do dnia dzisiejszego. 

Close