Polak zjada trzy razy mniej niż Anglik

a oszczędza prawie tyle co on

Londyn, w lipcu.

Uniwersytet w Birmingham posiada od szeregu lat specjalną sekcję słowiańską, która opublikowała szereg monografii dotyczących życia gospodarczego krajów słowiańskich. Ukazały się już studia nad Czechosłowacją, Jugosławią, Bułgarią i klika monografii o Polsce, a mianowicie: geografia gospodarcza, nowy kodeks prawny, obecnie zaś świeżo wyszła broszura poświęcona omawianiu zagadnienia dochodu społecznego w Polsce. Publikacje te redagowane są pod kierownictwem prof. S. Konovalova i H. Reybckiela.

W monografii o dochodzie społecznym autorzy opierają się głównie o źródła naszego Instytutu Badania Koniunktur i Cen, oraz pracach Kaleckiego, Landau i Wiśniewskiego.

Po przytoczeniu ogólnych wiadomości o Polsce, autorzy zaznaczają, że polski sposób prowadzenia statystyk nie pozwala na otrzymanie dokładnych danych potrzebnych do obliczenia dochodu społecznego ani przez bezpośrednie podrachowanie sumy ogólnej dochodu wykazanego ze źródeł statystycznych o podatku dochodowym, ani przez estymację produkcji. Zbyt dużo jest w Polsce drobnych rolników, których dochód wyjęty jest ze źródeł statystycznych o podatku dochodowym (64% ludności w Polsce trudni się rolnictwem). Jeśli zaś chodzi o estymację ze źródeł produkcji, to nawet gdyby cenzus podawał pewne dane, musiały by one, zdaniem autorów być kwestionowane, gdyż w Polsce predominuje mały rzemieślnik, artyzan, chałupnik, których dochody trudno bardzo obliczyć. Stąd, jedyną drogą jest obliczenie dochodu ze źródeł konsumcji, plus kapitały zainwestowane (oszczędności). Taką zresztą definicję dochodu społecznego daje nasz Instytut Koniunktur, w odróżnieniu od sposobu obliczania tegoż dochodu w Anglii.

W pracy tej najciekawszym dla czytelnika polskiego będzie prawdopodobnie porównanie dochodu społecznego polskiego z dochodem angielskim. Ze względu jednak na różnicę struktury gospodarczej obu tych krajów (Anglia – 9% ludności rolniczej, a 50% przemysłowej, w Polsce – tylko 9% przemysłowej, a 64% ludności rolniczej), a także ze względu na odmienne sposoby kalkulacji, porównania są dość trudne i nie mogą być zbyt dokładne.

Według estymacji autorów, w Polsce wartość złotego w przeliczeniu na funty szterlingów jest wyższa o 25%, ze względu na to, że koszt utrzymania i wyżywienia w Polsce jest niższy niż w Anglii.

Przeciętny dochód rodziny w Polsce jest trzykrotnie niższy od dochodu w Anglii. Stąd, konsumcja towarów na rodzinę w Anglii jest także w przybliżeniu trzykrotnie wyższa od konsumcji przypadającej na rodzinę polską. Ale mimo, że rodzina angielska ze swojego zarobku oszczędzić potrafi 6-7 krotnie więcej niż rodzina polska, w porównaniu procentowym obu krajów w stosunku do całego dochodu – oszczędności są sobie prawie równe: Anglik oszczędza 53% swojego dochodu, Polak zaś 83%. W opinii autorów, robotnik i pracownik polski, otrzymujący stałe wynagrodzenie, w porównaniu do brytyjskiego, w ostatnich kilku latach, był znacznie więcej upośledzony. Mianowicie, kiedy płace w Anglii pozostały na tym samym poziomie faktycznym (gdyż ca 8% zniżka skompensowana była zmienioną siłą nabywczą funta szterlingów), płace w Polsce obniżone zostały o 25%. O ile więc w Anglii w czasie depresji najbardziej ucierpiały klasy dobrze zarabiające, z wyższemi dochodami, o tyle w Polsce, z pomiędzy ludności miejskiej najbardziej ucierpiał mało uposażony pracownik i przedsiębiorca, zaś wysoko zarobkujący zajęli miejsce pośrednie, między całą ludnością, która „płaciła” za koszta kryzysu i nieudolności „lekarzy” gospodarczych (depresja).

Różnica ta, zdaniem autorów, nie jest bynajmniej spowodowana różnicą w zamożności obu krajów, na dowód czego przytaczają przykład Stanów Zjednoczonych, gdzie salarjowani pracownicy ucierpieli na równi z Polskimi wiecej, niż pracownicy o zarobkach nie stałych (bez pensji).

W konkluzji, autorzy zaznaczają, że odrodzenie gospodarcze w Polsce było raczej wynikiem czynników wewnętrznej gospodarki, aniżeli wpływami z zewnątrz, wystawiając w ten sposób mimo wszystko dobre świadectwo dla rządu polskiego,

Prace monograficzne uniwersytetu Birminghamskiego są pożyteczne i powinny oddać pewne usługi W. Brytanii, zaznajamiając szersze masy Angiików z bezstronnie badanymi danemi gospodarczymi krajów Europy kontynentalnej, których znajomością, w ogólnie utartym mniemaniu, mieszkańcy wysp Albionu nie grzeszą. Oczywiście oprócz grupy specjalistów.

J. J. Pełczyński

Gazeta codzienna wydawana w Poznaniu w latach 1935 – 1939. Pismo o charakterze narodowo-katolickim.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close