• Filareta
  • / III 1913
  • / Poznań
  • / Rok 3, Nr 3

Józef Dyonizowicz

Obce żywioły w Krakowie

W ciągu rozwoju miasta Krakowa napotykamy na epoki, w których narodowość polska była tak nikła, iż w stolicy naszego kraju przeważały i nawet rządziły żywioły obce. Najsilniejszym z tych napływów obcych był niemiecki, który przez długi czas rej wodził w Krakowie. Z pomiędzy wszystkich innych przybyszów odznaczyli się przedewszystkiem żydzi, którzy dziś niestety przedstawiają w grodzie podwawelskim złowrogą potęgę.

Powstanie miasta Krakowa1) – o takiem można dopiero mówić po nadaniu przywileju lokacyjnego w r. 1257, kiedy obok „przygrodzia”, składającego się z osad wiejskich, utworzyła się gmina nowa z samorządem miejskim – łączy się bezpośrednio z kolonizacyą w Polsce. Ponieważ książę nadający przywilej, zastrzegł wyraźnie, aby do miasta nie przyjmowano Polaków, wójt, pochodzący z Niemiec, sprowadził Niemców i Kraków stał się miastem niemieckiem. Księciu bowiem zależało na zaludnieniu Krakowa po napadzie tatarskim, a osiedlanie Polaków byłoby wyludnianiem innych miast i ziem polskich, równie spustoszonych przez Tatarów.

Niemieckim mieszczanom krakowskim, używającym wszelkich swobód, działo się dobrze. Czując się na siłach, zaczęli nawet żywić aspiracye polityczne, wyrażając swą odrębność. Wiadomo przecież, że popierali zniemczałego Henryka śląskiego w zabiegach o tron polski w r. 1290, że podnieśli nawet otwarty bunt przeciwko Łokietkowi w r. 1311 pod wodzą wójta Alberta. Łokietek zgniótłszy bunt, ukrócił im prawa i nakazał używać języka łacińskiego w aktach, lecz powoli język niemiecki wrócił do urzędu i sądu. Politycznie od tego czasu jednak nie występowali, ponieważ nie mieli powodu tęsknić do dawnej ojczyzny, gdy w Polsce znajdowali warunki spokojnego bytu. Przybysze ci zbogacili się za świetnych czasów Polski, ponieważ mieli wszelkie swobody. Nagrobki w kościele Maryackim przypominają nam bogaczy jak Bonerów, Salomonów i innych. Gdy w w. XV napływ nowych osadników ustawał, a styczność z szlachtą polską i ludem okolicznym się zwiększała, mieszczaństwo niemieckie zaczęło się polszczyć. W początku w. XVI. usunięto kazania niemieckie z kościoła Maryackiego i tem położono kres niemczyźnie.

Lecz jeszcze raz drugi uległ Kraków napływowi niemieckiemu, a mianowicie w latach 1796-1809. Do wyludnionego, zniszczonego i biednego miasta po ciągłych wojnach wprowadzili Austryacy tłumy żołnierzy i urzędników, za którymi pospieszyli kupcy i rzemieślnicy niemieccy. Otworzono nawet teatr niemiecki i uniwersytet zamieniono na niemiecki. Język obcy używany w urzędzie i szkole osiągnął przewagę. Dopiero okres Rzeczypospolitej krakowskiej spolszczył osiadłych Niemców i utrwalił polskość w Krakowie.

Po zniknięciu Niemców z horyzontu Krakowa w XVI. w. znaleźli się w Krakowie inni przybysze, przynosząc ze sobą wielki przewrót w sztuce i kupiectwie. Za Boną przypłynął wielki strumień artystów i kupców włoskich. Królowie i magnaci opiekowali się nimi, aby rozpowszechniać sztukę i przemysł. Włosi zostawali zarządzcami żup solnych, budowali większe przedsiębiorstwa przemysłowe w rodzaju fabryk i zajmowali się kupiectwem. W posiadaniu serwitoryatów tj. obszernych przywilejów zbogacali się prędko. Część wielka wywoziła zebrane bogactwa do Włoch, szkodząc Polsce ekonomicznie. Wpływ Włochów na sztukę był trwały. Za przykładem bogatych rodzin włoskich, jak Montelupich, Cellarich, Cezarych, Soderinich i innych przerabiali mieszczanie domy gotyckie na renesansowe tak, że dzisiejszy stary Kraków ma najwięcej charakteru renesansowego. Franciszek della Lore budował zamek na Wawelu, Bartłomiej Berecci kaplicę Zygmuntowską i wschodnie skrzydło zamku, Jan Marya Padovano stworzył renesansową attykę w Sukiennicach. Różni inni Włosi i ich polscy uczniowie prowadzili dalej dzieło przebudowań. Wogóle roiło się wówczas od włoskich architektów, rzeźbiarzy, snycerzy i malarzy w Krakowie. Mieli nawet swoje bractwo włoskie. Lecz gdy ustał napływ i stosunki z ojczyzną się zerwały, spotkał ich ten sam los, co Niemców.

W wieku XVI. spotykamy w Krakowie dość wielką liczbę Szkotów, nazywanych „Szotami”, którzy jednak silnego wpływu nie wywarli. Historya opowiada o podatku, dotykającym cudzoziemców i pomiędzy nimi znajdujemy licznych „Szotów”. Zajmowali się oni początkowo handlem domokrążnym, roznosząc lub rozwożąc towary; z czasem zostali zwykłymi małymi kupcami. Utworzyli też bractwo szkockie i utrzymywali stosunki z rodakami po całej Polsce rozrzuconymi. Z czasem tak jak Włosi ulegli spolszczeniu, przyjmując nazwiska polskie lub tłumacząc swoje na nasz język. Do opuszczania ojczyzny swojej powodowały Szkotów długoletnie zamieszki w kraju rodzinnym około r. 1600.

Dziś dość liczny jest żywioł rusiński w Krakowie. Pominąwszy tych kilkudziesięciu akademików ukraińskich, spotyka się często Rusinów gęsto zatrudnionych w handlu, do którego chętniej się garną niż Polacy. Doprowadzili nawet do tego, że handel owocowy znajduje się wyłącznie w ich ręku. Z swych znakomicie zorganizowanych towarzystw rolniczych we wschodniej Galicyi sprowadzają owoce w wielkiej ilości i zarzucają nimi rynek krakowski, wypierając Polaków. Pozatem ważniejszej roli nie odgrywają, ponieważ napływ ich jest jeszcze świeży i słaby.

Żydów spotykamy w Krakowie od najdawniejszych czasów. Prawdopodobnie jeszcze przed zorganizowaniem państwa polskiego zapuszczali się oni z handlem głęboko na północ i wschód i im pewnie zawdzięczają pisarze i podróżnicy arabscy informacye o Krakowie i Polsce. Od w. XIII. zaczęli panujący polscy regulować stanowisko żydów przywilejami. Organizowali się oni w osobne gminy, których podstawą była szkoła lub synagoga; przedstawicielami gminy byli t. zw. „starsi”. Ci sprawowali sądownictwo cywilne, sprawy karne z chrześcijanami rozsądzał wojewoda lub jego zastępca, zwany „żydowskim sędzią”, apelacye szły wprost do króla. W ten sposób zorganizowanych żydów znajdujemy w pokaźnej liczbie za czasów panowania Kazimierza Wielkiego. Mieszkali oni, jak zwykle, w oddzielnej części miasta na zachodzie Krakowa. Lecz mieszczanie krakowscy niechętnie patrzeli na bogacenie się żydów i gdy w r. 1494 powstał wielki pożar w Krakowie, przypisywali go żydom. Na prośby mieszczan król Olbracht rozkazał żydom przenieść się na Kazimierz, gdzie osobną dzielnicę, zwaną urzędowo „miastem żydowskiem”, zamieszkali. Poza tą dzielnicą, odgraniczoną od reszty Kazimierza parkanem, nie wolno im było mieszkać, choć zachodziły często wyjątki. Wkrótce jednak biedne miasto Kazimierz odprzedało rozrastającemu się „żydowskiemu miastu” część swego słabo zaludnionego terytoryum. Niezadługo odstąpiono żydom znowu kawałek itd. tak, że dziś nieomal cały Kazimierz znajduje się w ich posiadaniu. Gdy w r. 1787 w samym Krakowie nie było ani jednego żyda, a na przedmieściach tylko 3500, dziś Kraków ma tego żywiołu narodowi naszemu wrogiego 30 000. Od lat stu zdobywają śródmieście i obecnie połowa kamienic jest w ręku żydów. Opanowawszy handel, stali się panami rynku pieniężnego. Wcisnęli się do sądu tak, że adwokatami są przeważnie żydzi. Wielka część prasy stoi pod ich wpływem. Teatr czynią zależnym od siebie. Starają się także o wpływ w świecie naukowym. Bądź co bądź, Kraków stoi przed walką z żywiołem silnym, który obniża jego poziom kulturalny i przeszkadza jego rozwojowi.

Mamy jednak nadzieję, że upora się z nimi – lecz nie przez asymilacyę, jak z innymi żywiołami obcemi – i stolica nasza Kraków otrzyma znów charakter czysto polski.

———
1) Por. Dr. Klemens Bąkowski: Dzieje Krakowa.

Miesięcznik kulturalny dla młodzieży polskiej wydawany w Poznaniu w latach 1911 – 1913. Pismo o orientacji narodowej i katolickiej.

Close