Dwa współczesne żargony żydowskie.

Naród żydowski w swem dążeniu do panowania nad światem stosuje stale starą i wypróbowaną od 3000 lat taktykę.

Jednym szczegółem tej taktyki jest upodobnienie się zewnętrzne do otoczenia, o ile to otoczenie jest na tyle silne, że może żydom w razie czego być groźne. Bo z otoczeniem słabem i niegroźnem dla nich żydzi się nie liczą zupełnie, ani nie starają się doń upodobnić. Głównym przejawem upodobnienia jest przyjęcie przez żydów języka otoczenia. To też w czasach historycznych można u nich znaleźć kolejno żargony: żydowsko-aramejski, żydowsko-arabski, żydowsko-hiszpański, żydowsko-niemiecki.

Żydowsko-aramejski i żydowsko-arabski są dziś już „martwe”. Żydowsko-hiszpańskim posługuje się dziś niespełna 500 000 żydów, zwanych „szpaniolami, zaś żargonem żydowsko-niemieckim, czyli tak zwanem przez żydów „jidysz”, mówi dziś z około 15 000 000 żydów, żyjących na świecie, mniej więcej 13 000000, czyli olbrzymia większość.

Ta kolejna zmiana języka otoczenia, czyli powstawanie kolejne żargonów żydowskich, odpowiada przesuwaniu się żydów z jednego środowiska językowego do następnego: Palestyna, Arabja, Hiszpanja, – ostatnio Niemcy.

W XII. i XIII. wieku nastąpiło wypędzanie żydów z zachodu Europy romańsko-germańskiego na wschód słowiański. I tu spotykamy dziwny objaw: mimo kilkuwiekowego bytowania między słowianami, nie przyjęli żydzi ich języka, z wyjątkiem mieszkających w Rosji – czyli t. zw. Litwaków.

Otoczenie było widocznie niegroźne dla nich, nie imponowało im siłą, nie potrzebowali się doń upodobniać, bo i bez tego dało się ono eksploatować i ssać. Było im tam więc dobrze.

Jedynym celem tego kolejnego przenoszenia się głównej masy albo trzonu narodu żydowskiego, jest chęć pasorzytnicza ssania z otoczenia soków. Żydzi bowiem w historycznych czasach, tj. od mniej więcej 3000 lat nie tworzyli narodu czy państwa, żyjącego z własnej pracy, ale pasorzytowali kolejno na innych narodach, opanowując ich handel, przemysł i politykę i prowadząc je, o ile się nie uwolniły, do ruiny.

Zajmując się w 90 procentach pośrednictwem i nie wytwarzając niczego sami, starają się ten fakt zataić, unikając statystyk i udając zewnętrznie dany naród językiem. W Polsce nie starali się dotychczas na ogół mówić po polsku, ale po odzyskaniu przez nas niepodległości żydzi gwałtownie wyciągają z tego konsekwencje i… przyjmują nazwiska polskie, oraz język polski. Ciekawy ten przejaw polityki żydowskiej możemy obserwować własnemi oczyma, a za 10 do 20 lat będzie się u nas już roiło od żydów, udających Polaków.

Żargon żydowsko-niemiecki zrozumiały jest w mowie prawie każdemu Niemcowi. W piśmie nie, bo piszą go i drukują głoskami hebrajskiemi. Jest on w czterech piątych niemiecki: składnia, odmiana słowa czyli konjugacja oraz deklinacja – są niemieckie, tak że każdy żyd może korzystać z kultury niemieckiej i prawie każdy też tak czyni. Stąd między nimi te silne sympatie pruskie.

Drugim żydowskim żargonem współczesnym jest t. zw. Esperanto. Wymyślił je żyd warszawski Zamenhof (po polsku Podwórkonasienne).

Esperanto ma już kilka odmian, jedna z nich jest np. Ido (przypominająca dźwiękiem „Judo”). Esperanto jest w trzyćwierci pochodzenia romańskiego, składnia, odmiana słowa i deklinacja są romańskie, z domieszkami germańskiemi, słowiańskiemi i innemi.

Byłby to więc tworzący się drugi żargon żydowski, żargon żydowsko-romański. Używają do niego pisma łacińskiego i żydzi oraz ich satelici, czyli t. zw. szabesgoje, usiłują go narzucić narodom o pięknych i wartościowych językach, jako rzekomy „język międzynarodowy”.

Wartość istotna tego żydowskiego żargonu międzynarodowego w praktyce jest żadna. Przyznaje to nawet taki żydowski „Przegląd Wieczorny” w numerze z 27. 7. rb. Pisze mianowicie:

„Pismo obrazkowe jest najstarszem pismem świata. Za pomocą rysunku można się porozumieć w obcych krajach, nawet dzikich, gdy esperanto jest tylko do użytku ludów cywilizowanych”.

Stąd wniosek! Precz z esperanto, uczmy się rysunku!

Kiedy w pewnym paryskim salonie mówiono o pożytku esperanta, stary Anglik opowiedział, jak podczas swej podróży trafił do miasteczka na północy Norwegji. Przybył tam wycieńczony i umierający z głodu. W jedynej oberży nie domyślano się, czego chce. Nie rozumiano jego, a on nie rozumiał nikogo.

Na szczęście umiał jako tako rysować. Narysował więc półmisek z potrawą, nóż, widelec, szlankę, butelkę. Oberżysta z uprzejmym uśmiechem skłonił głową na znak, że rozumie.

Nakarmiono go tak dobrze, jak mało razy w życiu.

Z esperantem byłby został bez posiłku.

Przypuszczamy, że wobec fiaska żargonów: żydowsko-niemieckiego i żydowsko-romańskiego (esperanta) wśród słowian, żydzi przystąpią do utworzenia osobnego żargonu dla słowian.

Początki zdaje się kładzie Trocki, Łunaczarski i inni żydkowie bolszewiccy. Boć te „Czerezwyczajki”, „Ispołkomy”, „Wniesztorgi”, „Zakordoty”, „Proletkulty”, „Kombiedy” i t. d. – to już próby, ku temu zdążające.

Będzie on tylko daleko ohydniejszy, niż dwa inne żargony, – ale może się go jeszcze żyjące dziś pokolenie doczeka i oceni samo.

Dziennik ukazujący się w Bydgoszczy w latach 1922-1933 – utworzony jako organ prasowy Narodowej Demokracji. Pismo należące do koncernu prasowego „Kurier Poznański”; opozycyjne wobec sanacji i Józefa Piłsudskiego. Drugie pod względem wielkości (po „Dzienniku Bydgoskim”) bydgoskie pismo wychodzące w dwudziestoleciu międzywojennym. W roku 1933 pismo zmieniło właściciela, linię polityczną oraz nazwę – od tego czasu wydawane jako „Kurier Bydgoski”.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close