„Zdobywcy” Belwederu

Warszawa, 20.5.1926 r.

Ci, którzy nie byli na ulicach Warszawy w czasie dni tragicznych, nie mogą, z żadnych opisów odtworzyć sobie istotnego obrazu ich „bohaterów”. Mylą się mocno ci, którzy sądzą, że byli nimi żołnierze. Wiedzieli oni najmniej, co się dzieje i dlaczego. Grali rolę podrzędnych statystów, biernie i niesprawnie, a nawet – powiedzmy otwarcie – niechętnie. Inną, do niepoznania była też „ulica” warszawska w tych dniach. Przeobrażała się ona kolejno w ciągu czterech aktów, na jakie wyraźnie podzieliła się ponura tragedja tych dni.

Akt pierwszy. We wtorek wieczorem i w środę było „preludjum”, w którem wystąpili oficerowie i wyrostki kilkunastoletnie. Oficerowie w cukierniach, łobuzerja na ulicy. Pierwszy występ rozpoczął się w cukierni, gdzie zbierają się zwykle modni młodzieńcy i modne kokoty. Grupki oficerów zażądały, by między shimmy i charlestonem odegrano „Pierwszy brygadę” i urządziły awanturę tym, którzy się wzbraniali „uczcić” przez powstanie tę atrakcję.

Wojska sulejowskie od kilku godzin stały nad brzegiem praskim i nikt nie kwapił się z „witaniem”. Gdy stawało się to już żenujące, wyprawiono wieczorem kilka partyj „manifestantów”, zmobilizowanych głównie z nieletnich gazeciarzy i pupilków „sądu dla nieletnich”. Przebiegali oni pospiesznie ulicę śródmieścia, zjawiając się kilkakrotnie w tem samem miejscu, widocznie według wyznaczonej marszruty. Mieszkańcy Warszawy, zarówno „burżuje”, jak i lud prosty, przyglądali się biernie, nie zdając sobie najwidoczniej wcale sprawy, że hece te są rozgrywką do poważniejszych wystąpień. Wielu, późnym dopiero wieczorem, dowiedziało się z pism o przybyciu wojsk. Gdy padły już nawet pierwsze strzały i pierwsze trupy na Placu Zamkowym – jeszcze nie zdawano sobie sprawy. Przez całą noc chodzono po ulicach, by zobaczyć – co to będzie.

Akt drugi. W czwartek od świtu na ulice wyległy tłumy, ale już inne. Niewiadomo skąd napłynęły do śródmieścia całe gromady motłochu. Co krok tworzą się grupki, słuchające wywodów jakiegoś „rezonera”. Słychać często soczyste frazesy o bliskiem „obaleniu reakcji i wyzysku kapitału”. W tłumie dużo, niezwykle dużo przedstawicieli „neutralnych”, głównie młodych „szajgeców”. Wbrew rasowej nerwowości i tchórzliwości są spokojni i pewni siebie. Zdają się na coś czekać.

Pod linją walk tłumy gapiów. Pchają się pod kule, jak barany i jak barany pierzchają przy lada popłochu. Tę bierność i tępotę wielu opiewało jako bohaterstwo „mieszkańców Warszawy”. W rozmowach i dyskusjach nastrój dla zamachu przychylny. Ci, którzy mieli inne zdanie, woleli milczeć. Niewielu naogół zdaje sobie sprawę z tragicznego momentu, śród typowych nawet „burżujów” i paskarzy słyszy się głosy, że będzie „lepiej, niż za Grabskiego”. Wielu wierzy, że wystarczy obalenie „niedołężnych i złodziejskich rządów”, by skończyło się bezrobocie, zastój i… podatki.

Żołnierze przesuwają się ulicami biernie i apatycznie. Biją się jeszcze gorzej, podają tył przy dziesięciokrotnej nawet przewadze liczebnej. Podchorąży walczą wprost legendarnie. Oddział marynarzy, walczących po stronie Piłsudskiego, wybili prawie do nogi w jednym ataku, podpuściwszy ich na kilka kroków. Gdyby wojska rządowe miały chociaż połowę tych sił, co przeciwnicy i lepsze dowództwo, byłyby jednym zamachem zdobyły całe miasto.

Tem się tłómaczy, dlaczego sztab p. Piłsudskiego, pomimo czterokrotnej conajmniej przewagi, liczebnej i rzekomej niechęci do przelewu krwi, zmobilizował bojówki P. P. S., rozdawał broń każdemu łobuzowi z ulicy i pchnął do walki „strzelców”. To byli ostatni „zdobywcy” Belwederu. Upamiętnił ich postaci „Czerwony Kurjer”, wybrawszy tylko z grupy fotograficznej możliwie najmniej kryminalne gęby. Ci „zwycięzcy” też niewątpliwie odwiedli Piłsudskiego od planów dyktatorskich i wywołali nastroje „pacyfistyczne” oraz otrzeźwienie wśród ludności.

Stało się to akcie trzecim i czwartym, a rozpoczęło w czwartek po południu, z chwilą ukazania się „ochotników cywilnych”. Stała się odrazu rzecz dziwna i nieprawdopodobna: Wojska Piłsudskiego, które się czuły bezpieczne przy biernie przychylnym nastroju „ulicy”, stały się płochliwe, gdy ta „ulica” wystąpiła czynnie po ich stronie w postaci „ochotników”. Oficerowie i żołnierze, daleko za frontem walki, przejeżdżali i przechodzili ulicami z lufami, wycelowanemi do okien domów, strzelając często nerwowo. Co chwila alarmowano o „strzałach z okien”. Zaczęła się bezładna dzika strzelanina do domów. Wiele z nich dosłownie zbombardowano.

Ta strzelanina do okien wysunęła się na pierwszy plan. W piętek po południu całe miasto było pod terrorem tych „ochotników”, którzy wyraźnie już dążyli do wywołania anarchji i rzezi „faszystów” oraz „reakcjonistów”. Komunistyczny sprzymierzeniec zaczął uchylać maskę. Gdy zaczęto bestialsko mordować rannych podchorążych i akademików na lotnisku, zrozumiano dopiero, że ci „piłsudczycy”, to – czekiści.

Tem się tłómaczy, dlaczego tak pośpiesznie, w piątek po południu, ukazała się wiadomość o „demobilizacji ochotników cywilnych”, chociaż nerwowo wysyłano piechotę i artylerję przeciw Poznaniakom. Otrzeźwieli też entuzjaści zamachu. Wymowną scenę obserwować można było w Alejach Ujazdowskich w piątek wieczorem. W stronę świeżo „zdobytego” Belwederu waliły tłumy tysięczne całą szerokością obu chodników i ulicy. Od strony Belwederu ukazały się dwa oddziały „zwycięzców” – cywilów uzbrojonych. Krzyczą kilkakrotnie: „Niech żyje Piłsudski”. Ani jeden głos. Tłum milczy ponuro. Zrozumiał, co się stało i na co się zanosi. „Samorzutny odruch wojska w obronie Wodza”, „zbawienie narodu i państwa” zasnuło się mgłą.

Lech.

Dziennik ukazujący się w Bydgoszczy w latach 1922-1933 – utworzony jako organ prasowy Narodowej Demokracji. Pismo należące do koncernu prasowego „Kurier Poznański”; opozycyjne wobec sanacji i Józefa Piłsudskiego. Drugie pod względem wielkości (po „Dzienniku Bydgoskim”) bydgoskie pismo wychodzące w dwudziestoleciu międzywojennym. W roku 1933 pismo zmieniło właściciela, linię polityczną oraz nazwę – od tego czasu wydawane jako „Kurier Bydgoski”.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close