Krawiec Damaszak ściąga długi i buty

Nie wolno rozbierać dłużników na środku ulicy w Gdyni

Ściąganie długów jest naogół rzeczą niezwykle trudną.

O ile przy zaciąganiu długu ludzie wykazują zwykle dużą energję, przedsiębiorczość a nawet zaparcie się siebie, o tyle przy ich oddawaniu zdradzają absolutny brak tych dodatnich i twórczych cech, a zamiast zaparcia się siebie zapierają się przyjaciół, którym są winni, i nawet przechodzą na ich widok na drugą stroną ulicy.

To samo dzieje się z ludźmi, którzy są winni szewcowi, krawcowi lub sklepikarzowi.

I nad tym stanem rzeczy biadał właśnie krawiec Józef Damaszak, z Kętrzyna w powiecie morskim. Biadał tem szczerzej, że jeden z jego klientów niejaki Kazimierz Witka z Gdyni nie chciał zapłacić 9 złotych, które od dłuższego czasu był mu winien. Napróżno krawiec Damaszak pisał mu listy na ulicę Generała Dreszera 33, gdzie mieszkał twardy dłużnik, napróżno prosił go o zwrot nieszczęsnej kwoty, Witka na nic nie reagował.

Wczoraj krawiec Damaszak przybył do Gdyni, gdzie miał kupić szereg potrzebnych dla jego warsztatu rzeczy. Przechodząc przez śniegiem przyprószoną ulicę Starowiejską zobaczył on nagle swego twardego, bezlitosnego dłużnika. Zresztą pan Witka również zobaczył wierzyciela i nawet zawrócił w innym kierunku.

9 złotych poczęły się oddalać od pana Damaszyka. Ale krawiec z Kętrzyna nie darmo uchodził za człowieka o wielkiej energji.

Kilka skoków… i pan Damaszak mocno chwycił za łokieć pana Witkę.

– 9 złotych! niech pan odda 9 złotych! – rzekł, ledwo hamując gniew, pan Damaszak.

Ale i ta groźna sytuacja w niczem nie przyczyniła się do uregulowania porachunków, gdyż pan Witka z tym samym spokojem, co zwykle stwierdził, że nie ma ani grosza.

Nagle lekkie kopnięcie w kolano miękko osadziło pana Witkę na śniegu.

Pan Damaszak natomiast błyskawicznym ruchem pochwycił go za nogi i zdjął mu jeden but, poczem tę samą operację przeprowadził z drugą nogę, która w pośpiechu pozbawiona została również skarpetki.

W tej chwili wiatr od morza przyniósł pod stopy ściągającego długi i buty krawca kawał starej gazety.

Krawiec akuratnie zawinął w nią buty i poszedł w kierunku dworca.

Po chwili uspokojony nieco odejściem krawca, pan Witka przystanął na nodze, której pozostawiono skarpetkę i, nie chcąc przeziębić nogi bosej, na jednej nóżce począł skakać w kierunku Komisarjatu Policji.

W końcu zmęczony, użyć musiał do pomocy i drugiej nogi i w lekkich podskokach po zimnym śniegu dotarł do policji, gdzie opowiedział swoją przygodę.

Policja stanęła na stanowisku, że pan Damaszak niesłusznie wszedł w kompetencje komornika i dopędziwszy go, zaprowadziła do aresztu a buty zwróciła przestraszonemu i zdradzającemu pierwsze objawy kataru panu Witce.

Podobno pan Witka zamierza zwrócić swój dług panu Damaszkowi, ale prawdopodobnie owe 9 złotych zużyte zostaną na grzywnę, którą niewątpliwie będzie musiał zapłacić krawiec-komornik.

Gdyby wszyscy wierzyciele poczęli na sposób pana Damaszka ściągać swe długi, rozbierając swych dłużników, Gdynia zamieniłaby się, mimo różnych pór roku, w wieczną plażę, i dla tego tolerowanie podobnych zwyczajów jest raczej niepożądanem.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close