Młodzi hitlerowcy mówiący… po polsku

Na marginesie Zjazdu Olsztyńskiego

W czasie imponującego zjazdu, który dnia 13 ub. m. zgromadził w sali hotelu „Concordia” w Olsztynie ok. 1500 delegatów ośrodków polskich z Warmji, Mazur, Powiśla i Ziemi Malborskiej, właśnie podczas podniosłej przemowy prezesa Związku Polaków w Niemczech ks. Domańskiego, zadudniał na bruku plikowym ostry rytm młodych nóg. „Langemarck… Langemarck…” brzmiały fanfary jasnych głosów przy końcu każdej zwrotki piosenki hitlerowskiej, sławiącej pogardę śmierci siedmnastoletnich żołnierzy wojny światowej. Nad ich słowami powiewały proporce ze swastyką. Opodal zatrzymał się oddział chłopców w brunatnych koszulach.

Kilku z nich weszło do hotelu. Była właśnie przerwa w obradach. Przyszli zapytać się, kiedy odchodzi pociąg do Wystrucia. Słucham jak się naradzają na korytarzu. Uszom nie wierzę… mówią po polsku. Piękną mazurszczyzną, przeplataną archaizmami dawno u nas zapomnianemi.

– W szeregach H. – J. (Hitlerjugend) jest niemało młodzieży polskiej, – objaśnia mnie jeden z uczestników zjazdu.

– Naszemu młodemu pokoleniu imponuje rozmach narodowego socjalizmu, jego pewność siebie, jego kult tężyzny, jego swada junacka, jego wiara w przyszłość.

– A wy co na to?

Mój rozmówca wzruszył ramionami i otoczył ręką koło w powietrzu:

– Ot, urządzamy zjazd, aby pomówić o naszych bolączkach, aby pokrzepić się na duchu. Ale to dla nas starych. Zaprawionych w biernym oporze od lat dziecinnych. Ale to nie dla młodych. Defensywne hasła nie wystarczają. Brak nam jakiejś olśniewającej idei, która byłaby zdolna porwać naszą młodzież. Toteż ulega ona zbyt łatwo urokowi narodowego socjalizmu.

– Czy akcja germanizacyjua trwa u was nadal? – pytam.

– Trwa, tylko pod zmienioną postacią. Ucisk i szykany jawne ustały, a jednak proces wynaradawiania wszedł w fazę groźniejszą niż kiedykolwiek. Dawniej znaliśmy naszego wroga. Był nim landrat, żandarm, nauczyciel. Dzisiaj przestali oni być głównem niebezpieczeństwem. Z germanizatorem i kolonizatorem damy sobie radę. Ale czyha na nas dzisiaj przeciwnik stokroć możniejszy, bo nieuchwytny, abstrakcyjny, niepsługujący się żadnym gwałtem ani represjami. Fantom, na którego zwalczenie nie znamy skutecznej broni. Jest nim urok organizacji młodzieży hitlerowskiej, który fascynuje i odbiera nam nasze dzieci.

– Czy dom rodzicielski o atmosferze świadomego poczucia narodowego nie stanowi dostatecznej przeciwwagi? – pytam.

– Ba, gdybyż to dzieci przesiadywały w domu. Ale po odrobieniu lekcyj uprawiają sporty, potem musztrę i ćwiczenia, potem urządzają wycieczki. Jak wyruszają w soboty raniutko z plecakami, to wracają zwykle dopiero w niedziele wieczorem. I niech pan nie zapomina, że mamy tutaj bardzo mało inteligencji polskiej. Rodzice są biedni i zapracowani. Nie mogą otaczać dzieci taką opieką, która równoważyłaby wesołe towarzystwo kolegów. Jedyną nadzieją jest to, że gdy dziecko wraca po ukończeniu szkoły do domu rodzicielskiego, wróci też do polskości. Ale niestety tylko to, które pozostanie na ojcowskim zagonie. Reszta, która musi szukać zarobku w miastach, jest stracona. Nie mamy w miastach dostatecznie zorganizowanego drobnomieszczaństwa polskiego ani inteligencji w wolnych zawodach, o które mogłaby znaleść oparcie, którego życie społeczno-narodowe wypełniłoby jej potrzeby kulturalne. Toteż ginie ona w zalewie niemieckim i ulega niechybnie procesowi asymilacyjnemu bez specjalnego wysiłku ze strony niemieckiej.

To, co usłyszałem, stanowi naprawdę największe niebezpieczeństwo. Nie jedyne, bo istnieje cały szereg elementów germanizacyjnych bardziej konkretnych i znanych. Przywódcy mniejszości polskiej zdają sobie z nich doskonale sprawę, jak o tem świadczą rezolucje, uchwalone na zjeździe.

Mówcy stwierdzili więc zgodnie, że akcja germanizacyjna w Warmji, na Mazurach i Powiślu nie ustaje, a przeciwnie prowadzona jest konsekwentnie przez wielu księży Niemców, co prowadzi do osłabienia a nawet zaniku ducha religijnego wśród szerokich mas ludności polskiej. Toteż zjazd w „imię sprawiedliwości, zasad Kościoła i dobra wiary” domaga się księży-Polaków w parafjach polskich, przywrócenia skasowanych nabożeństw z polskiemi kazaniami i śpiewem polskim, przygotowania dzieci polskich do sakramentów św. w języku polskim, chrztów, ślubów i pogrzebów w języku polskim. Postulaty te są tak wymowne i tak niedwuznacznie charakteryzują położenie naszych współbraci za kordonem, że nie potrzeba do nich nic dodawać.

Przedmiot niemniej ważnego kompleksu żądań stanowi zagadnienie szkoły polskiej, „najważniejszej na tym terenie warowni uczuć narodowych”. To też rezolucja zjazdu słusznie wzywa wszystkich rodaków do posyłania dzieci swoich do polskich szkół i ochronek, domagając się od władz jaknajszybszego uregulowania sprawy szkolnictwa polskiego. W szczególności żąda kategorycznie założenia polskich szkół ludowych we wszystkich miejscowościach zamieszkałych przez ludność polską i rychłego założenia dostatecznej ilości polskich szkół średnich.

Zjazd olsztyński wzywa następnie całą młodzież polską w Prusach Wschodnich do organizowania się w szeregach polskich związków młodzieży, kół śpiewaczych, teatralnych, sportowych, drużyn harcerskich, do brania czynnego udziału w zespołach świetlicowych i przysposobienia rolniczego i do uczęszczania do świetlic.

Po wezwaniu do popierania prasy polskiej zwrócono specjalną uwagę na sprawy gospodarcze. Jedyną podstawą egzystencji i jedyną żywicielką Polaka w Prusach jest jego zagon rodzinny, dziedzitwo praojców, skarb, którego Polakowi nie powinna wydrzeć żadna siła. Zadaniem żywiołu polskiego w przyszłości winna być silna organizacja spółdzielcza, jednocząca wszystkich: rolnika, robotnika i rzemieślnika.

Tak, Polakom pogranicza niemieckiego nie wolno ani na chwilę ustać w pracy, ani na chwile oddać się odpoczynkowi. Współczesność wschodnio-niemiecka zerwała wprawdzie z systemem staropruskim, lecz poszukuje nowych dróg ekspansji, może jeszcze niebezpieczniejszych.

– Langemarck… Langemarck… -dudni mi wciąż w uszach rytm marszu chłopaczków w brunatnych koszulach.

Ten rytm każe podwoić czujność.

A my w Polsce? Czy też zasilamy naszych walczących za kordonem braci polskiemi przedstawieniami teatralnymi, odczytami, imprezami sportowemi, książkami, śpiewnikami, wycieczkami w głąb Ojczyzny?

A. Schedlin-Czarliński.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close