Najkosztowniejsze morderstwo w świecie

Śledztwo kosztowało już 213.000 funtów szt. a nie zdołano jeszcze rozpoznać ofiary

Policja australijska mozoli się nad wyświetleniem jednego z najbardziej zagadkowych morderstw.

W dniu 2 listopada ub. r. znaleziono o godz. 6 rano w najbliższej okolicy miasta Albury na szosie zwłoki ładnej, mniejwięcej 20-letniej dziewczyny, w żółtej jedwabnej, nawpół spalonej pyjamie. Paznokcie u rąk i nóg były starannie manicurowane; ciało pielęgnowane, twarz o rysach europejskich.

Według wszelkiego prawdopodobieństwa zbrodnię popełniono gdzieindziej; morderca zawlókł później ofiarę swą w miejsce, gdzie ją znaleziono, polał zwłoki naftą i zapalił. Gwałtowny deszcz ugasił jednak płomienie.

Nie udało się natrafić na żaden ślad mordercy, i jedynym sukcesem, jakim pochwalić się może policja australijska jest fakt, że zajmuje się obecnie „najkosztowniejszem” morderstwem w świecie.

Tuż po odkryciu morderstwa przeszukano wszystkie hotele, restauracje a nawet wszystkie domy prywatne w Albury, aby wpaść na jakiś ślad „zaginionej, młodej, pięknej dziewczyny”. Wynik był zadziwiający: choć Albury jest niewielkiem miastem, nikt nie znał ofiary, nikt jej tam nigdy nie widywał.

DWA DROBNE ŚLADY.

4 listopada lekarz sądowy badając zwłoki okrył, że ząb ofiary nie był zaplombowany sposobem angielskim, plomba zdradzała raczej pochodzenie francuskie lub niemieckie. Sposób manicury wskazywał na robotę chińską.

W rozmiękłej ziemi odkryto wyraźne ślady gumowych opon samochodu, w którym prawdopodobnie przywieziono zwłoki. Opony były pochodzenia holenderskiego; w promieniu 150 km żaden samochód opon holenderskich nie posiadał. Policja wyznaczyła pierwszą nagrodę: 50 funtów szt.

PYJAMA Z WYSPY CEYLON.

Handlarz jedwabiu Lawery zwrócił władzom uwagę na żółtą pyjamę zamordowanej. W jedwabiu tym tkane były małe smoki a znawcy orzekli, że jedwab taki wyrabia się tylko w Colombo na Cejlonie.

Niezwłocznie wysłano kawałek materjału do Colombo i wskrótce nadeszła odpowiedź: pyjama zakupiona została w Colombo i to w ciągu ostatnich miesięcy.

ODEZWA POLICJI.

20 listopada policja rozplakatowała we wszystkich miastach Australji odezwę: „Kto mógłby rozpoznać zamordowaną dziewczynę z Albury, niechaj zgłosi się do najbliższego posterunku policyjnego”. Z 267 miast nadeszły zapytania: „Kto zapłaci zgłaszającym się koszta podróży?” – Odpowiedź brzmiała: „Oczywiście władze”.

WĘDRÓWKA LUDÓW.

Australja zaludniona jest właściwie tylko wzdłuż swych wybrzeży i nie posiada linij kolejowych przecinających ląd. Kto chce dostać się z północy na południe, musi objechać dookoła prawie całą Australję; jest też droga, rzadko kiedy mieszkaniec stref północnych ma sposobność odwiedzenia Nowej Południowej Walji.

A tu policja proponuje każdemu, kto zapragnie, podróż taką na koszt państwa!

Następnego dnia w Port Darwin zgłosiło się 360 osób, które zgodnie twierdziły, że poznają z fotografji zamordowaną dziewczynę. „Coprawda – dodawali ostrożnie – fotografja może łatwo wprowadzić w błąd. Musielibyśmy sprawdzić przypuszczenia nasze na miejscu”.

Policja nie wahała się ani chwili – wysłała wszystkich najbliższym statkiem do Sydney. Z Wiktorji wyjechało do Albury 1745 osób, z Oueensland 977, z krajów południowych 255.

Trzeciego dnia po przybyciu podróżnych do Albury władze rozesłały energiczny nakaz zaprzestania wysyłki świadków. Przybyło ich bowiem przeszło 4.000, a skarb państwa zwrócił im koszta podróży w wysokości 208.000 funtów szt.

Pomimo to śledztwo nie posunęło się naprzód ani o krok.

NOWE WYDATKI.

Aby za wszelką cenę wyjaśnić zagadkową zbrodnię, zaczęto wysyłać obszerne depesze do wszystkich statków, odwiedzających porty Australji, Indyj, Chin, Polinezji, do urzędów policyjnych całego imperjum brytyjskiego, do stolic wszystkich państw świata. Wojsko pobudowało baraki telegraficzne i dostarczyło materjału. Liczbę urzędników telegrafu powiększono z 4 do 34. Ogółem wysłano 11.768 depesz.

Ze wszystkich stron świata poczęły wkrótce napływać odpowiedzi, ale żadna z nich nie wyświetlała tajemnicy.

OSTATECZNY RACHUNEK.

Teraz nakazano obliczyć dotychczasowe koszta tej afery kryminalnej.

Pierwszo śledztwo kosztowało 145 ft., wywiady zamiejscowe 460 ft., pierwsze telegramy i telefony 80 ft., telegramy na cały świat i odpowiedzi 3600 ft, zabalsamowanie zwłok 255 ft., budowa stacyj telegraficznych, opłata personalna i inne drobnostki 460 ft. Ogółem kosztowało morderstwo to dotychczas 213.000 funtów szt.

Środki się wyczerpały. Pomimo to władze wyznaczyły jeszcze 500 ft. nagrody dla tego, kto naprowadzi policję choćby tylko na ślad pochodzenia zabalsamowanej dziewczyny w ceylońskiej pijamie, z chińską manicurą i europejską plombą.

Dotąd nikt jeszcze nagrody tej nie zdobył.

Gazeta polska wychodząca w Gdańsku w latach 1891 – 1939. Pierwsze polskojęzyczne czasopismo w tym mieście. Wydawane w okresie zaboru pruskiego a następnie w okresie Wolnego Miasta Gdańska. W latach 1925 – 1926 wychodziło pod nazwą „Echo Gdańskie”. Wydawcą i pierwszym redaktorem naczelnym był Bernard Milski.

Close