JÓZEF BIENIASZ

Obraz społeczeństwa pomorskiego w XI i XII w. (cz. II)

II. Możnowładztwo

Badania znakomitych znawców średniowiecza polskiego prof. Tadeusza Wojciechowskiego i zwłaszcza prof. Kazimierza Tymienieckiego wykazały, że w zaraniu naszych dziejów najważniejsze miasta polskie, jak siedziby książąt, biskupów oraz centra administracyjne, cechuje znaczna decentralizacja pod względem społecznym, prawnym oraz własnościowym. Znajdowały się tu domy i posiadłości księcia, możnowładztwa, duchowieństwa i rycerstwa, ale nigdzie nie udało się w nich stwierdzić kupców czy rzemieślników o charakterze zawodowym nieszlacheckiego pochodzenia. Rzemieślnicy tworzą w tym czasie specjalne osady, które otrzymują nazwę od uprawianego rzemiosła, w obrębie wielkiej własności.

Właśnie w miastach pomorskich XI i XII. w., które są nam stosunkowo dobrze znane ze źródeł współczesnych, możnowładztwo odgrywa decydującą rolę. Jest to bowiem ciekawem zjawiskiem tych czasów, że szlachta i możni nie budują sobie obronnych zamków i wspaniałych rezydencyj zdala od miast wśród swoich posiadłości ziemskich, jak to ma miejsce pod koniec średniowiecza i w czasach nowożytnych, ale skupiają się właśnie w obrębie miast.

W parze z tym zjawiskiem pozostawały także zajęcia klasy możnych, którzy z całym zapałem i zamiłowaniem oddawali się handlowi morskiemu, łączącemu się zazwyczaj z korsarstwem. Dzięki tym wyprawom korsarskim gromadziły się w grodach pomorskich niesłychane bogactwa i skarby, których sława docierała tak daleko. Stąd o mieście Wolinie, leżącem u ujścia Odry, krążyły już w relacjach X w. istne legendy, sławiące je, jako najpotężniejsze i najbogatsze miasto w Słowiańszczyźnie Zachodniej. I rzeczywiście ze źródeł poznajemy takich korsarzy-potentatów. Joszak Wierczach, najzuchwalszy z korsarzy szczecińskich, który „gloria et diviciis” jaśniał wśród wszystkich Szczecinian, w swoich łupieskich wyprawach docierał aż do Danji i w jednej z takich wypraw dostał się do niewoli Duńczyków.

O potędze gospodarczej możnych rodów w miastach pomorskich może świadczyć fakt, że w Kłodonie, po wymordowaniu i wzięciu do niewoli najmożniejszych w jednej z wypraw Bolesława Krzywoustego, nastał zupełny zastój gospodarczy i handlowy, bo reszta ludności była uboga, pozostając w zawisłości gospodarczej od szlachty.

Jakkolwiek najmożniejsze rody mieszkały w samych grodach, przecież duże zyski ciągnęły też z rozległych posiadłości ziemskich, rozciągających się w ich pobliżu. Zarządzali niemi pełnomocnicy przy pomocy wielkiej ilości służby i czeladzi. Na wielką skałę uprawiano zwłaszcza hodowlę koni, a jakość ich i ilość decydowała o zamożności danej jednostki. Toteż niezwykle uderzył wyobraźnię kronikarza Herborda fakt, że w Kamieniu mieszkała pewna wdowa, której mąż za życia był tak potężny, że otaczał się orszakiem 30 jeźdźców. Był to wypadek tembardziej godny podziwu, że normalnie nawet najbogatsi (principes et capitanei) wyruszali na wyprawy wojenne w towarzystwie tylko jednego lub dwóch klientów na koniach. Przeważna zaś część szlachty obywała się zwykle bez giermka, wożąc wszystko na jednym koniu. Trzeba jednak zaznaczyć, że, według źródeł, konie, któremi posługiwano się wówczas na Pomorzu, były szczególnie wielkie i silne. Mimo wszystko orszaki nawet najpotężniejszych magnatów nie mogły się równać z drużyną takiego n. p. księcia Warcisława, który biskupa Ottona witał na granicy swego państwa z oddziałem 500 jeźdźców.

Warstwa szlachecka nie przedstawiała się jednak jednolicie co do znaczenia i zamożności poszczególnych jednostek. Obok potężnych przywódców rodowych, jak Niedamir, najmożniejszy wśród Wolinian, który dla orszaku biskupa Ottona dostarczył trzy duże okręty obładowane żywnością lub Misław z Chozegowej, który występuje tu zupełnie, jak udzielny pan, tytułowany w rozmowie nawet „dux”-książę, widzimy znaczny zastęp średnio zamożnej szlachty, nie mogącej rościć sobie nawet pretensji do zajmowania czołowych miejsc. Hierarchiczność poszczególnych rodów rzuca się tu od razu w oczy.

Obok czynników materjalnych znaczenie najwybitniejszych jednostek wśród możnowładztwa opiera się także w dużej mierze na liczebności i spoistości ich rodów. Nie tak łatwo mógł się ktokolwiek zmierzyć z potęgą Domasława (wspomniałem o nim w poprzednim artykule), którego krewni i współrodowcy zamieszkiwali bardzo znaczną część Szczecina, a sama służba domowa liczyła ponad 500 osób. Z takimi prawie udzielnymi satrapami, musiał się liczyć nietylko panujący książę, zasięgając ich rady w ważnych sprawach na „wiecach” ale w jeszcze wyższym stopniu była od nich zależna reszta ludności. Toteż mieszkańcy Pirzyc oświadczyli wysłannikom misyjnym, że nie mogą przyjąć nowej wiary bez zgody swojej starszyzny, którą tworzyło miejscowe możnowładztwo.

Należy jednak stwierdzić, że ta warstwa najmocniejszych nie stanowiła jeszcze w tym czasie kasty wyodrębnionej od reszty społeczeństwa na podstawie pewnych zwyczajów prawnych. Należeli tu zapewne dawni udzielni dynaści szczepowi, których władza zmalała zczasem bardzo, odkąd kosztem ich wzrosła potęga zwierzchnich książąt. Ograniczając ich jednak faktycznie w zakresie udzielności władzy państwowej, pozostawili ich zwierzchni książęta przy dawnych honorach oraz zasobach materjalnych, by nie tworzyć z nich sobie nieprzejednanych wrogów. Obok pierwiastka tradycyjnego miał tu może jeszcze większe znaczenie pierwiastek materialny, który bez większych zapewne trudności otwierał drogę na szczyty społeczne jednostkom zbogaconym, chociażby bez tradycji rodowej. Służba w drużynie księcia i częste wyprawy wojenne dawały dwie możliwości dalszego bogacenia się tej warstwie, która wojnę traktowała, jako główne rzemiosło.

Obok rodów najmożniejszych można w tym czasie wyróżnić także szlachtę średnio zamożną, zajmującą od poprzednich niższe miejsce w hierarchji społecznej, określoną często w źródłach, jako „mediacres”. Nie mogąc wspiąć się wyżej spowodu ograniczonych zasobów materjalnych, cieszyła się ona mimo wszystko dosyć dużem znaczeniem u reszty ludności.

Trzecią wreszcie warstwę szlachty stanowił element najuboższy, mało gospodarczo samodzielny, wysługujący się możniejszym w charakterze dworzan lub przybocznych towarzyszów broni. Ta dosyć wielka rzesza klientów, żyjąca na łaskawym chlebie swych panów-protektorów, przypominała żywo stosunki rzymskie z ich ustrojem rodowym. Na ich określenie utarła się później w źródłach polskich doskonała nazwa „chlebojedźców”.

Na zakończenie warto jeszcze zaznaczyć, że wiele z czołowych jednostek wśród możnowładztwa Pomorza Zachodniego, nie mówiąc o Pomorzu Wschodniem, znało już przed wyprawami misyjnemi z początkiem XII w., wiarę chrześcijańską. Sam książę Warcisław, znalazłszy się w młodości, jako jeniec na dworze merseburskim w Niemczech, przyjął chrzest, podobnie było z wspomnianym Niedamirem, który wychrzczony już dawniej w Saksonji, pozostał nadal potajemnie chrześcijaninem. Dlatego właśnie akcja misyjna biskupa Ottona, mając często poparcie jednostek najmożniejszych, nie napotykała nigdzie na zbyt wielkie trudności.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close