Zima w porcie

BEZ ŚNIEGÓW I MROZÓW. – ZMARZNIĘTA ENERGJA LUDZKA. – BŁOGOSŁAWIEŃSTWO PRACY. CHARAKTERYSTYCZNE CECHY PORTÓW POLSKICH GDAŃSKA I GDYNI. – W PORCIE WĘGLOWYM PRAGNĄ DESZCZU, A W PORCIE ZBOŻOWYM KLNĄ, GDY SPADNIE KROPELKA. – WRACAMY DO MIASTA.

Szkwał! Porywa z powierzchni kropelki wody i osadza drobnym pyłem na twarzy… Mdły smak słonej wody morskiej czuć wyraźno w ustach.

Zima na wybrzeżu ma swój specyficzny charakter. Ostre mrozy i śnieg rzadkimi są gośćmi. Aż dziw bierze kiedy człowiek, znając kontynentalny klimat „wnętrza” Polski, porówna z czysto morskim, wybrzeże nadbałtyckie.

Temperatura w okolicach zera, dnie dżdżyste i b. silne wiatry składają się na obraz tutejszej zimy. Przykra dla ludzi ma jednak ona i dobre strony. Ruch w obu polskich portach Gdyni i Gdańsku nie paraliżują trudności.

Tak się już jakoś składa, że ludzie w zimie ruszają się ospałej, leniwiej, nie widać tej energji w ruchach, która wiosną i latem, zmienia człowieka w akumulator, naładowany energją potencjonalną, która szuka tylko ujścia, aby przekształcić się w czyn.

Tak też i sylwetka portu nabiera jakiejś ospałości; krany wolniej się obracają, parowozy jakby odrabiając pańszczyznę, podsuwają wagony, a ludzie – ludzie czekają końca swojej pracy, aby w ciszy i cieple domu własnego pokrzepić ducha i ogrzać przewiane na wskroś ciało.

Jednak nim ta chwila nadejdzie trzeba nieść centnarowe worki, których ciężar może pierwszy raz stauerman błogosławi, bo wysiłek przy noszeniu ich mięśnie i ciało rozgrzewa. W porcie węglowym ruch jak zwykle dość duży. Krany skrzypią, transportery niemiłosiernie trzeszczą, jakby skarżąc się na ból swoich stalowych mięśni, naciąganych w nieskończonym wysiłku i żmudnej pracy.

Przypatrując się tym urządzeniom nieco bliżej widzimy przed sobą całą rewję kranów. Rzuca się tu w oczy różnica między „ewolucyjnym” portem Gdańskim a „rewolucyjnym” Gdyńskim.

Gdańsk kształtował się poprzez lata całe i kryje w sobie szereg urządzeń przeładunkowych zupełnie nie „modern”, które są pozostałościami minionego czasu. Gdynia wybuchła. W jednej chwili wynurzyło wybrzeże polskie z siebie port, który chociażby z racji swojej młodości, posiada organizm i strukturę młodą i nowoczesną. Jednakże nie znaczy to, żeby Gdańsk nie posiadał także udoskonaleń nowych. Wprost przeciwnie. -Władze portowe, dbając o sprawność przeładunkową, zaopatrzyły nadbrzeża w najnowsze urządzenia, które nawet oczom laika łatwo odróżnić od „przebrzmiałych”.

Ale wśród tych „przebojów” świata techniczno-mechanicznego, zawsze najważniejszą rolę gra mechanizm odwieczny, stary jak świat – człowiek. Siedząc gdzieś, tam na górze kieruje ogromnemi łapami kranu, który pełnemi garściami, przerzuca węgiel z niekończącego się nigdy sznuru wagonów do zachłannie otwartego wnętrza okrętu.

Praca robotników zatrudnionych przy przeładunku węgla jest ogromnie ciężką, zważywszv warunki w jakich się odbywa. Tumany pyłu węglowego unoszą się dookoła; przenikają roboczy drelich, ubranie dochodzą do skóry i osadzają się w najdrobniejszych porach. Osiadają na twarzy, ustach, trzeszczą w zębach, drapią gardło i docierają wreszcie do płuc. Dalej już nie mają potrzeby iść, bo tu mają największe możliwości niszczenia.

I dzielnica węglowa jest jedynym zakątkiem całego portu, gdzie ludzie oczekują z niecierpliwością deszczu. Chroni on bowiem od tych żrących ziarenek biedne piersi ludzkie. Z dobrym uśmiechem witają robotnicy drobne kropelki dżdżu, któro porywają z sobą na ziemię kłęby drobnego piasku węglowego, unoszącego się niczem z krateru z każdej luki okrętowej.

Opuszczamy gdański port węglowy z obrazem czarnych ludzi których wargi nawet pokrywała skorupa zaschniętego pyłu węglowego.

Kanał skręca w lewo, siadamy na prom, który przewozi nas w dzielnicę portu zbożowego. Tutaj ludzie klną ten sam deszcz, który inni paręset metrów dalej błogosławili. Ale zboża nie można „na mokro” przeładowywać. Więc czeka się, a długie szyje rynien, któremi sypie się zboże ze śpichrza na okręty, wyciągnięte są ku niebu, jakby wyglądały słońca.

W tem miejscu kanał kończy się. O krok jest gruene Bruecke, Lager Markt, Langgasse, jednem słowem miasto w swojej brudnej i szare i szacie zimowej.

Pr.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close