Stanisław Pagaczewski

Kwiaty na bagnetach!

(od naszego specjalnego wysłannika)

Cieszyn w dniu 02 października 1938 roku

Cieszyn w dniu 02 października 1938 roku (źródło: www.polona.pl)

Krakowski dworzec w dniu 2 października o godzinie 5 rano jest dziwnie ożywiony. Kasy wydają wielkie ilości biletów do Cieszyna. Na wszystkich twarzach znać radosny nastrój i przeczucie niezapomnianych chwil. Jest pochmurno ale ciepło. Pociąg rusza. Jedziemy do Cieszyna, aby być swiadkami historycznej chwili wkroczenia wojsk polskich na ziemię powracające w granice Rzeczypospolitej. Rozmowy toczą się wokół szczęśliwego uniknięcia wojny i mających nastąpić wydarzeń. Panuje nastrój wesoły, wszystkie twarze są uśmiechnięte. Stacje kolejowe udekorowane zielenią i sztandarami. W Bielsku wsiada do pociągu bardzo dużo ludzi. Zajmują również miejsca oddziały wojsk pancernych. Na niebie pojawiają się pasma błękitu. Granatowe szczyty górskie dymią się mgłami.

W pociągu brzmią pieśni żołnierskie. Widoki stają się coraz piękniejsze. Na polach widać kolumny czołgów i oddziały łączności. Wszystko w kwiatach.

CIESZYN.

W cieszyńskich kościołach biją dzwony – wieszcząc starej ziemi piastowskiej chwilę wyzwolenia Śląska Zaolzańskiego. – Od razu wyczuwa się niecodzienny nastrój. Ulice przepełnione są ożywionymi i uśmiechniętymi ludźmi. Wychodzę na rynek i kieruję się do hotelu Pod Jeleniem – hotelu, który stal się słynnym w ostatnich dniach. – Tu jest siedziba Komitetu Walki o Śląsk, Komitetu pomocy uchodźcom oraz kwatera prasowa. Wszędzie wre ogromny ruch.

Cieszyn październik 1938

Uroczystości po wkroczeniu wojsk polskich do Cieszyna (źródło: www.polona.pl)

Tymczasem na rynku zbierają się tłumy na wiec, który się zacznie o godzinie 11. Nie zatrzymując się na wiecu dążę szybko ku granicy – ku mostom na Olzie. Oto most Jubileuszowy. Bariera po stronie polskiej spuszczona. Obok stoi policjant. Po przeciwległej stronie mostu jeżą się jeszcze zapory z drutu kolczastego. Ulica biegnie w głąb b. „czeskiego” Cieszyna. Na jego kamienicach powiewają już polskie chorągwie. Dostrzegam sylwetki polskich policjantów.

Idę teraz wzdłuż Olzy ku drugiemu mostowi położonemu opodal zamku… Olza płynie spokojnie i cicho – rozlewa swe płytkie wody po kamykach. Tędy to od kilkunastu dni noc w noc przebiegały grupki odważnych Polaków, pragnących porzucić kraj ucisku i niewoli i przedostać się w granice ojczyzny. Tutaj grzechotały strzały karabinowe żandarmerii czeskiej i bojówek, tam na drugim brzegu skromnej rzeczki rozlegały się detonacje ręcznych granatów. Polacy zza rzeki walczyli o wolność. A mieszkańcy polskiego Cieszyna oka noc w noc zmrużyć nie mogli. Odgłosy walk, jakie toczyły się tak blisko nich i w których padali synowie Rzeczypospolitej pragnący wolności, nie pozwalały im spać spokojnie, nie pozwalały mysleć o własnych wygodach i przyjemnościach.

Idę brzegiem niepozornej Olzy i myślę, że już za parę godzin rzeczka ta znajdzie się w granicach Polski. I jakieś ciepło zalewa mi piersi. – Słuszna sprawa zwycięża!

Most graniczny obok zamku oblężony jest już przez publiczność. Po stronie „czeskiej” kilkunastu ludzi rozpina nad ulicą wielki transparent. – Czytam: „Witajcie! Od dziś wiecznie razem!”

Cieszyn 02.10.1938

Piechota polska wkraczająca do Cieszyna (źródło: www.polona.pl)

W powietrzu panuje nastrój oczekiwania. Jest dopiero godzina 11.20, a już przy ulicach, którymi pomaszerują oddziały armii polskiej, by objąć cały Cieszyn we władanie – zbierają się tłumy. Rosną one w szybkim tempie po zakończeniu wiecu na rynku. Chodniki, trawnika, cokół pomnika poległych powstanców – wszelkie w ogóle miejsce, gdzie można stać lub siedzieć, wypełnia się rozgorączkowanym tłumem. Jest oczywiście cała ludność polskiej części Cieszyna – i przyjezdni. Niektórzy nadciągnęli nie byle skąd, bo nawet z Gdyni, znad morza. Wyruszyli oni natychmiast po usłyszeniu historycznego komunikatu. Są przedstawiciele wszystkich ziem polskich – przyjechali kolejami, motocyklami, rowerami – przyszli piechotą. Wszystko co żyje jest dziś w Cieszynie.

Zdobywam dogodny punkt obserwacyjny z którego mam widok na drugą stronę mostu. Rosną w szybkim tempie wysokie maszty, które zakwitają biało-czerwonymi sztandarami.

POLACY I CZESI.

Polskie sztandary na ziemi czeskiej! Jak wolno mijają godziny i minuty. – Chcielibyśmy już, chcielibyśmy zaraz. Mijają kwadranse. Jakże daleko do historycznej drugiej godziny. We wszystkich oknach głowy ludzkie. Nawet na dachach siedzą zapaleni widzowie. Ruch samochodowy rośnie, porządek utrzymują rezerwy policji. – Wszystko idzie sprawnie. Nagle przerywa powietrze potężny warkot. Lecą bojowe samoloty. Tłum szaleje. Czapki i kapelusze lecą w góre. „Niech żyją polscy lotnicy!” W tej chwili jest godzina 12.20. Głowy zwracają się nagle ku zamkowi, z którego wychodzi grupa czeskich oficerów otaczająca generała Hrabczoka. Idą w towarzystwie wyższych oficerów polskich… Z niezbyt wesołymi twarzami zmierzają ku mostowi. Nagle tłum poczyna bić brawo i wznosić przyjazne okrzyki.

Polacy nie żywią do Czechów nienawiści. Sprawa została pomyślnie załatwiona, więc nic nie stoi na przeszkodzie nawiązaniu bliższych stosunków. My Polacy nie umiemy długo żywić urazy. Oficerowie czescy rozglądają się z niedowierzaniem, a po tym na ich twarzach pojawia się uśmiech wdzięczności. Przeszli. Zamilkł „ogień” aparatów fotograficznych uwieczniających tę chwilę.

Godzina 12.25, Do Cieszyna wjeżdza samochód ciężarowy z Polakami zza Olzy. Zrywa się huragan oklasków i okrzyków. Przed mymi oczyma migają czerwone i spocone z wrażenia twarze, chwieje się las rąk, wznoszą się kapelusze.

Godzina 13. Polacy „zdobywają” Cieszyn. Duże grupy Polaków przedarły kordon i przebiegły na tamtą stronę.

Tymczasem operatorzy filmowi puszczają w ruch swe aparaty. Przyjeżdza samochód Polskiego Radia, podniecenie rośnie.

Wreszcie nadeszła oczekiwana godzina. Zatrzymuję oddech. Przede mną toczy się koło historii! Chwila stężała w oczekiwaniu. I nagle szał ogarnia tłumy. Oddziały Obrony Narodowej na rowerach wjezdzają na most. Wszyscy pragną to widzieć tłoczą się i popychają, wszystkie oczy utkwione w most. – Teraz tam wybucha burza okrzyków.

CIESZYN JEST NASZ.

Cieszyn październik 1938

Uroczystości z udziałem min. marsz. Edwarda Rydza-Śmigłego oraz gen. Władysława Bortnowskiego (źródło: www.polona.pl)

Następnie idzie piechota w szyku bojowym. Okrzyki biją w niebo, po którym przesuwają się szybko sylwetki samolotów. Dalej ciągną oddziały łączności. Tłum skanduje: „Czołem armia!” Serca się palą. Niech żyje armia narodowa! Niech żyje zjednoczony Śląsk!

Nagle zjawiają się stalowe potwory. Jadą czołgi. Entuzjazm sięga szczytu. Ziemia drży od ciężaru, powietrze napełnia słodka woń spalin. Jadą całe szeregi wielkich, dwuwieżowych, czołgów. Za nimi posuwają się nieco mniejsze, jednowieżyczkowe ale niemniej groźne. Chrypnę od okrzyków – ale krzyczę wraz z tysiącami innych, wymachuję kapeluszem, na twarz bije mi gorąco.

Jeszcze wczoraj ludność Cieszyna żyła pod groźbą wojny. Przezorniejsi i trwożliwsi mieszkańcy spędzili noc z piątku na sobotę w piwnicach. Światła były pogaszone, samochody posługiwały się niebieskimi reflektorami. Radość z powodu tak pomyślnego zalatwienia sprawy wylewa się teraz niepowstrzymaną falą okrzyków i braw.

Gdyby teraz jakis komunista krzyknął: „Precz z armią!”, tłum rozszarpałby go na strzępy.

W „CZESKIM” CIESZYNIE…

Przeszedłem most na Olzie, podczas gdy w dalszym ciągu do „czeskiego” Cieszyna napływają polskie wojska. Mijam opustoszałe budki celne (w tym czeską zupełnie zdemolowaną) i wkraczam na swieżo przemianowaną ulicę im. Marszałka Piłsudskiego. Na wszystkich tabliczkach orientacyjnych zamalowano starą nazwę.

Co jednak z miejsca uderza w oczy, to ogromne afisze polskie, czeskic i niemieckie, którymi miasto jest oblepione. „Manifest Komitetu Walki o Śląsk”, „Sudetendeutsche! „, „Manifestacni verejny projev” (publiczna manifestacja) podpisany przez „wspólnotę czeskosłowackich stronnictw demokratycznych”.

Słyszę wokół siebie głośne powitania: „dzień dobry w Polsce!” Wchodzę do znajomej restauracji. Pełno Polaków. Bytem tu kilka lat temu. Teraz właściciel Czech, stara się jak najpiękniej mówić po polsku. Popijam herbatę, aby orzeźwić wyschnięte od okrzyków gardło. Po tym wychodzę na ulicę.

Wojsko jedzie w dalszym ciągu. Duże grupy Polaków manifestują na jego cześć. Ludzie nieznani sobie ściskają się z radości. – Padają serdeczne okrzyki: „Kochane chłopaki, jak się macie”. Kwiaty lecą jak grad. Są wszędzie – na bagnetach, na tornistrach, na szarych hełmach, na koniach i armatach. – Dziewczęta podają żołnierzom i oficerom piękne bukiety jesiennych dalij i astrów. Oddziały idą po kolorowym od zgniecionych kwiatów bruku.

Czesi stoją w milczeniu spoglądając na polskie wojska. Gdzieniegdzie wychyla się z okna nieśmiało twarz żydowska. Polacy wymachują rękoma, czapki i kapelusze lecą w górę.

Wojska polskie do późnej nocy zajmowały Cieszyn. Część wojsk udała się natychmiast w dalszą drogę ku Frysztatowi i Cierlicku. Szereg oddziałów wkroczył do miasta także przez most Jubileuszowy.

Na „czeską” stację kolejową zajeżdzają pociągi wojskowe. Żolnierze stając na platformach wymachują rękami w odpowiedzi na serdeczne owacje publiczności zgromadzonej w kawiarniach „Śląskiego Domu” i luksusowego hotelu polskiego „Polonia”. Piszę te słowa przy stoliku w Polonii, który „wywalczylem” z niebylejakim trudem. Orkiestra gra wiązankę pieśni ludowych i Zołnierskich. Publiczność śpiewa. Ludzie t. zw. poważni, siwi i t.d. entuzjazmują się niegorzej od młodzieży – wszędzie pełno oficerów będących „bohaterami dnia”.

W ATMOSFERZE RADOŚCI…

Polacy objęli cały Cieszyn w posiadanie. W mig wykupiono cały zapas pocztówek i znaczków czeskich. Filateliści gonią z roziskrzonymi oczyma pokazując znajomym kartki czeskie z napisem: Czeski Cieszyn, z czeskim znaczkiem, ale ostemplowane pieczęcią polską: „Śląsk zaolzański wrócił do Polski”.

Przed gmachem odbyła się wieczorem podniosła manifestacja. Tłumy odśpiewały Rotę i Hymn narodowy. W czerwonym blasku neonów zastygł las rąk wzniesionych w czasie śpiewu ku górze. Tymczasem na dworcu panuje ruch. Odjeżdzają w dalszą drogę pociągi z wojskiem. Drogie polskie mu sercu Cierlicko jest już nasze. Żwirko i Wigura spoczywają w polskiej ziemi!

Całe miasto kipi od gwaru i ruchu. Orkiestra w hotelu Pod Jeleniem gra te same piosenki, co orkiestra w Polonii. Publiczność śpiewa „Warszawiankę”. Na rynku toczą się wesołe walki o miejsca w przepełnionych autobusach. Ulicami ciągną jeszcze szeregi piechoty; dziesiątki motocykli i samochodów budzi echa w cichym zwykle i spokojnym mieście.

Dziennik informacyjno-publicystyczny o orientacji narodowej i katolickiej, wydawany w Krakowie w latach 1893–1939. Po zmianie właściciela w latach trzydziestych stał się gazetą prorządową. Od stycznia 1939 roku jego redaktorem został Jerzy Turowicz, późniejszy redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego”.

1 komentarz

  • RetroPRESS.pl 22 lipca 2014 at 09:11

    Mała ciekawostka: Stanisław Pagaczewski czyli autor tego reportażu to późniejszy autor przygód Baltazara Gąbki i kawaler Orderu Uśmiechu. Miał wówczas (w momencie pisania reportażu) dopiero 22 lata.

  • Close