Rokosz Józefa Piłsudskiego

Rokoszaninem był Juljusz Cezar, rokoszaninem był Napoleon i rokoszaninem był Mussolini. Każdy z tych mężów stanu przechodził przez swój Rubikon, każdy rzucał, albo gotów był rzucić swoje wojska przeciw wojskom rządowym i żaden z nich nie wahał się przed „kurzem krwi bratniej”. Ale jednocześnie każdy wiedział, że w chwili rozpoczęcia wojny domowej trzeba wziąć całą odpowiedzialność na siebie, to znaczy, stać się albo „Ojcem Ojczyzny”, albo „zbrodniarzem”.

Przewrót majowy 1926 roku

Ojcem Ojczyzny staje się rokoszanin tylko wówczas, gdy łamie prawa złe w dobrej chwili. To znaczy: Ojczyznę pożera anarchja. Oszalałe żywioły niszczą stan ekonomiczny kraju. Nieuczciwi prokonsulowie nabijają własne, a nie państwowe kabzy groszem wyciskanym z rujnowanych prowincji. Jak grzyby po deszczu, wyrastają wodzowie partyjni, po Marjuszach Sulle, a po Sullach Marjusze. Ale jednocześnie Państwo ma na tyle potęgi, że może wytrzymać próbę ogniową. Wówczas rokoszanin twórczy musi sobie postawić jeszcze dwa pytania: czy wojsko jego pójdzie wyłącznie za jego osobą, czy też za hasłami socjalnemi, których on, wódz, jest przedstawicielem, i czy wojsko rządowe jest w dostatecznym rozkładzie, ażeby uderzywszy w nie, uderzyć nie w wojskową cnotę, ale w wojskowe próchno. Po tym rachunku obywatelskiego sumienia twórczy rokoszanin musi zrobić plan natychmiastowego działania po zwycięstwie. A więc, musi być negatywem w stosunku do przedrokoszowego pozytywu i na odwrót. Co było białe musi uczynić czarnem, a co było czarne, musi uczynić białem. Jeżeli armja rządowa była w rozkładzie, to bierze ją za łeb swoją armją. Jeżeli administracja państwowa pożerała dochody państwowe, to przeprowadza redukcję administracji, w razie konieczności pod swojemi bagnetami. Jeżeli warsztatom pracy grozi zniszczenie, to zapewnia im zbrojne bezpieczeństwo. Jednem słowem: nie waha się przed najboleśniejszą operacją, w razie oporu ze strony pacjenta operuje go gwałtem, ale nigdy nie kaleczy zdrowego ciała. Twórczy rokoszanin musi być chirurgiem, nie wolno mu być rzeźnikiem.

Jeżeli pod tym kątem rozpatrzymy wartość obecnego rokoszu, to uczynimy Józefa Piłsudskiego odpowiedzialnym nie za bunt, ale za jakość buntu. Przedewszystkiem postawimy sobie pytanie, czy państwo polskie stać na próbę ogniową wojny domowej? Sądzę, że nie. Skarb pusty, kredyt zniszczony, bezrobocie, granice zachodnie poważnie zagrożone, terror „ulicy” rozpętany. Na razie wystarcza. Na wojnę domową musi ktoś dać pieniądze, oczywiście we własnym interesie. A kto? – Bardzo proste: albo Anglja za cenę wojny z Rosją, czyli za cenę ochronienia Anglji przed sowieckimi wpływami – albo toż Rosja, za cenę bolszewickiej rewolucji. W pierwszym wypadku utracimy Śląsk i Pomorze w zamian za „wolne ręce na wschodzie” -utracimy polskie, bogate prowincje, a otrzymamy sporą dozę „sfederowanych” i obskubanych mniejszości narodowych, w drugim zaś wypadku otrzymamy mandat, dany Niemcom przez przerażoną (powiedzmy) tylko Anglję, który będzie brzmiał: zlikwidować Polskę.

Obym był fałszywym prorokiem!

Co się zaś dotyczy przymusowej operacji, mam wrażenie, ze Józef Piłsudski operuje wyłącznie zdrowe ciało naszego społeczeństwa. Polskę zagwoździla Moraczewszczyzna. Polskę zabiła ordynacja wyborcza. Czy Piłsudski po zwycięstwie Moraczewszczyznę wytnie? Czy jego armja i przez niego uzbrojona ulica stanie przy nim, skoro (jak to zawsze bywa) dyktator Piłsudski będzie musiał zacząć od rozbrojenia i poskromienia tej ulicy? Czy dyktator Piłsudski będzie mógł spełnić nadzieje tych, którzy zatrzymywali pociągi i zmuszali burżujów do zdejmowania kapeluszy przed czerwonym sztandarem? A jeśli nie potrafi? To cóż wtedy? Zapytuję co wtedy?! – Zawód, gniew, rozpacz. – Z gniewu zrodzi się faszyzm, z rozpaczy komunizm i te dwie współczesne moce wezmą się w Polsce za bary. Przewidział to obecny rząd i postanowił obie moce w proch zetrzeć. Zamiar swój wykona, jeżeli program Polski socjalistycznej okaże się programem wykonalnym. Śmiem wątpić.

A teraz rzućmy oskarżenie. Legalizowanie zamachu stanu jest początkiem tragicznego końca. Nie łamie się przysięgi na Konstytucję, ażeby po przelewie krwi przysięgać na tę samą Konstytucję. Nie dzieli się wojska na dwa wrogie obozy, ażeby sięgnąć po tekę ministra wojny. Nie staje się na baczność przed „wolą narodu”, skoro się przeciw niej wytoczyło armaty.

Jeżeli Józef Piłsudski doszedł do wniosku, że Sejm i z niego poczęty rząd gubi Ojczyznę, to powinien był rozpędzić Sejm na cztery wiatry. Jeżeli natomiast uznał nietykalność Sejmu za dogmat, to powinien był pamiętać, że prowadząc swoje pułki na Warszawę, wymierzył policzek narodowi.

Więc nie za rokosz, ale za skutki rokoszu odpowie Piłsudski przed historją.

K. H. Rostworowski.

Dziennik informacyjno-publicystyczny o orientacji narodowej i katolickiej, wydawany w Krakowie w latach 1893–1939. Po zmianie właściciela w latach trzydziestych stał się gazetą prorządową. Od stycznia 1939 roku jego redaktorem został Jerzy Turowicz, późniejszy redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego”.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close