Żydowska lichwa wśród Hucułów

Ruski dwutygodnik Hromadskij Hołos, organ radykalnej partji, zamieścił w 23 numerze artykuł, p. t. : „Żywe obrazki huculskiej nędzy”. Czytamy w nim wprost przerażające wiadomości o żydowskiej lichwie, nie, to za słabo powiedziano, o żydowskim rozboju między Hucułami i o niewytłómaczonem postępowaniu władz względem żydowskich pijawek z jednej strony, a o ciemnocie i nieporadności samego ludu z drugiej strony. Zwracamy na ten artykuł szczególną uwagę naszych posłów, może oni będą w stanie dopomódz biednym nędzarzom. Artykuł przedrukowujemy, zostawiając całą odpowiedzialność za prawdziwość podanych faktów redakcji Hromadskiego Hołosu. Artykuł ten brzmi:

„Dnia 26 listopada b. r. zjawili się w naszej redakcji trzej Huculi z gór za Kosowem: Fedir Kumłyk Mitajluk, z Górnego Jaseniowa, Semen Palijczuk, z Żabiego i Fedir Boćwinok vel Rokiszczuk-Dżygluk, z Górnego Jaseniowa; dwaj już siwi, a wszyscy trzej prawie starcy, nędzni, pożółkli i zczerniali z biedy i troski – rzeczywisty obraz huculskiej nędzy – chociaż to obywatele wolnego państwa, a jeden z nich dostał nawet medal za jego obronę… Podajemy ich opowiadania, może znajdzie się jaka dusza między wysokimi urzędnikami, albo posłami, któraby zajęła się ich dolą i dolą takich tysięcy, jak oni. Dodamy, że wszyscy trzej byli w Wiedniu, a ze Lwowa muszą wracać do domu piechotą, gdyż nie mają pieniędzy na kolej…

I. Fedir Kumłyk Mitajluk. Ja wziąłem u Szmila Gelda trzy korce kukurudzanej mąki. Ja od niego odstąpiłem, gdyż mnie oszukał, dając zamiast sześciu „gełetek” (miarek) na miarę, mierzył mąkę na wagę i tam było tylko 3,5 „gełetki”. On zaskarżył mnie do sądu o pieniądze za tę mąkę. W sądzie pytał mnie adjunkt Okoman, ile ja winien. Odpowiedziałem, że 18 złr. i że te pieniądze oddam. Adjunkt powiedział, że ja winien żydowi 200 złr. Ja chciałem, by przysiągł, ale adjunkt nie chciał dać ani mnie, ani żydowi przysięgi. Nareszcie poczęli mnie także inni urzędnicy naglić i ja obiecałem oddać żydowi tych 200 złr. za dwa lata. Jeszcze brakowało do terminu trzech miesięcy, a ja te pieniądze już spłaciłem. Pieniądze te spłacałem ratami. Gdy zapłaciłem ostatnią ratę, chciałem, by mi żyd oddał sądowy wyrok. Ale on oddać nie chciał, tylko powiedział, by mu przynieść jeszcze 50 złr., a on odda wyrok; ja nie chciałem dać pieniędzy, a on nie chciał dać wyroku bez pieniędzy. Wtenczas poszedłem do adjunkta, Okomana, prosić, by rozkazał żydowi wydać wyrok, ale adjunkt powiedział, bym dał żydowi 50 złr. Naczelnik sądu powiedział to samo. Skoro począł się trzeci rok, przyniosłem żydowi 50 złr., a on mi dał kwit, że ja mu nic nie winien. Lecz wyroku nie dał, gdyż chciał, żebym mu przyprowadził pisarza, aby ten wziął u niego wyrok. Pisarza nie było, Geld nie oddawał wyroku i tak zwlekał ze mną rok, a wyrok sprzedał Ickowi Cechnerowi na Monastyrskiem koło Kosowa. Ja poszedłem do Icka, przyprowadziłem Szmila, pokazałem Ickowi kwity na dokaz, że pieniądze oddałem. Żydzi poczęli kłócić się, nareszcie Geld oddał Ickowi 160 złr., a Icek za niedodanych 40 złr. podał mnie na komisję.

Taksatorzy jaseniowscy ocenili mój majątek tylko na 500 złr., chociaż był wart 4000 złr. a zagroda 1000 złr. Na licytacji, o której nawet nie wiedziałem, sprzedano mój mąjątek za 692 złr. żydom; 200 złr. wziął Cechner, a reszta została się dla mnie w depozycie, bym sobie ją odebrał. Lecz ja nie brałem jej dotychczas. Potem przyjechała z sądu komisja, grunt oddała żydowi; mnie z domu wyrzucili, a za cztery miesiące dom spalili. Ja wniosłem do kołomyjskiej prokuratorji skargę na Icka Cechnera za oszustwo, a prokuratorja odpowiedziała dnia 13 czerwca 1899 roku, że po rozpatrzeniu sprawy, nie widzi potrzeby prześladować sądownie Icka Cechnera. Oprócz tego jeździłem tego roku dwa razy do Wiednia. W ministerstwie obiecano mi polecić tę sprawę sądowi. Wołano nas do sądu w Żabiem. Sąd wypytywał się, mówił, że pośle do prokuratorji, ale potem nie przyszło do żadnej decyzji. Tylko ustnie powiedziano mi w sądzie, że prokurator orzekł, iż nie widzi przyczyny poruszać sprawy na nowo. Dodam, że gdy mnie wyrzucali żydzi, to rozbili w obecności żandarma skrzynię i wzięli 40 złr., 3 serdaki, 4 kożuchy, 8 łokci sukna, 60 miar płótna, siatkę na niedźwiedzia za 50 złr., siatkę na wilka za 40 złr., dwie strzelby za 14 i 18 złr., pięknego zboża stratowali na pniu bydłem na 400 złr. użytku. Chatę i budynki gospodarcze żydzi podpalili – i dziesięcioro dzieci i nas dwoje zostało sierotami…

II. Sewen Palijczuk: Wypuściłem w dzierżawę w r. 1872 12 mórg gruntu na 20 lat za 100 złr. Po 20 latach miałem znowu grunt dostać w posiadanie. Odnająłem grunt żydówcę, Esterze Schissel, ale brat męża taj żydówki zbankrutował, za niego zaręczył znowu jego brat, Abramko Schissel i począł mój grunt na nowo używać. Tymczasem ja świadczyłem raz przeciwko niemu za oszustwo, za to chciał się na mnie Abramko zemścić i podmówił lw. Palijczuka, aby ten w czasie mej choroby przedstawił się za mnie i sprzedał grunt. Tak też stało się. Gdy minęło 20 lat, a Abramko nie chciał oddać mi gruntu, rozpocząłem proces. Proces trwał kilkanaście lat, nareszcie przysiągł Abramko, że grunt kupił i mnie zasądzono na 90 złr. kosztów. Za to dałem Abramkowi źrebię za 20 złr, potem ujechałem do Wiednia i tam w ministerstwie obiecano mi, że koszty procesu będą zniesione, a grunt mi zwrócą. Ale z tego nic nie było. A za tych 60 złr. kosztów podali mnie na licytację, zlicytowali majątek, który oceniono na 1136 złr. Aby mnie wyrzucić z chaty, wynajęli verwaltera bar. Balisza z leśniczymi: Mikołajem Łuciukiem Kancelarjukiem, Wasylem Korowczukiem i Iwanem Palijczukiem Andrjowym z Bystrzycy. Oni mnie wyrzucili z chaty, komorę porąbali i spalili, tak samo łóżko ze skrzynią za 12 złr., beczkę do kapusty, dwoje cedrowych wiader za 1 złr. 60 ct., 3 dzierżony pszczół wyrzucili na żydowski grunt, resztę porąbali, spalili i z tego ogień rozniecili.

Fedir Boćwinok vel Rokiszszuk-Dżugluk. Trzynasty rok mija, jak żona odebrała odemnie grunt i swą odzież, i zostawiła mnie; zamieszkała w chacie, którą postawiliśmy na jej gruncie. Do tej pory nie miałem przeciwnika, nikt mnie nie skarżył. Żona zaskarżyła mnie do kosowskiego sądu, abym jej oddał pieniądze za cieliczkę i dawał jej pensję, chociaż ona mnie porzuciła przez to, że ja nie pozwalałem jej wprowadzać do chaty próżnych ludzi, którzy robili mi zbytki, a nawet bili, gdy im groziłem. Kossowski sąd przyznał jej za cieliczkę i pensję, na co ona otrzymała wyroki. Rekursowałem do Kołomyi i tam te wyroki zniesiono. Lecz tymczasem żona ze swym ojcem, Łuc. Danilukiem sprzedała wyroki kosowskiego sądu żydowi Mordkowi Reichmanowi w Jaseniowie i ten żyd poradził, by moja żona i teść rekursowali do Lwowa. Wyższy sąd we Lwowie przyznał mi rację. Tymczasem Mordko Reichmann przeprowadził w nowym sądzie w Żabiem licytację na cały mój majątek i woźny doręczył mi to razem z dekretem lwowskiego sądu. Żyd kupił na licytacji cały mój majątek. Na licytacji nie było nikogo.

Kupił za 180 złr., a wart był 1.500 złr. Wziąłem adwokata z Kossowa, sprowadziłem go do Żabiego, dałem mu wyroki kołomyjski i lwowski; sędzia zwrócił mi kołomyjski wyrok, ale lwowskiego, gdzie mi przysądzono kosztów 6 złr. 36 ct., zatrzymał u siebie. Byłem z Kumłykiem u ministra Jędrzejowicza i minister mnie powiedział, że w Żabiem zwrócą mi majątek. Ale mi majątku nikt nie oddał, gdyż prokuratorja nie znalazła w tem oszustwa. Dodam, że żyd zabrał mi jeszcze chatę i tam mieszka. Gdy zabierano mi chatę, ukradziono u mnie 9 kawałków odzieży i naczynia i to wszystko przepadło. Żona swój majątek sprzedała i poszła żyć na wiarę aż do Dzimbroni pod Czarnogórą…

Palijczuk, pisze Hromadskyj Hołos, wrócił się jeszcze z drogi i do tych trzech opowiadań dodał: „Gdy nie znajdziemy sprawiedliwości u ministrów, to przestaniemy wszystkie urzędy szanować, a w biedzie naszej chyba pójdziemy rabować, to może dostaniemy się do kryminalnego przytułku”.

Tak mówi człowiek z medalem zasługi za obronę austrjackiego państwa. Czyż u austrjackich mężów stanu nie zadrżą serca od takiej rozpaczliwej groźby tych nędzarzy?…

Dziennik informacyjno-publicystyczny o orientacji narodowej i katolickiej, wydawany w Krakowie w latach 1893–1939. Po zmianie właściciela w latach trzydziestych stał się gazetą prorządową. Od stycznia 1939 roku jego redaktorem został Jerzy Turowicz, późniejszy redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego”.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close