Kodeks karny bolszewizmu

Bolszewizm, im dokumentniej bankrutuje w społeczeństwach Europy zachodniej i środkowej, tem głębiej utrwala się w Rosji.

Świadectwem tego utrwalającego się władztwa bolszewickiego na ziemi rosyjskiej, jest świeżo przez sowiety ułożony kodeks karny: znak, że rządy sowieckie od doraźnych dekretów i zarządzeń administracyjnych postanowiły przejść do regulowania życia w drodze ustawodawstwa, opartego na pewnych zasadach ogólnych i obliczonego na dłuższy okres działania.
Jakież zasady przewodnie górują w tem ustawodawstwie?

Bolszewicki kodeks karny

„Prawodawstwo karne Związku Republik Sowiecko-Socjalistycznych – głosi pierwszy artykuł kodeksu – ma na celu obronę rządu włościan i robotników, chroniąc go od czynów społecznie szkodliwych za pomocą karania osób, które czyny te popełniają”.

Już ten wstęp, tak szczery w swej brutalnej wymowie, wyłącza wszelkie dwuznaczniki.

Dla nas, ludzi wychowanych w atmosferze cywilizacji zachodniej, celem prawodawstwa bynajmniej nie jest obrona rządu: celem jego jest obrona współżycia i każdemu zosobna wolności i bezpieczeństwa, uzgodnionego z wolnością i bezpieczeństwem innych.

Różnica, zachodząca w tem pojmowaniu zadań ustawodawstwa, odbija w sobie przepaść dwóch kultur, dwóch światów, dwóch typów organizacji społecznej. W atmosferze zachodniej rząd uchodzi za wykładnik polityczny społeczeństwa i odpowiedzialny bywa przed tegoż społeczeństwa przedstawicielstwem. W Rosji każdorazowy rząd – wczoraj rząd carski, dzisiaj rząd sowiecki – uważa siebie sam za źródło władzy, za autorytet zwierzchni, społeczeństwo zaś za podścielisko dla swych doświadczeń i ambicyj. Dlatego to kodeks kanny, sporządzony w Kremlu, ma stać się nie podstawą pokoju i ładu wewnętrznego w państwie, ale tarczą, osłaniającą wszechmoc czerwonych komisarzy. Służyć ma nie bezpieczeństwu obywateli, ale interesom rządu.

Widać to wyraźniej z artykułów następnych, wyjaśniających znaczenie „czynu społecznie szkodliwego”: przez czyn szkodliwy rozumieć należy wszelki czyn lub uchybienie, skierowane przeciwko organizacji sowieckiej, a polegające na naruszeniu praw, stanowionych przez rząd włościan i robotników w okresie przejściowym do ustroju komunistycznego.

Kodeks bolszewicki stawia nas wobec pewnego rodzaju bałwochwalstwa, które możnaby nazwać bałwochwalstwem państwa: bałwochwalstwem, które nie uznaje żadnych praw osobistych i wydaje jednostkę na łup bezgranicznej zachłanności państwa, a raczej potwornej samowoli rządu. Kodeks, istotnie, przewiduje możność ścigania karnego nie tylko osób, które dopuściły się „czynu społecznie szkodliwego”, ale także i tych, którzy nastręczają niebezpieczeństwo z powodu swej łącznści z żywiołami występnemi, lub też mają za sobą czyny występne w przeszłości.

Pod panowaniem nowego kodeksu nikt tedy nie może być pewny bezpieczeństwa. Przysłowiowa ręka sprawiedliwości zmienia się na gruncie sowieckim w niesamowity organ o tysiącu macek, które każdego, poza jego świadomością i odpowiedzialnością, omotać, owikłać i powalić mogą w sieci nieskontrolowanych zarzutów i oskarżeń.

– Jesteś niewinny? Cóż z tego: winien jest twój sąsiad; znajomy, z którym się spotykasz; przyjaciel, z którym korespondujesz listownie; publicysta lub autor, którego pisma masz na swym biurku! To starczy za materjał obciążający.

– Zerwałeś stosunki ze środowiskiem, aby nie narażać się na znajomości podejrzane w oczach rządu? Nie wiele ci to pomoże! Cóż z tego, że nic nie mogą ci zarzucić w chwili obecnej? A jak było przed laty dwoma lub trzema? Z kim wówczas żyłeś, bawiłeś się, korespondowałeś? Nie ulega wątpliwości: dość pogrzebać nieco, a ze wspomnień dawnych da się ukuć tyle argumentów, ile potrzeba właśnie na sporządzenie aktu oskarżenia przez prokuratora bolszewizmu.

Wedle artykułu 19, usiłowanie przestępstwa karane będzie narówni z przestępstwem dokonanem.

Cały dział kodeksu poświęcony jest t. zw. „przestępstwom przeciwrewolucyjnym”. Przez „kontrrewolucję ekonomiczną” rozumie się „świadome podkopywanie rządu włościan i robotników za pomocą czynów szkodliwych dla przemysłu, handlu i przewozu, a także za pomocą przeciwdziałania ich prawidłowemu biegowi”. Do tejże kategorji czynów karalnych należą „czyny, popełnione w interesie byłych właścicieli, tudzież dotyczących organizacyj kapitalistycznych”.

Propaganda nacjonalistyczna lub głoszenie zasad religijnych, podniecających do buntu i oporu przeciw władzy sowieckiej, karane będzie represją, poczynającą się od dwóch lat więzienia, a kończącą się na…. rozstrzelaniu. Łatwo wyobrazić sobie, jaki ogrom samowoli artykuły powyższe zapewniają władzy, w której ręce złożoną zostanie piecza nad wymiarem sprawiedliwości.

I czy wolno, wogóle, stając wobec tego rodzaju ustaw, mówić o wymiarze sprawiedliwości? Czy nowy kodeks sowiecki nie jest raczej skodyfikowaną zemstą społeczną, powołaną do obrony tyraństwa, i ujętą w paragrafy tyranją, powołaną do wywierania zemsty na tych, których rząd w tej lub owej chwili ogłosi za swych wrogów?

Oto, w co zmieniła się na gruncie rosyjskim nauka socjalizmu; praktyka i wiara socjalizmu, który w swej szlachetnej, najistotniejszej treści nie ma nic wspólnego z bałwochwalczą tyranją państwa, który jest jej zaprzeczeniem, tocząc niezłomną walkę właśnie o wolność obywatela, o godność pracownika, o pełnię praw człowieka.

W imię sztandarów, na których myśl socjalistyczna Europy wypisała najszczytniejsze ideały społeczne, bolszewizm rosyjski zakuwa w niewolę jednostkę i spycha masę społeczną na poziom ciurów, wydziedziczonych z podstawowych elementów cywilizacji: prawa myślenia własną myślą i prawa stanowienia o sobie własną wolą.

Praktyka „czrezwyczajek” bolszewickich budziła grozę swoją krwiożerczością, mogła przecież powoływać się na swój charakter przejściowy. Nowy kodeks karny bolszewizmu stanowi teror usystematyzowany. Osławione ,,cze-ki” upijały się krwią swoich ofiar; kodeks nowy, o ile wejdzie w życie, stworzy sądy, które będą się krwią swoich ofiar – odżywiać.

Pewna kategorja osób w Polsce, tolerująca samowolę urzędników i nawet gloryfikująca gwałt, jako nieodzowny czynnik pomocniczy przy wymiarze sprawiedliwości i pożądany regulator stosunków, powinna pilnie wczytać się w kodeks bolszewicki, będący upaństwowieniem gwałtu. Powinna, pychę z serca złożywszy, głęboko i starannie w każdy paragraf tego kodeksu wejrzeć. Ujrzałaby w nim, niby we wklęsłem zwierciadle, własne pomysły, przeświadczenia i tęsknoty; ujrzałaby własne polityczne i moralne oblicze, nieco zniekształcone i odmienione, ale tem bardziej wyraziste w swoim istotnym charakterze.

Im też, ku pamięci i uwadze, artykuł niniejszy poświęcam, gdyż z myślą o nich go pisałem.

St. Romanowski

Podtytuł: Organ Radykalizmu Polskiego. Czasopismo polityczno-społeczne obozu piłsudczykowskiego wydawane w Warszawie w latach 1923-1929. Redaktorem naczelnym był Wojciech Stpiczyński

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close