Sądy doraźne i ich skutki

Sądy doraźne, które przecież są środkiem wyjątkowym i nadzwyczaj ostrym, zdobyły u nas tak szerokie zastosowanie, że stały się de facto instytucją normalną, równoległą gałęzią sądownictwa. Ale gałęź taka jest anomalją w państwie praworządnem i powinna być najrychlej usunięta lub przynajmniej zredukowana do minimum.

Sądy doraźne istnieją bez żadnej podstawy prawnej. Gdzież jest w konstytucji artykuł, upoważniający rząd do robienia tak olbrzymiego wyłomu w prawodawstwie karnem? Zostały one wprowadzone podczas wojny i jeszcze przed ustanowieniem konstytucji jako środek nadzwyczajny, nakazany przez nadzwyczajne okoliczności. Ale tak przypadły do smaku naszym władzom, że się je przedłuża na ogromnych przestrzeniach odrazu na całe półrocza. Co więcej, w samej praktyce oddawania danego przestępcy pod sąd doraźny panuje samowola, kierująca się motywami, dalekiemi od wymiaru sprawiedliwości.

Względy praworządności, jak wiadomo, nie są u nas w należytem uznaniu, ani wśród kół rządzących ani w opinji. Czy warto zaprzątać sobie głowę formalizmem prawnym? Salus rei publicae suprema lex i wszystko musi ustąpić przed koniecznością państwową! Tak rezonuje pozujący na dojrzałość nasz realizm państwowy.

Gdy ludzie ograniczeni i samowolni z lekkiem sercem powołują się na konieczność państwową lub życiową, można oczekiwać stąd konkluzji przerażających. W znanej pracy p. Jana Kucharzewskiego o Rosji *) znajdujemy ciekawy obrazek z dziejów sądownictwa chłopskiego w dobie caratu mikołajewskiego.

Oto w gub. Kałuskiej przybiega do sądu wiejskiego („sielskaja rasprawa”) kobieta okrwawiona ze skargą na świekra, który ją pobił za to, iż zapóźno przyniosła obiad na pole. Sąd uznał, że jeśli da się wolność babom, wówczas życie stanie się niemożliwe, i postanowił wysiec babę rózgami. Mamy tedy sui generis rzeczoznawców, którzy osądzili, że bez batożenia kobiet „życie stanie się niemożliwością”, a ponieważ trzeba bronić życia, więc… Gdyby ci obrońcy obejrzeli się dokoła, zobaczyliby, że bez tego środka życie jest najzupełniej możliwe i to o wiele lepsze i godniejsze.

I nasi podobnego rodzaju rzeczoznawcy dobrze zrobią, jeżeli poddadzą krytyce rzekomą konieczność państwową i nauczą się czegoś w szkole europejskiej.

Wiadomo powszechnie, że częste stosowanie środków wyjątkowych wystawia ujemne świadectwo mocy i sprawności państwa i budzi nieufność co do trwałości jego instytucji, zarówno w kraju jak poza jego granicami. To też wszystkie lepsze rządy, będąc nawet zmuszone do zawieszenia na jakiś czas trybu normalnego, starają się jaknajprędzej do niego powrócić. Czas stosowania środków nadzwyczajnych oblicza się nie na lata i nawet nie na miesiące, lecz na dnie. Pod tym względem opinja narodów zachodnich jest bardzo czujna i surowa.

Jakież to osobliwe ułatwienia i przewagi zapewnia władzy, w porównaniu z normalną pracedurą sądową, praktyka sądów doraźnych? Jeżeli szerzy strach to szerzy także wśród ludności zdziczenie. W dodatku, jak się okazuje, przez strach nie osiąga się w danym razie zamierzonych skutków, a objawy zdziczenia, o których mówimy, stają się coraz widoczniejsze. Od urzędników sądowych i osób kompetentnych dowiadujemy się, że wzrasta liczba amatorów oglądania krwawych egzekucji – ten wstrętny nastrój udzielił się w ostatnim wypadku nawet niektórym pismom, które po wyroku wydały nadzwyczajne dodatki, i robiły wysoce niezdrową sensację.

Instytucje państwowe mają znaczenie wychowawcze, którego im zaniedbywać i lekceważyć nie wolno. Stosuje się to przedewszystkiem do sądownictwa. Całym swym przykładem i praktyką wpajać ono winno zasadę poszanowania życia ludzkiego, nawet życia uznanego zbrodniarza. Nawet ten ostatni nie przestaje korzystać z opieki prawa i nie powinien być pozbawiony tych gwarancji, jakie na mocy ustaw ogólnych przysługują oskarżonym. Skrócona procedura sądów doraźnych, usuwająca apelację i możność naprawienia omyłki, jest raczej szkołą lekceważenia życia ludzkiego i urabia psychikę mas w kierunku ujemnym. Słyszeliśmy nieraz z ust „inteligencji” argumentację, że sądy doraźne są lepsze od normalnych, gdyż działają o wiele prędzej i nie „bawią się” w niepotrzebną formalistykę. Argumentacja ta jest dla nas właśnie dowodem szkodliwego wpływu wychowawczego sądów doraźnych, tudzież przyczynkiem do postępującego zdziczenia naszej inteligencji.

Nie należy też zapominać o względach subtelniejszych, ale mających wpływ doniosły na młodzież, wśród której żyje tradycja niedawnej przeszłości i pamięć walki rewolucjonistów z caratem. Niewyrobiona młodzież, która czerpie swe wiadomości z różnych źródeł i nie umie sprowadzić ich do właściwego mianownika, może być łatwo pociągnięta na manowce, gdy będzie pod wrażeniem wyroków na komunistów i ich przemówień w obliczu śmierci. Czy dobrze jest dawać komunizmowi męczenników i otaczać wrogą partję nimbem męczeństwa?

Wreszcie wzgląd na opinję europejską. Mamy prawo dość pogardliwie traktować różne protesty obrażonej etyki, pod któremi znajdują się podpisy głośnych osobistości i „powag moralnych” świata. Można zaręczyć, że w podobnych odezwach mieści się zaledwie jedna dziesiąta uczciwości i dobrej wiary, a conajmniej dziewięć dziesiątych składa się z intrygi, blagi, szwindlu, szantażu i tym podobnych mniej szlachetnych ingredjencji. Ale należy zrozumieć, że obok tej pozornie wzniosłej, a w istocie obłudnej opinji istnieje jeszcze w Europie opinja pozioma i realna, opinja banków i giełd. Ta ostatnia nie wzrusza się bynajmniej wyrokami śmierci i przelewem krwi, lecz patrzy na odnośne fakty jako na objawy słabości państwowej i nietrwałości stanu istniejącego. Nasza prawica mniema naiwnie, że represjami i środkami nadzwyczajnemi okazuje swą siłę, a według pojęć europejskich jest to raczej świadectwo słabości.

Niemal wyłącznie ocenialiśmy sądy doraźne z punktu widzenia celowości i zasad moralnych, pomijając ich stronę prawną. W zakończeniu wszakże musimy z całą stanowczością powtórzyć, że ta ostatnia nie wytrzymuje żadnej krytyki i że stanowi w naszej praworządności wyłom tem cięższy, że chodzi w nim o życie ludzkie.

T. G.

——
*) Jan Kucharzewski – „Od białego caratu do czerwonego”, tom II.

Podtytuł: Organ Radykalizmu Polskiego. Czasopismo polityczno-społeczne obozu piłsudczykowskiego wydawane w Warszawie w latach 1923-1929. Redaktorem naczelnym był Wojciech Stpiczyński

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close