Nasz stosunek do narodu polskiego

Pod powyższym tytułem zamieszcza wychodzące w Warszawie nowe pismo żargonowe „Der Telegraf” w całym szeregu numerów artykuł programowy pióra redaktora, p. N. S., który poniżej w zwięzłem podajemy streszczeniu:

„Oskarżenia w prasie polskiej narodowców żydowskich o wrogi stosunek do Polaków, aczkolwiek z gruntu fałszywe i bezpodstawne, nie mogły dotąd być obalane z powodów od nas niezależnych. Dopiero teraz, przy większej swobodzie drukowanego słowa, jesteśmy w stanie sprawę tę wyświetlić i jasno zaznaczyć stanowisko, jakie wobec rdzennej ludności zajmujemy. Przedewszystkiem wypada nam wspomnieć, iż Żydzi narodowcy wogóle więcej ujawniają zrozumienia dla dążności narodowościowych innych grup narodowych, niż Żydzi asymilatorzy. Głodnego nie syty, lecz tylko głodny rozumie. Ludzie, cieszący się dobrobytem materjalnym, przeważnie nie są w stanie zgłębić doniosłej kwestji proletarjatu. Również narody wolne, w swym rozwoju indywidualnym niekrępowane, nie mogą odczuć całej zgrozy głodu nacjonalnego u narodów upośledzonych. Nasz nacjonalizm, rozumie się, niema nic wspólnego z nacjonalizmem, opartym na wstrętnej pysze i nienawiści dla ludzi innej narodowości. Z tą parodją nacjonalizmu, z tym szowinizmem, spostrzeganym nieraz u narodów silnych i szczęśliwych, rozporządzających potężnemi armjami i niewyczerpanemi bogactwami, posiadających własne instytucje, język i piśmiennictwo, z nacjonalizmem Grüngmutów, Pücklerów i Drumontów nie można porównać walki o swobodny rozwój narodowościowy. Polacy są narodem gnębionym i uciśnionym zarówno pod berłem rosyjskiem, jak w zaborze pruskim. Głodnego tylko głodny rozumie. My, narodowcy żydowscy, zwłaszcza sjoniści, odczuwamy, że tak powiemy, nadzwyczajny głód narodowościowy i terytorjalny. Wiele, bardzo wiele już upłynęło czasu od chwili, kiedy nas przemocą, żelazem i krwią, oderwano od własnej ziemi, a zadana nam wówczas rana jeszcze się nie zabliźniła. My dążymy do odzyskania utraconego kraju naszego, z którego nas brutalnie wydziedziczono. Na tej właśnie dążności polega sjonizm polityczny. Nie jest to bynajmniej żaden kaprys z naszej strony, a jest to raczej wyraz naszych głębokich przekonań, wynik naturalny wyznawanej przez nas zasady, iż w interesie powszechnego dobra, pokoju i braterstwa ludzkości musi się rozpadać na oddzielne grupy narodowościowe, którym przysługuje prawo samookreślenia. Dalej wierzymy niezawodnie w to, że każdy naród najlepiej rozwija przyrodzone mu właściwości, doskonali swój charakter i swoje zwyczaje i co raz na wyższe wspiera się szczeble kultury, zbliżając się tem samem do ideału przyszłego braterstwa ludów, jeżeli się swobodnie urządza i gospodaruje we własnym kraju, w którym stanowi dominującą ludność, zwłaszcza w kraju, z którym wiążą go tradycje przeszłości, gdzie stała jego kolebka historyczna. Oto przyczyna, dla której nie wolno nas posądzać o obłudę, gdy idziemy ręka w rękę z innym narodem, walczącym o swą egzystencję narodową. Nie pomimo że jesteśmy sjonistami, tylko właśnie dla tego, że jesteśmy sjonistami, że własne posiadamy ideały narodowościowe, solidaryzujemy się z innymi narodami walczącymi o swą wolność. Solidarność ta nie polega li tylko na sympatji, lecz wypływa z naszych przekonań politycznych. Tu uwydatnia się różnica między nami a asymilatorami. Dzisiejszy asymilator, który wczoraj porzucił własny naród dla drugiego, jutro lub pojutrze przystać może znowu do innej narodowości. Dla nas jest to natomiast kwestja zasady, kwestja sprawiedliwości, takiej samej sprawiedliwości, jakiej dla siebie żądamy. Nie zaliczamy się wprawdzie do polskiej narodowości, jak asymilatorzy, ale solidaryzujemy się z narodem polskim w jego walce o swobodny rozwój narodowościowy. Jako narodowcy żydowscy musimy w zgodzie z wypisanem na sztandarze naszym hasłem: „Przez sprawiedliwość Sjon zostanie wyzwolony”, zawsze stać po stronie słabszych i prześladowanych i zwalczać wszelki ucisk, każdy gwałt, asymilację zarówno religijną, jak narodowościową.

Nie chcemy przesądzać kwestji, jak ukształtuje się w przyszłości stosunek Polaków do nas, jakie stanowisko zajmą oni wobec narodu naszego, zamieszkałego śród nich. Nie będziemy się bawili w proroctwa. Sądzimy, iż stosunek Polaków do nas oparty będzie na sprawiedliwości. Być może, że Polacy zechcą nam przyznać prawa obywatelskie, ale nie zgodzą się na uznanie naszych odrębnych praw narodowościowych. Może u nas szerzyć się antisemityzm, jak w zachodniej Europie, albo też zapanuje klerykalizm, jak w Galicji. Bądź co bądź trzeba nam będzie stać na straży i czujnie strzedz własnych interesów. Będziemy się bronili przeciw wszelkim próbom asymilacyjnym. Nie damy się pożreć.

A więc może nam Polska zamieni Palestynę?

Na to pytanie musimy dać jasną odpowiedź. Nasz ideał terytorjalno-polityczny polega na odrodzeniu Żydów na ziemi ich przodków. Żydzi odrodzić się muszą jako naród, ale ideału tego nie urzeczywistnimy w krajach rozproszenia, nawet tam, gdzie Żydzi uzyskali zupełne równouprawnienie. Naród może się swobodnie i wszechstronnie rozwijać tylko we własnym kraju. Polska nie będzie dla nas Palestyną, jak nie są nią Niemcy lub Francja. Niemniej jednak musimy dążyć do uzyskania równouprawnienia tu, na miejscu. Równouprawnienie jest dla nas niezbędne, jak powietrze, światło, pokarm. Musimy wywalczyć sobie wszystkie prawa, aby móc żyć po ludzku, pracować i wychowywać dzieci i bronić honoru, który jest nam droższym od życia. Żądamy równouprawnienia, nie wyrzekając się ani na jotę swych ideałów.

Na czem opiera się to żądanie? Co nas właściwie łączy z tym krajem?

Wiele stuleci przebywamy na tej ziemi, tuśmy walczyli i cierpieli, jak wszędzie. Jesteśmy ludźmi, a natura obdarzyła nas, jak innych ludzi, oczyma, sercem i duszą. Nie możemy przecież fruwać jak ptaki w powietrzu. Ludzie muszą mieć przywiązanie do ziemi rodzinnej, muszą się interesować sprawami kraju, w którym mieszkają, muszą wreszcie mieć pewną łączność z naturą tego kraju. Jest to prawo natury i z tego tytułu nikomu wdzięczność się nie należy. Nie przeczymy dalej, że w narodowości żydowskiej odróżniać można różne kategorje, specjalne gatunki w rodzaju „żyda polskiego”, że istnieje koloryt miejscowy. Postaramy się nawet uwydatniać w sztuce te obcienie, utrwalać te subtelne różnice. Przy tem wszystkiem jednak pozostajemy narodowcami żydowskimi, bezwzględnymi przeciwnikami asymilacji. Tak, jesteśmy przeciwnikami asymilacji wraz z jej starą piosnką o zaciągniętym przez nas ongi długu wdzięczności za udzieloną nam gościnę. „Naród polski”, powiadają nam, „przygarnął przed 800—1000 laty waszych przodków, wszędzie niemał wówczas gnębionych i prześladowanych, wy zaś, ich potomkowie, powinniście przez wdzięczność wyzbyć się wszelkich cech odrębnych, zerwać łączące was z waszymi braćmi w innych krajach węzły i zlać się w jedną ograniczoną całość z tutejszą ludnością”. Otóż w naszem pojęciu Polska nie była dla naszych wielkich przodków przytułkiem, a przybysze nie byli ułomni: nasi przodkowie nie przywędrowali, jak banda tatarów lub cyganów bez własnej kultury i narodowości. Nie jesteśmy bynajmniej obowiązani legitymować się i dowodzić naszemu opiekunowi, że jesteśmy dlań pożyteczni, ani też obiecywać, iż powoli, stopniowo będziemy się asymilowali, aż nareszcie zatracimy w zupełności wszelkie cechy indywidualne. Mamy większe prawo uważać się za polskich Żydów, niż asymilatorzy, jakkolwiek nie poczytujemy sobie tego za szczególną zasługę, ponieważ jest to objaw naturalny, jak niemniej naturalnem jest to, że jesteśmy narodowcami żydowskimi.

Właściwie mówiąc, niema to żadnego znaczenia, czyśmy do tego kraju przybyli przed 1000 lub 100 laty, czy nas przygarnięto lub nie. Jeden człowiek nie może drugiemu udzielać praw ludzkich. Prawo to leży w człowieku samym. Również prawo narodowe tkwi w samem pojęciu o nacji. Jeżeli naród jakiś istnieje, jeżeli innego jest pochodzenia, to takie same ma prawo do życia indywidualnego, jak wszystkie inne. Należy mu dostarczać światła i powietrza, aby mógł swobodnie się rozwijać. W naszym programie nie ma miejsca na stare rachunki z dawną szlachtą polską. Krytyka naukowa orzeknie, komu z nas należy się reszta.

Obecnie chcemy ustalić realny stosunek do wolnej klasy pracującej oraz do prawdziwej inteligencji polskiej. Stosunek ten, naszem zdaniem, powinien być oparty na prawdzie i sprawiedliwości, a przedewszystkiem na tej prawdzie, że chcemy mieć prawo do swobodnego rozwoju narodowego i kulturalnego. Byłoby niedorzecznością twierdzić, że jako sjoniści nie mamy nic wspólnego z krajem, z jego kulturą i życiem politycznem. Ludzie kulturalni, mieszkający długie lata obok siebie, pomimo, że do różnych należą narodowości, muszą mieć wiele wspólnego. Jakie też stanowisko zamierzamy zająć wobec spraw miejscowych? Hasłami naszemi będą: swoboda, oświata, sprawiedliwość, oraz poszanowanie i popieranie spraw narodowo-polskich, o ile nie uszczuplą naszych praw narodowościowych.

S. M.

Tygodnik społeczno-polityczny wychodzący w Warszawie w roku 1906

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close