9-ciu dyktatorów z Kapitolu

Najstarszy z nich liczy sobie lat 79, najmłodszy – 62. – Każdy obywatel ma prawo zaskarżyć do Sądu Najwyższego ustawę państwową i obalić ją. – Starcy z „Kapitolu” pełnią swe obowiązki dożywotnio i nie mogą być usunięci

(x) Mimo, iż upłynął cały miesiąc od wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych, po dzień dzisiejszy jeszcze wyniki ich są ogólnym tematem dnia. Demokraci w dalszym ciągu upajają się swym sukcesem, republikanie ciągle jeszcze martwią się z powodu porażki. Wzdłuż i wszerz olbrzymich połaci Ameryki Północnej nie ma człowieka, któryby w większym lub mniejszym stopniu nie reagował na te sprawy.

Istnieje jednak gmach w Waszyngtonie, w którym ani przed wyborami, ani w czasie, ani po wyborach, nie mówiono na ten temat ani słowa. Jest dziewięciu ludzi, którzy tą sprawą nie interesowali się zgoła, dla których ta sprawa nie istniała i w dalszym ciągu nie istnieje. Mylą się ci, którzy sądzą, że przez zdobycie olbrzymiej większości głosów prezydent Roosevelt stworzył sobie sprzyjające warunki do rządów w kraju, że następna jego 4-letnia kadencja umożliwi mu dokonanie kardynalnych zmian ustrojowych i gospodarczych w kraju.

Prezydent Roosevelt nie jest wszechpotężny. Potężniejszymi od niego są ci właśnie ludzie, którzy zasiadają w marmurowym gmachu, w mahoniowej sali, w Waszyngtonie. Dziewięciu ludzi, dziewięciu starców, którzy nie interesują się zupełnie osobą prezydenta, których nie obchodzi, kto zasiadał i kto będzie zasiadać w Białym Domu. Te dziewięć osób – to Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych. I wcale nie były przesadne słowa wypowiedzane przez przewodniczącego tego areopagu, mr. Hughesa do dziennikarzy:

– Cóż to nas obchodzi, jaki jest wynik wyborów prezydenckich? Jesteśmy i będziemy ostatnią i najwyższą instancją w Stanach Zjednoczonych.

Jak już wspomnieliśmy, w tych słowach nie ma zupełnie przesady. Mr. Hughes i jego ośmiu kolegów, którzy sprawują swe urzędy dożywotnio, którzy przez nikogo nie mogą być odwołani i nie są zależni od żadnych wpływów politycznych, których decyzje są święte i nie mogą być kwestionowane – to prawdziwi dyktatorzy Stanów Zjednoczonych i oni mieć będą zawsze ostatnie słowo, niezależnie od tego, kto będzie sprawował rządy w Ameryce Północnej. I nigdy jeszcze tak jaskrawo i dobitnie nie przejawiła się ich potęga, jak właśnie za czasów prezydentury Roosevelta.

– Przeciwko dyktaturze dziewięciu starców! – takie było hasło zwolenników Roosevelta. Po dzień dzisiejszy jeszcze wisi na jednym z drapaczów chmur w Nowym Yorku olbrzymi plakat, przedstawiający dziewięciu wilków, pląsających jakiś niesamowity taniec dokoła dziewieciu małych, tłustych prosiąt. Na grzbietach tych prosiąt widnieją napisy: „NRA” – „Farm Mortgage Moratorium” – „Rice Millers” – „Hot Oil Act” – „Railroadpensdons” – „Municipal Bankruptcy Act” – „AAA” – „Guffey Coal Act”.

To są ustawy rooseveltowskie, ustawy, zmierzające do zreformowania stosunków gospodarczych, społecznych i politycznych w Stanach, które w czasie kadencji ostatniej zostały pożarte przez dziewięciu starców. Sad Najwyższy uznał te ustawy za sprzeczne z konstytucją. Sprzeczne z ustawą – a więc nie mogą obowiązywać.

Członków Sądu Najwyższego nie interesuje zupełnie, czy jakakolwiek ustawa jest dobra czy zła, czy może ona przynieść korzyści państwu i mieszkańcom, czy też szkodę. Ich obchodzi tylko jedno – czy ustawa jest zgodna z duchem i literą konstytucji. Według prawodawstwa amerykańskiego każdy obywatel, któremu jakakolwiek nowa ustawa nie przypada do smaku, ma prawo odwołać się do Sądu Najwyższego. Jeden człowiek, stojący na najniższym szczeblu społeczeństwa amerykańskiego może w ten sposób obalić jaknajlepszą, jaknajpożyteczniejszą reformę. Tak było z pierwszą ustawą Roosevelta, ze słynną „NRA”. Farmer z zachodu, który uznał, że ustawa ta szkodzi jego interesom – odwołał się do Sądu Najwyższego. Rezultat jest wiadomy: -„Sprzeczne z konstytucją” i ustawa musiała zakończyć swój żywot.

Któż są ci ludzie, którzy posiadają władzę dyktatorską w Stanach? Najstarszy z nich, sędzia Brandes, ukończył niedawno 79 lat. Już dawno ma on prawo do emerytury, która wynosi 20 tysięcy dolarów rocznie, tak samo jak jeszcze pięciu jego kolegów. Ale nikt z nich nie chce dobrowolnie ustąpić, aczkolwiek pensja, którą otrzymują w czasie urzędowania nie jest ani o dolara większa, aniżeli ich pensja emerytalna. Historia Stanów Zjednoczonych nie zna wypadku, aby jakikolwiek z członków Sądu Najwyższego został spensjonowany. Urzędowanie ich trwa dożywotnio. Mac Reynolde, największy konserwatysta, liczy sobie 74 lata. Stary kawaler, nie tylko chroni konstytucji przed jakimikolwiek zmianami, lecz siebie samego również. Ubiera się on tak, jak ubierał się przed 50 laty, a na posiedzenia udaje się w staroświeckiej karocy, której ukazanie się na ulicy wywołuje sensację. Na posiedzeniach sądu nie przemawia nigdy, nie argumentuje. Zna tylko jedno słowo: „Konstytucja”.

Następni członkowie tego areopagu, Sutherland, van Devanter i Butler, liczą sobie po 77, 74 i 70 lat. A pozostali to „młodzieniaszkowie”, którzy mają zaledwie po 60 kilka lat. Stone, Cardoze, Roberts i van Linden. Wśród tych „młodych” jest kilku, którzy nazywają siebie liberałami i wielokrotnie głosowali za uznaniem ustaw Roosevelta. Ale nie zdołali zrobić nic, wobec nieustępliwego stanowiska starszych.

Gdy jeden z tych „władców Ameryki” umiera, urzędujący prezydent ma prawo zamianować nowego członka. Z chwilą jednak gdy podpisał akt nominacyjny, nie ma już takiej siły, która mogłaby to cofnąć. Niekiedy udaje się w ten sposób prezydentowi wprowadzić do Sądu Najwyższego swojego człowieka. Ale nie zdarzało się jeszcze by w ciągu kadencji prezydenta zmiana dotyczyła więcej, niż jednego sędziego. Większości więc prezydent w tym areopagu stworzyć sobie nie może.

Dziewięciu starców z Kapitolu. Obrońcy i stróże konstytucji amerykańskiej. Nie ma mocy, która potrafiłaby wpłynąć na ich decyzje i na zajęcie takiego czy innego stanowiska. Są nieusuwalni – wykorzystują to w całej rozciągłości. I choć z wielkim tryumfem rozpocznie Roosevelt swą nową kadencję, choć jest, być może, ożywiony najbardziej wspaniałymi ideami – nie zdoła zrobić nic, jeśli starcy z Kapitolu nie zgodzą się udzielić mu poparcia.

William Winter.

Dziennik wydawany w Łodzi w latach 1925 – 1939

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close