„Kulturalny” system zabijania ludzi

Egzekucje w amerykańskiem więzieniu Sing-Sing.

Jeden z dziennikarzy nowojorskich miał sposobność być naocznym świadkiem stracenia 2 skazańców „ulepszonym” systemem amerykańskim (zapomocą prądu elektrycznego).

Egzekucja odbyła się w osławionem więzieniu Sing-Sing, a skazańcami byli dwa młodzi ludzie. Jeden z nich chciał usunąć ze świata męża swej kochanki, a drugi za zapłatę, otrzymaną od pierwszych dokonał morderstwa.

Wstrząsające chwile egzekucji świadek naoczny opisuje temi słowami:

Sala „śmiertelna” jest wielkim skromnie umeblowanym lokalem. W jednym kącie stoi sześć ławek, jak w kościele. Na prawo nad białemi drzwiami ciemnemi literami bije w oczy wyraz „Silence” (Milczenie). W środku stoi trójnożne straszydło – stołek elektryczny, niski, drewniany.

Z przodu ma jedna nogę, aby wygodniej można było nogi skazańca przywiązać do płyt metalowych, zaopatrzonych w skórzane rzemienie. Za stołkiem znajdują się nosze, a na nich dwa świecące hełmy.

Przerażająca cisza panuje w sali.

Otwierają się drzwi: wchodzi starszy dozorca, potem ksiądz z krucyfiksem, a za nim młody człowiek z trupiobladą, prawie popielatą twarzą. Wzrok jego pada na krzesło elektryczne i lekkie drżenie przebiega całe jego ciało.

Dozorca usadawia go na krześle śmierci. Czterech pomocników z gorączkowym pośpiechem przywiązuje mu do piersi i do nóg płyty metalowe. Ramiona przytwierdza się do oparcia krzesła.

Skazaniec ma oczy zamknięte, twarz jego jest teraz żółta, jak gdyby nieszczęśliwy był już nieboszczykiem. Ksiądz szepcze słowa modlitwy. Starszy dozorca ujmuje hełm, który na chwilę zasłaniał całe oblicze skazańca.

Cisza śmiertelna. Lekarz, stojący pod ścianą, odwraca twarz, aby nie widzieć tego, co nastąpi. Kat znajdujący się w pobliskim gabinecie, patrzy przez pół otwarte drzwi pytająco na dyrektora więzienia.

Podnosi się do góry ręka, daje się słyszeć szmer. Nagłe wstrząśnienie targa ciałem skazańca, które zaraz potem szarpnęło się ku górze. Po chwili opada znowu.

Słychać syk prądu elektrycznego, przepływającego przez ciało nieszczęśliwego. Przez kilka minut uszy obecnych chwytają dźwięk prądu. Ponad kolanami skazańca widać płomyki. Obecni maja wrażenie, iż nieszczęśliwy gotuje sie żywcem.

Kat trzy razy włącza prąd śmierci… potem następuje pauza.

Starszy dozorca zbliża się do delikwenta, rozpina mu na piersiach koszule i wzywa lekarza do zbadania stanu. Badanie nie dało ścisłego rezultatu wobec czego prąd znowu się włącza. Po dwuch minutach lekarz zbliża sie po raz ostatni do trupa, nasłuchuje bicia serca i oświadcza:

We declare this man to be dead. (Oświadczamy, że ten człowiek nie żyje).

Skazaniec urzędowo już nie żyje.

Biorą go na mary i wynoszą. „Kulturalny” sposób stracenia zrobił swoje.

Dziennik wydawany w Łodzi w latach 1925 – 1939

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close