Pierwszy proces kryminalny w Łodzi

Odbył się przed 150-ciu laty w izbie „sesjonalnej urzędu burmistrzowskiego”

Oskarżeni: Antoni Gozdowski i Zofja Moczygębina o… „obcowanie płciowe w alkierzu szynkowni”

Znakomity historyk polski i pierwszy zarazem w piśmiennictwie naukowem badacz dziejów dawnej Łodzi, prof. Kochanowski powiada w swym słynnym szkicu „Kiedy Boruta był pacholęciem”, że troska mieszczan łódzkich z okresu schyłkowego istnienia niepodległej Rzeczypospolitej o zabezpieczenie sobie żywota wiecznego przez liczne a hojne zapisy, czynione na rzecz kościoła miejscowego, odgrywała w ich życiu rolę tem większą, że poczciwość obyczajów nie zawsze jakoś dopisywała im w wędrówce doczesnej, najsilniejszą jednak miała być w punkcie szóstego przykazania: „Przygody romantyczne” ścigano surowo, iżby ruje i porubstwo nie zakradły się do miasta, która jeszcze koło r. 1840 (jak już o tem kiedyindziej pisałem), już jako miasto fabryczne, pyszniło się, że moralność publiczna jest nierozluźniona a bona mores pedantycznie obserwowane.

Stróżem obyczajności był dzierżawca miasta i klucza łódzkiego, który – według prof. Kochanowskiego (contra Stebelski) łączył nadto z dostojeństwem tym i mieszkaniem we „dworze” godność wójta (alias landwójta) z ramienia protektora swego, kujawskiego biskupa dziedzica, w pełnym tytule „Najjaśniejszej Infuły Jaśnie Wielmożnego księdza biskupa, Pana Miłościwego miasta Łodzi”; niemniej uważnie pilnował moralności „burmistrz-sędzia”, szczątkowy organ dawnego samorządu miasteczka.

Nieznaczną była kryminalizacja życia codziennego w tym zapadłym partykularzu, jaką było miasteczko Łódz przed 150 laty, liczące niespełna dwie setki mieszkańców i w dobytku pół setki domów, 11 domów niezamieszkałych, 18 placów pustych, 44 stodoły, napół przegniły areszt drewniany poratuszowy, 8 studni, młyn wodny i 2 szynki.

Jedynie awantury pijackie, obelgi słowne itp. crimina dostarczały klientów wieży ratuszowej, której okratowane izby pleśniały, stojąc nieraz puste przez całe lata.

Wielkiej wagi ewenementem w życiu miasta był niewątpliwie wyrok zapadły w listopadzie 1785 r. w sądzie starościńskim pod prezydencją starosty Wollborskiego Gembarzewskiego, który „rezolwował sprawą attentyczną” sta. Mateusza Domańskiego „pisarza Urzendu Łódzkiego niegdy Walentego powala wnuka”, Franciszka Jeżewicza i Jana Sywały przeciwko Michałowi Kuczlińskiemu” o własność majątku i orzekł, że Kuczyńskiego „za gwałtowne gruntu przywłaszczenie pomimo wiadomości sądu i rozprawy w Urzędzie Łódzkim ukaranym bydź sądzi niemniej Mateusza Domańskiego za zmyślenie aresztu czyli mandatu niby od jurysdykcji dworskiej z wiadomością Urzędu Łódzkiego …Michałowi Kuczyńskiemu bezkarnie niepuszcza i tak czyniąc wymiar sprawiedliwości, dla przykładu innym Michała Tuczyńskiego za gwałtowne i niesłuszne przywłaszczenie siedzeniem w wieży ratuszowej przez tydzień cały i grzywnami  dziesięciu na kościół, Mateusza zaś Domańskiego za zmyślenie i uformowanie sobie aresztu samowładnego podobnież siedzeniem w wieży ratuszowej tygodniami jednego i grzywnami dziesięciu na kościół”.

Niezmiernie charakterystyczna sprawa zdarzyła się w r. 1780; według protokółu rozprawy, znajdującego się w „księdze wieczystej obywatelstwa łódzkiego miasteczka Łodzi” (1775-1822) (przechowywanej w Archiwum Akt Dawnych miasta Łodzi) proces kryminalny przedstawia się następująco:

Działo się to w początkach 1780 r. w izbie sesjonalnej urzędu burmistrzowskiego zebrał się sąd miejski „wójtowski burmistrzowski radziecki”: zasiedli przy stole burmistrz Aleksy Drewnowicz i czterej jego koledzy „w prawie opisani”: Paweł Suwała, Franciszek Jeżewski, Pietr Kudliński, Walenty Zająckowicz i Grzegorz Wieczorek oraz landwójt Kazimierz Kuzitowicz alias Kaziewicz i ławnicy wójtowscy Balcer Olejnik i Stanisław Pławski. Sługa miejski Piotr Garnys wprowadził przed zgromadzonych mężów skutego łańcuchami Antoniego Gozdowskiego, krewniaka co najpierwszych z pośród obywatelstwa miejskiego familij, imiennika byłego wójta. Zarzucano mu „występek czyli wszeteczność”: i to nie byle jaki. Miał bowiem, upiwszy się, obcować płciowo w alkierzu szynkowni z „Zofią z Pietra małżonka zostającą wdową, zwaną Moczygębiną”. „Nazwaną Moczygębinę wódką częstował…, pić tej wódki niechciała, aże umysłem nieprzystojnym kazał sobie zawołać do alkierza, wymyśliwszy do niej niesłuszną pretensję, która wszedłszy do tegoż alkierza pomienionego, aże czuwające żydy że …Moczygębina jest ruchliwa, więc żydówka zaniosła dziecko swoje na łóżko tam będące, którą stamtąd wypchnęli tylko sami zostali a tam występek nieprzystojny uczynili…”

„Żydówica córka arendarza przez drzwi spojrzawszy widziała, co się działo, tak poczęła wołać na wdowę imieniem Katarzynę Niemkę, która z komory wychodziła po drwa do stajni, która obaczywszy zeznała i przysięgła na to, jako widziała nie dosyć na tym, lecz skutku czyli występku zupełnego nie uczyniwszy, że ich tam rozegnali…, zmówiwszy się poszli do palarnej izby, a tam do komory, izbę pierwszą zamknąwszy że się arendarka dobyć nie mogła i po wodę, a była jej potrzebna (sic), …po uczynku tym czyli występku swoim odprawionym przyszli do izby a tu kazał piwa dawać i częstowali się…”

Wyrok zapadł krótki, ale jak na owe czasy drakoński:

„Antoni Gozdowski ma dać grzywien 40 Nro czterdzieści, dwadzieścia urzędowi, dwadzieścia kościołowi, tudzież Zofja Moczygębina ma odpowiedzieć władzy (z) cielesności swojej rózg 90 Nro dziewięćdziesiąt według przykazu dworu ad instantiam”.

JÓZEF LITWIN.

 

Dziennik wydawany w Łodzi w latach 1925 – 1939

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close