Nowa czeska intryga

Zawarcie sojuszu i wojskowej konwencyi z koalicyą stawia Polskę przed szeregiem nowych zagadnień, nakładających nowe obowiązki i nowe prawa. Jednem z tych palących zagadnień jest rozwiązanie sprawy czeskiej.

Czesi są, sojusznikami kolicyi a zatem i sojusznikami Polski – to jest zasadnicze stanowisko, z którem gabinet Kramarza jakoteż nasze Ministeryum przy Miodowej ul. liczyć się muszą wyciągnąć powinny jaknajdalej idące konsekwencye.

Tymczasem miedzy Polską, a Czechami istnieje w gruncie rzeczy stan wojenny, a jeśli walka nie odbywa się orężnie, to jednak niemasz do tej chwili żadnego porozumienia, żadnej wymiany zdań, brak obopólnej reprezentacyi dyplomatycznej, a co gorsza, gabinet pana Kramarza wikła Polskę w coraz nowe sieci i otwarcie proteguje nieprzyjaciół Polski.

Aż nadto dobrze wiemy, że Czesi dostarczali i w dalszym ciągu dostarczają Ukraincom broni i amunicyi, że armaty zdobyte na Ukraincach w czasie ostatniej polskiej ofenzywy pod Lwowem pochodziły z fabryk czeskich i świeżo odstąpione były Ukraincoim. Obecnie zaś przeżywamy drugi okres ataku czeskiego na integralność ziem polskich. Czesi wdzierają się w terytorya polskie, na Podkarpaciu, pod pozorem wzięcia w opiekę „Podkarpackich Rosyan”.

I w tem miejscu okazuje się nieudolność polityki polskiej, która niewiadomo dla jakich przyczyn pozwala Czechom na uprawianie agitacyi pod bokiem Krakowa.

W chwili obecnej uwaga polityki polskiej skupiona jest na sprawie naszych przyszłych granic, umysły pochłania Gdańsk, zagadnienie wschodniej Galicyi i Prus zachodnich, przemilcza się i lekceważy sprawę bardzo żywotną, bo godząca w samo serce Polski.

Czesi, nasi sojusznicy (!!) wiedzeni namiętnością polityczną dopuszczają się czynu, który uważany być musi, przez każde z szanujących państw za casus belli. Precedens austryacko-serbski powinien braci Czechów pouczyć, że agitacya państwa ościennego wiodąca, do oderwania terytoryów jest czynem nieprzyjacielskim, na który się odpowiada z bronią w ręku.

Polacy wewnątrz kraju czeskiego nie dopuszczają się żadnych intryg na niekorzyść rzeczypospolitej czesko-słowackiej, choć niesłychanie łatwo mogliby zagrozić nowokształtującemu się państwu przez porozumienie się z niemiecką Austryą, która cieszy się i będzie się cieszyć względami koalicyi.

Polacy tego nie czynią, bo uważają istnienie Czech za pożyteczne, pod względem moralnym, ale nie ulega, wątpliwości, że bezinteresowność polska nie może być dłużej narażana na cierpliwość.

Czesi muszą przyjść do przeświadczenia, że są małym narodem, który będzie nieraz potrzebował Polski, bo Bóg wysoko a przyjaciel daleko. Faktem jest jednak niezaprzeczonym, że w ciągu 5 miesięcznego istnienia nikt z sąsiadów nie wyrządzał tyle krzywd Polsce, ile bracia Czesi, nikt nie uknuł tyle intryg co pan Kramarz, Benesz et Comp. i żaden wróg nie godził z taką zajadłością na ziemie polskie, jak brat Czech, chlubiący się swym słowianofilstwem. Nowa intryga pana Kramarza jest jedną z najbezecniejszych, bo sięga poza granice Karpat i to w takiej porze, gdy Czechom pali się ziemia pod nogami.

Próba powstania niemieckiego w Czechach, nie przyprowadziła pana Kramarza do upamiętania, ani węgierski bolszewizm, ani agitacya Muny, nie wybiła z głowy czeskim aneksyonistom chęci obcięcia Polski do rozmiarów groteskowego państewka. Zawziętość nieporównana i obłędna, równa Bułgarskiej, która doprowadziła do ruiny kraj. W poczytnym organie agraryuszów czeskich „Venkov” (Nr. 50), czytamy, że Rosyanie (tak!) zamieszkujący na południe od Jasła, Krosna i Sanoka (tam akuratnie gdzie są tereny naftowe!) wołają o pomoc przeciw niebezpieczeństwu zagrażającemu im ze strony polskiej. Delegaci tych ziem ze łzami w oczach opowdadają o nieszczęściach narodu rosyjskiego i jedyną możliwość ratunku widzą w połączeniu się z republiką czesko-słowacką. Najzabawniejszą stroną tej nowej przeciwpolskiej intrygi ukutej w Pradze, jest to, że oficyalny organ czeskich agraryuszy „Venkov” powołuje się na autorytet pisma agitacyjnego wychodzącego w Koszycach pt. „Slovensky Vychod” a wydawanego za pieniądze rządowe. Czytelnikom swoim stara się wmówić poważny organ czeski, że istotnie „Podkarpaccy Rosyanie” (broń Boże, Ukraincy) pałają nieugaszoną chęcią zlania się w jedność z Czechami.

Podobno wysłano już delegatów do Paryża, którzy mają za zadanie przedstawić konferencji pokojowej „cierpienie galicyjskich Rosyan pod polskim knutem” i wyrazić chęć połączenia się z Czechosłowakami. Interesującą rzeczą byłoby posłuchać z czyjego ramienia udała się ta delegacya do Paryża, dopominając się o wypełnienie zasad wilsonowskich, z którymi ponoć Czechy bardzo są w niezgodzie.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close