W 50-tą rocznicę powstania

Kraków, 21 stycznia

„Są w życiu narodów – pisze w jednem z dzieł swoich Kraszewski – chwile gorączki i podbudzenia, które, nie patrząc na ich skutki, same przez się wlewają nowe siły w całą społeczność, spotęgują jej władze, spajają i zbliżają ludzi i na długie lata zostawiają po sobie nietylko pamięć przeżytych dni, ale jakby woń uczuć, któremi rozkwitły…

Powstanie styczniowe

„Często po nich następują godziny pokuty i cierpienia, znużenia i wyczerpania, a mimo to jak iskrą elektryczną działa nawet wśród tego stanu przypomnienie przeszłości”…

Epoka sejmu czteroletniego, powstania kościuszkowskiego, krótki moment pierwszy wskrzeszenia Królestwa, rok 1812, 1830 i 1863 do takich właśnie epok należą.

Zwłaszcza rok 1863-ci, ten najbliższy nam rok wielkiego porywu, ostatnia data naszej zbiorowej, orężnej walki o Niepodlegość Ojczyzny, dziwnie wymownie przemawia do serc naszych, dziwnie zagrzewa nas do wytrwania na tej drodze tradycyi, która wyznaczona została krwią ojców naszych, wytoczoną z ich ran na niezliczonych polach bitew z dzikim najeźdźcą moskiewskim.

I nic to, że po tym świetnym, ostatnim porywie zahuczały na ziemi naszej huragany zemsty i nienawiści carskich siepaczów; nic to, że zgrzyt ryglów więziennych, skrzyp sybienic, świst batogów kozackich zagłuszył dźwięki bojowego hejnału; nic to, że nowe hufce ofiar, skutych w kajdany, rzucone zostały na pastwę śniegom sybirskim.

Nic to!

Hasła, pod któremi stawali w szeregu bojowym powstańcy w roku 63, nie zostały nam z duszy wydarte, bo w nią wrosły, bo z nią razem stanowią jedną, nierozerwalną całość.

Walka o wolność, gdy się raz poczyna
Z ojca krwią spada dziedzictwem na syna

– mówi poeta. – My to dziedzictwo znamy, doniosłość jego rozumiemy, dlatego zawsze gotowi jesteśmy stanąć w krwi purpurze, byleby głoszone przez poetów i proroków naszych Słowo – Ciałem się stało.

A rocznica powstania 63 roku, którą w dniu 22 stycznia czcić rozpoczynamy, zbiega się z dziwnym zaiste momentem w położeniu międzynarodowem.

Oto na Bałkanach w kurzawie bitew opadły ludów słowiańskich kajdany; oto na dziejów widownię wyłania się nowy organizm państwowy, Albania, która zaledwie marzyć mogła o uzyskaniu samodzielności; oto stoimy być może w przededniu starcia zbrojnego na ziemiach polskich, skruszenia lub osłabienia wrażej nam potęgi – Rosyi.

W takich momentach, w takim chaosie, bohaterstwo czynów, pełnia ofiary, zapału, męstwa – przypomnieć może światu imię Polski, nie tej, która w prochu pokutniczym się tarza, ale tej, która po trupach ciemięzców, w carskiego samodzierżawia haniebne uderzając znaki powstaje z pyłu zapomnienia, by pomścić swe krzywdy, by podążyć w jutrzniane świty Wolności.

* * *

Powstanie w r. 1863-im wskutek nieprzygotowania i przedwczesnego wybuchu nie powiodło się. Wybuch nastąpił prawie niespodzianie.

Od czasu zastrzelenia pięciu niewinnych ludzi na początku 1861 r., wrzało w Warszawie bezustannie, a gdy wreszcie rozeszła się po kraju wieść, że Wielopolski planuje zabranie całej młodzieży polskiej do wojska, co gorętsi postanowili rozpocząć zbrojną walkę z rządem najezdniczym.

W nocy z 22 na 23 stycznia 1863 roku pierwsze oddziały powstańcze napadły na załogi rosyjskie. Walczono zaciekle, prowadząc walkę partyzancką, cofając się, gdy nieprzyjaciel następował w przeważającej sile, a nacierając, gdy istniała bodaj najmniejsza nadzieja zwycięstwa. Powstańcy dokazywali cudów waleczności, przemarznięci i wygłodniali, rzucali się na wroga i bili się do upadłego z rożnem szczęściem, najczęściej wszakże ulegali Moskalom i ginęli na polu walki, albo szli w rozsypkę.

Rząd narodowy czynił wszystko co mógł, aby walczącym gromadom nadać jednolitą komendę i jeden plan działania, sszystko jednak rozbijało się o brak ludzi, wykształconych w rzemiośle wojennem.

W Galicyi i w Poznańskiem formowały się również oddziały powstańcze, złożone przeważnie z młodzieży. Były bitwy, w których ginęło po parę set studentów i uczniów z Galicyi i Poznańskiego. Zginął też doszczętnie oddział „Dzieci warszawskich”, zginęły konne zastępy młodej szlachty z Królestwa, Poznańskiego i Galicyi, a i kosynierzy słali gęsto trupem pola niezliczonych bitew. Tak ginął kwiat narodu mordowany przez 300 tysięcy żołnierzy rosyjskich. Na jednego bezbronnego prawie powstańca przypadało 6 dobrze uzbrojonych Moskali.

Podniósł się duch w powstańcach, gdy się dowiedziano, że dyktatorem ma zostać znany w całej Europie generał Mierosławski, bohater z pod Wrześni i Miłosławia. Niestety, zaraz po przybyciu do Polski, został Mierosławski pobity, a w walce zginęli wszyscy prawie oficerowie i instruktorzy wojskowi, którzy przybyli z nim, aby podtrzymać powstanie i stworzyć niejako armię polską.

Nie polepszyło sprawy ustąpienie późniejsze Mierosławskiego i objęcie dyktatury przez Langiewicza, który po szeregu walk zaciekłych musiał przedrzeć się przez nieprzyjaciół i przepłynąwszy Wisłę, oddać się w ręce Austryaków.

Pomału konało powstanie. Nie pomagały rozpaczliwe rzucania się walecznych drużyn powstańczych, nie pomagało tępienie szpiegów przez żandarmeryę narodową…

Namiestnikiem Królestwa mianowano starego łotra i szpiega, W. Teodora Berga, który rozpoczął swoje urzędowanie od powieszenia ks. kapucyna Agrypina Konarskiego i Henryka Abichta, mimo jakiegokolwiek dowodu ich winy. Arcybiskupa warszawskiego Felińskiego, wywieziono nad Wołgę, a Warszawę i prowincyę poczęto męczyć w straszliwy sposób. Na Litwę posłano człowieka-zwierzę, zwykłego złodzieja Murawiewa, na Ruś innego łotra Krenckiego. Wogóle Rosya obsadziła wszystkie stanowiska w Polsce kreaturami najgorszego gatunku, potworami, zdolnymi do najpodlejszych czynów.

W morzu krwi i łez zatopiony został świetny poryw ku wolności. Lecz krew ta nie została przelana marnie, jest ona nasieniem, z którego przyszłość plon prędzej lub później zbierze.

Największy, najważniejszy i jednocześnie pierwszy ogólnopolski dziennik dwudziestolecia międzywojennego. Wydawany w Krakowie w latach 1910 – 1939. Za­ło­ży­cie­lem, za­ra­zem wy­daw­cą i re­dak­to­rem na­czel­nym był Ma­rian Dą­brow­ski. Posiadał dodatki jak Kuryer Literacko-Naukowy, wydawany w latach 1924–1939, i Kuryer Kobiecy, wydawany w latach 1927–1939. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości IKC przekształcił się w najpotężniejszy w okresie międzywojennym koncern prasowy. Politycznie czasopismo reprezentowało opcję centrową a po zamachu majowym – prorządową. Od lat 20-tych był gazetą o najwyższym w Polsce nakładzie 150 tys. egzemplarzy. Z gazetą współpracowali czołowi polscy dziennikarze i publicyści a także ludzie kultury i nauki.

Close