Po tamtej stronie Olzy

Czesi we wklęsłem zwierciadle

Kraków, z końcem grudnia.

Obywatel polski, harcerz Jan Delong został wypuszczony z czeskiego więzienia i powtaca do Polski. Okoliczność ta budzi wspomnienia skandalicznego dla czeskiego wymiaru sprawiedliwości procesu, który jako jeden ze składników metody zadrażniania stosunków z Polską przez władze czeskie, nie prędko i nie łatwo będzie wykreślony z pamięci społeczeństwa polskiego. Sprawa Delonga pozostanie nietylko u nas w pamięci; zainteresowali się nią obok polskich też uczeni zagraniczni, a czasopisma prawnicze nie jedną poświęciły szpaltę tej skandalicznej aferze.

Co było na samej rzeczy i jakim było tło sprawy?

Od końca r. 1933 nagonka czeska na polskie szkoły na Śląsku zaolzańskim i ogólna, antypolska ofensywa Czechów, atakująca wszystkie odcinki życia polskiego w Czechosłowacji, wzmogły się bardzo wybitnie. Wywołało to oburzenie i protesty społeczeństwa w Polsce, jako wyraz nierozerwalnej niczem łączności narodowej.

Wiec protestacyjny jaki 28 lipca 1935 odbył się w związku z tem w Cieszynie, przy udziale kilkunastutysięcznego tłumu, szczególnie był nie w smak szowinistom czeskim, którzy nie lubią świadków swych antypolskich wyczynów, a tem bardziej reakcji mas. W obawie przed następstwami na Śląsku zaolzańskim, które wyraziłyby się w podniesieniu ducha naszych rodaków, mających za sobą zwartą i kategoryczną postawę społeczeństwa w Polsce, zaryzykowali Czesi nową metodę: walki z opinją publiczną w Polsce.

Do walki tej podeszła strona czeska z perfidną choć śmieszną koncepcją prawną, iż w Polsce został uknuty wielki spisek przeciw całości republiki czeskosłowackiej, zaś kto brał udział w manifestacjach w Polsce, eo ipso należał do spisku i tego należy karać za zbrodnię na podstawie słynnej policyjnej ustawy o ochronie republiki, przewidującej niezwykle surowe kary.

Przygotowawszy sobie w ten sposób plan ofensywny przy pomocy sądów, czekali Czesi okazji celem uruchomienia swego nowego systemu szantażu na społeczeństwie polskim. Chodziło tu bowiem o zastraszenie i wymuszenie na opinji polskiej, pod grozą znęcania się nad niewinnemi ludźmi, aby opinja ta zaniechała jakiejkolwiek akcji protestacyjnej na rzecz Polaków za Olzą, aby wogóle o nich zapomniała, zostawiając szowinistom czeskim swobodę czechizowania naszej ludności.

Harcerz Delong, dwudziestoletni młodzieniec, miał to nieszczęście, że na niego, jako na królika doświadczalnego skuteczności nowej „metody” padł wybór czeskich prokuratorów. Wywiadowcy czescy, od których roi się pogranicze, zeznali, że Delong brał udział w manifestacji cieszyńskiej, a funkcjonarjusz czeski oświadczył, że rozpoznał go w grupie manifestantów polskich na prawym brzegu Olzy, oraz że Delong wraz z innymi rzucał kamieniami, które (a były to właśnie kamyki Delonga) dolatywały na czeską stronę. Szczytem kompromitującej przemyślności oskarżycieli był fakt, że w czasie rozprawy (12 i 13 listopada 1935) jeden z czeskich żandarmów, w 3,5 miesiąca po fakcie, o który chodziło, przedstawił sądowi kilka kamyków (!) zeznając, że nimi to właśnie rzucał Delong i że one to przelatywały na czeską stronę.

Jakże czeski prokurator podchodzi do oskarżenia i czem kończy się przewód sądowy, kierowany przez skompromitowanego w słynnym procesie Bocka i tow., sędziego Kaempfa? Oto prokurator, uzasadniając zarzut zbrodni popełnionych przez Delonga, reasumuje w ten sposób:

a) manifestanci polscy w Cieszynie dnia 28. VII. 35 podnosili okrzyki przeciw Czechosłowacji, przysięgali, że nie opuszczą swych braci z za Olzy, wygrażali laskami i parasolami, zmówili się, by urządzić manifestację, a więc zmowa, spisek, iredenta;

b) w manifestacji wzięły udział różne organizacje sportowe, zawodowe i społeczne polskie – widziano tam też Delonga, czyli zawarł on spisek z temi iredentystycznemi organizacjami celem dokonania zamachu na republikę;

c) widziano, jak Delong rzucał kamykami, czyli popełnił ponadto zbrodnię gwałtu publicznego w okolicznościach szczególnie niebezpiecznych.

W wyniku rozprawy został skazany Delong na 18 miesięcy ciężkiego więzienia z postem co miesiąc, na utratę obywatelskich praw honorowych na przeciąg lat 5 (sic!) oraz na wydalenie z granic republiki.

Pomijając fakt, że z punktu widzenia prawnego zarzut popełnienia przez Delonga zbrodni stanu jest zupełnie bezpodstawny i cały ten proces zasługuje na określenie go jako skandalu sądowo-politycznego, rzuca się w oczy pozbawione już nietylko podstaw prawnych, ale świadczące o niskiej perfidji występowanie z koncepcją, której nie powstydziłby się policyjny system Metternicha.

Gdyby bowiem iść po linji czeskiego rozumowania, każdy obywatel polski, który brałby udział w wiecach protestacyjnych w Polsce przeciw uciskowi naszych rodaków za Olzą, lub każdy członek organizacyj, występujących na tego rodzaju manifestacjach, mógłby być w Czechosłowacji karany i to o nie byle co, bo o zbrodnię udziału w spisku przeciw całości republiki. Wystarczy wspomnieć, że według aktu oskarżenia takiemi iredentystycznemi organizacjami są „Związek kolejarzy”, „Związek pocztowców”, „Związek weteranów”, „Straż graniczna”, „Straż więzienna”, „Straż pożarna”, „Związek rezerwistów”, „Związek podoficerów”. Jednem słowem cała Polska na indeksie, splątana w jeden olbrzymi spisek przeciw Czechosłowacji.

Jest to humorystyczne i tragiczne zarazem.

Humorystycznem jest, jeżeli autorzy metod czeskich sądzą, że w ten sposób zastraszą społeczeństwo polskie i odsuną je od jego braci z za Olzy lub że zmniejszą jego czujność i wrażliwość na los i krzywdy, jakie Czesi Polakom w Czechosłowacji zadają.

Tragicznem zaś jest w tej metodzie cierpienie jednostek pociąganych przez Czechów do odpowiedzialności bez względu na stosunek ich winy do zarzucanej zbrodni, dla odstraszenia reszty; jest to system, który można porównać chyba do wymazanej dziś, zwłaszcza w stosunkach pokojowych, metody porywania i dręczenia zakładników.

Takim zakładnikiem był harcerz polski, Jan Delong. Został on ukarany ciężkiem więzieniem nie za swoje przestępstwa, lecz za całe społeczeństwo polskie, któremu nie może być obojętnem los Polaków za Olzą, które nie może i nie będzie biernie patrzeć na wysiłki czeskie, idące w kierunku zlikwidowania polskości pozostawionej pod czeskim zaborem.

Delong zniósł wszelkie szykany i karę złośliwie dlań obmyśloną. Los jego jednak dzieliły moralnie miljony serc polskich, w które głęboko wryło się nowa krzywda od pobratymców. Nietyle leży ona w tem, że skazano niewinnie Polaka na kilkanaście miesięcy i że do tego użyto chwytów i tricków nielicujących z godnością wymiaru sprawiedliwości, ile przedewszystkiem w niskości użytej metody, hańbiącej autorów.

Jakże śmiesznie wobec tak jaskrawych faktów wyglądają opowiadania o chęci zbliżenia z Polską, któremi Czesi żonglują zagranicą! A także i jeżeli chodzi o stosunek społeczeństwa w Polsce do Polaków w Czechosłowacji, czeskie metody prowokacji dają rezultaty wręcz przeciwne od zamierzonych przez Czechów.

M.

Największy, najważniejszy i jednocześnie pierwszy ogólnopolski dziennik dwudziestolecia międzywojennego. Wydawany w Krakowie w latach 1910 – 1939. Za­ło­ży­cie­lem, za­ra­zem wy­daw­cą i re­dak­to­rem na­czel­nym był Ma­rian Dą­brow­ski. Posiadał dodatki jak Kuryer Literacko-Naukowy, wydawany w latach 1924–1939, i Kuryer Kobiecy, wydawany w latach 1927–1939. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości IKC przekształcił się w najpotężniejszy w okresie międzywojennym koncern prasowy. Politycznie czasopismo reprezentowało opcję centrową a po zamachu majowym – prorządową. Od lat 20-tych był gazetą o najwyższym w Polsce nakładzie 150 tys. egzemplarzy. Z gazetą współpracowali czołowi polscy dziennikarze i publicyści a także ludzie kultury i nauki.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close