Jak brat Cyprjan z Czerwonego Klasztoru leciał w powietrzu do Morskiego Oka… 200 lat temu

Badacze przeszłości Tatr i Podhala już przed wielu laty natrafili na ślady tajemniczego „brata Cyprjana” z Czerwonego Klasztoru w Pieninach, który miał przed dwoma wiekami „latać w powietrzu”. W ciągu poszukiwań znaleziono źródła historyczne, potwierdzające prawdziwie sensacyjną historję. W sprawie tej przesyła nam znany dziennikarz węgierski Job Paal, bawiący obecnie na Spiszu, następujący artykuł.

Westerów, 29 października.

Nad Morskiem Okiem piętrzy się potężna turnia skalna, Mnich. Ma od na sobie jak gdyby długą mniszą szatę, a głowę pokrytą kapturem. Górale żegnają się na jego widok i opowiadają następującą legendę: Żył raz zakonnik, razem z inną bracią zakonną. Reguła ich była tak surowa, że bracia nie śmieli mówić jeden do drugiego. Otóż ten mnich, nazwiskiem Cyprjan, za poradą szatana, sporządził skrzydła, które sobie przytwierdził do barek i na których poleciał ze szczytu Trzech Koron w Pieninach do Morskiego Oka w Tatrach. Tu oczekiwała nań piękna pastereczka. Zaciągnęła go ona do jeziora, aby go utopić. Zdołał się jednak wyrwać, wyszedł na brzeg i zamienił się za karę, że uległ pokusie, na skałę i stoi tak do dziś.

Tak mówi legenda. Ile jest w tem prawdy?

Oto naukowe badania stwierdziły, że brat Cyprjan rzeczywiście istniał i mieszkał w Czerwonym Klasztorze. Należał on do zakonu Kamedułów i faktem jest, że na aparacie ślizgowym przez siebie sporządzonym przeleciał 40 klm. Na zarządzenie biskupa z Nitry samolot ten djabelski został publicznie na rynku w Białej Spiskiej spalony.

Smutny i opuszczony stoi na brzegu Dunajca – Czerwony Klasztor.

Z p. Andrzejem Nitschem, posłem do praskiego parlamentu ze Spiszu, który zna każdy zakątek tego kraju, oraz z p. drem Michałem Guhrem, prezesem Towarzystwa Karpackiego, dojechaliśmy do Czerwonego Klasztoru.

Droga jest romantyczna. Szybko dotarliśmy wśród wspaniałych widoków do Dunajca. Przeciwległy brzeg należy już do Polski. Dookoła leżą płaty kory brzozowej, które zespolone z wikliną, służą do budowania tratew na Dunajcu. Na lewo przewija się rwąca, obfitująca w łososie rzeka, na prawo stoją resztki murów potężnej niegdyś budowli, w środku której widnieje czerwona brama na rozcież otwarta, czerwona brama Czerwonego Klasztoru.

Jest nie do pojęcia, że nikt nie myśli o restauracji tej budowli, tak ciekawej z punktu widzenia kulturalno historycznego. Potężny dziedziniec zarośnięty zielskiem, z murów odrywają się czerwone cegły, w celach pełno błota i tynku, obrazy, malowane ręką artystów, albo pospadały, albo dostały się w ręce wandalów. Jacyś gruboskórni ludzie dorysowali na twarzy świętej dziewicy wąsy, a świętemu dookoła oczu okulary. Nie pojmuję dlaczego panowie Jan i Józef musieli koniecznie zaznaczyć na tych obrazach z przed kilkuset lat, że byli tutaj 8 października… Wspaniałe skarby wczesnogotyckiej sztuki muszą z powodu zaniedbania i beztroski ginąć…

Tam, gdzie robiono sztuczne złoto.

Gdyby ten wspaniały stary zabytek, pochodzący z początku XIV w., należycie odrestaurowano, wówczas tysiące turystów przyjeżdżałoby, ażeby zwiedzać ten niezwykły klasztor. Został on zbudowany w r. 1319. Jego pierwsi mieszkańcy, to byli Kartuzi, członkowie bardzo surowego zakonu. Pozdrawiają się oni: „Memento mori” (pamiętaj że umrzesz). Jedyne to słowa, które wolno im wymówić. Po wielu zmiennych przejściach zostali na miejsce Kartuzów osiedleni w r. 1711 Kameduli, niemniej surowy zakon W r. 1782 Józef II skonfiskował ten klasztor, zgromadzenie rozwiązał tak, że od tego czasu zabytek należy do państwa.

Kościół tego klasztoru jest dobrze zachowany. Za ołtarzem stoją jeszcze nietknięte ręką barbarzyńców obrazy. Tam siedzieli mnisi podczas modłów. 12 ławek stoi jedna obok drugiej na prawo i na lewo. Na oparciach 12-tu ławek, 12-cie obrazów, przedstawiających mnichów przy ich zwyczajnych zajęciach. Jeden łowi w rzece, drugi modli się, inny leczy chorych, a jeden mnich w białej szacie stoi nad brzegiem rzeki i patrzy na Trzy Korony. Ma to być brat Cyprjan.

Cele mnichów znajdują się w piwnicy, wąskie i ciemne. Tylko jedna jest nieco większa. Stoi w niej ogromny kominek. Jeszcze widoczne jest miejsce, gdzie umieszczano retorty i tajemnicze naczynia. Tutaj próbowali mnisi z nieszlachetnych metali uzyskać złoto.

Djabelski wóz brata Cyprjana na spalenie.

Dr Guhr, który zajął się rozwiązaniem legendy o Cyprjanie, opowiedział mi o swoich badaniach, co następuje:

„Że brat Cyprjan żył istotnie, wiedziano już z początkiem bieżącego stulecia. W tym czasie muzeum węgierskie Twa Karpackiego w Popradzie weszło w posiadanie Zielnika brata Cyprjana. Jest to duża księga, oprawna w psią skórę, zawierająca wszystkie lecznicze rośliny Spiżu i Tatr. Zielnik jest niezmiernie interesującym dokumentem. Z tekstów w nim zawartych wynika, że brat Cyprjan był alchemikiem, lekarzem, botanikiem, ogniomistrzem, stolarzem, zwierciadlarzem, malarzem i wogóle człowiekiem znającym się na wszelkich sztukach. Na pierwszej stronie tego Zielnika widzimy motto: „Ducit ad Astra” (Prowadzi do gwiazd), a na prawo uzupełnienie: „Aequali robore certant” (Walczą równemi siłami).

Atoli nie w tym Zielniku znajduje się wiadomość o locie braciszka. Została ona zapisana w kronice przez jakiegoś węgierskiego magistra, pod datą 1753, którą odkrył węgierski historyk sztuki Elemer Koszeghy. W kronice tej czytamy co następuje w języku łacińskim:

„Byłem obecny na rynku w Białej Spiskiej, kiedy palono djabelski wóz. Słało się to na zarządzenie biskupa z Nitry, Bolesława Matjaszowskiego. Kazał on spalić na stosie djabelską maszyną, przy pomocy której niejaki brat Cyprjan kusił niebo. Mnich mieszkał w klasztorze, który przez lud z powodu jego czerwonego dachu, Czerwonym Klasztorem był nazwany. Brat Cyrjan nazywał się przedtem Vogelberg i pochodzi z miasta Georgendorf na Spiszu. Wyleciał on z Trzech Koron i unosił się po tej stronie Dunajca (t. zn. po stronie polskiej. Red.) aż do Morskiego Oka. Przy spaleniu skrzydeł był obecny wielki tłum ludzi i zjawili się nawet panowie ze spiskiego zamku. Biskup nie był przy tem obecny, brakowało też mnicha, którego przeniesiono do Węgier. Tam niema gór i tam nie będzie latać”.

Prezes Twa Karpackiego opowiada dalej:

„Stwierdziliśmy, że o tym udałym locie brata Cyprjana wiedziała wówczas cała okolica. Wielu ludzi wędrowało wówczas do Czerwonego Klasztoru, a każdy przyniósł jakiś podarek. Okoliczne klasztory były z tego powodu zazdrosne i wniosły do biskupa skargę”.

Trzy Korony, z których brat Cyprjan przedsięwziął lot, z pewnością pierwszy lot na świecie, jaki wogóle kiedykolwiek odbyto, to najwyższy szczyt Pienin, leżący tuż naprzeciw Czerwonego Klasztoru, liczy 982 m. wysokości. Wszystkim jest wiadomo, że tak jak w Tatrach, głównie wiatr zachodni panuje w Pieninach. Wiadomo też, że lotem ślizgowym można szybować pod wiatr. Wiedział też o tem oczywiście brat Cyprjan „doktor i magister tysiąca sztuk”. Udało mu się przy korzystnym wietrze przelecieć 40-kilometrową przestrzeń, dzielącą Trzy Korony, od okolic Morskiego Oka. (Oczywiście nie ma tu mowy o locie do samych brzegów Morskiego Oka, leżącego na wysokości 1392 m. wśród przepaścistych gór, ale raczej o wylądowaniu tam, gdzie dolina, w której leży M. Oko wchodzi na teren Podhala, t. zn. w okolicy dzisiejszej Jaworzyny, lub Łysej Polany).

Pewien znany lotnik ze Spiżu zamierza odbyć ten sam lot na wiosnę i w ten sposób zrekonstruować lot brata Cyprjana.

* * *

Nad Morskiem Okiem stoi samotny mnich, wyniosła turnia skalna, podobna do zakonnika. Gdy oświeca go pełnia księżyca, to zdaje się, jakgdyby jego oczy nabierały blasku. Są one skierowane ku wschodowi, tam, gdzie stoją cztery szczyty Trzech Koron, a niedaleko od Trzech Koron leży Biała Spiska, gdzie zostały spalone jego skrzydła. Skrzydła człowieka, który pierwszy z ludzi leciał.

Job Paal.

Największy, najważniejszy i jednocześnie pierwszy ogólnopolski dziennik dwudziestolecia międzywojennego. Wydawany w Krakowie w latach 1910 – 1939. Za­ło­ży­cie­lem, za­ra­zem wy­daw­cą i re­dak­to­rem na­czel­nym był Ma­rian Dą­brow­ski. Posiadał dodatki jak Kuryer Literacko-Naukowy, wydawany w latach 1924–1939, i Kuryer Kobiecy, wydawany w latach 1927–1939. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości IKC przekształcił się w najpotężniejszy w okresie międzywojennym koncern prasowy. Politycznie czasopismo reprezentowało opcję centrową a po zamachu majowym – prorządową. Od lat 20-tych był gazetą o najwyższym w Polsce nakładzie 150 tys. egzemplarzy. Z gazetą współpracowali czołowi polscy dziennikarze i publicyści a także ludzie kultury i nauki.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close