Konrad Wrzos

Jedna sekunda bezpieczeństwa kosztuje Francję 1000 franków

Paryż z końcem grudnia.

W hallu pałacyku przy rue Saint Dominique, gdzie mieści się ministerstwo wojny Republiki Francuskiej, stoi stary pancerz średniowiecznego rycerza.

W prawem skrzydle tego pałacyku urzęduje minister wojny, p. Edward Daladier, ze swym sekretarjatem politycznym, na którego czele stoi p. Bizardel, młody, uroczy człowiek, wzór sumienności i pracowitości francuskiej, – urzędnik, literat, bibljofil. P. Bizardel jest jednocześnie sekretarzem osobistym ministra wojny i jego ulubieńcem, dyrektorem bibljoteki miasta Paryża i uzdolnionym pisarzem. W literaturze występuje pod pseudonimem Yvon Lapaquellerie.

W prawem skrzydle pałacyku przy rue St. Dominique panuje atmosfera salonu. Stare, stylowe meble w gabinecie ministra, dywany w gabinecie jego sekretarza, portrety, rzadkie medale, popiersia zmarłych generałów.

W hallu: stare bagnety i karabiny, powiązane w kozły i symboliczna zbroja średniowiecznego rycerza – nagolenniki, pancerz, hełm.

W lewem skrzydle pałacu przy rue St. Dominique mieści się gabinet wojskowy ministra.

Ilekroć przechodziłem przez hall z prawego skrzydła do skrzydła lewego – a podczas swego pobytu w Paryżu odwiedziłem ministerstwo wojny czterokrotnie -wzrok mój zatrzymywał się na tej starej zbroi, na stalowym szyszaku, na stalowej tarczy.

W lewem skrzydle pałacu przy rue St. Dominique uczono mnie, czem są dla Francji jej dzisiejsze fortyfikacje, wybudowane wzdłuż granicy Alzacji i Lotaryngji między Luksemburgiem a Renem na przestrzeni 200 kilometrów.

Starożytna zbroja rycerza i nowoczesne fortyfikacje – służą temu samemu celowi, każde w swojej epoce.

Nigdy dotąd nie stworzono fortyfikacji nie do zdobycia. I zawsze z opancerzeniem walczył pocisk – z łuku, z moździerza, czy z armaty. Ilekroć snycerz, technik, budowniczy udoskonalił pancerz, kto inny wymyślał mocniejszy pocisk. Forty, będące w chwili budowy zapowiedzią „nowej ery” w obronie „dernier cri” – stawały się wkrótce „niemodne”. Armata, to dyktator mody fortecznej.

To też najsilniejsze i najlepiej pomyślane fortyfikacje nie będą nigdy dostateczną gwarancją obrony, jeżeli zabraknie w nich żołnierskiego ducha i męstwa.

W hallu pałacyku przy rue St. Dominique stoi zbroja średniowiecznego rycerza.

Średniowieczny pancerz i nowoczesna forteca?…

Tyle podobieństwa, tyle wątpliwości.

Ale moje wątpliwości rozwiewały się zawsze z otwarciem drzwi lewego skrzydła pałacu przy rue St Dominique.

W tem skrzydle bowiem panuje nastrój koszarowy. Mali, błękitni żołnierze, młodzi 20-letni chłopcy w „kepi” uwijają się po wąskim, zaniedbanym przedpokoju, z którego nie tak łatwo przedostać się dalej. Potem korytarz prowadzący do gabinetów, w których wre praca.

Wchodzę do przedostatniego. To pokój pułkownika Barthe, szefa biura studjów ministerstwa wojny. Każą mi w tym pokoju zaczekać chwilę, która ma być bardzo krótka. Ta chwila trwa godzinę. Nagle, jak burza, wpada do pokoju pułkownik Barthe by mnie przeprosić. Jego żywe oczy, krótkie, urywane zdania, błyskawiczne tempo porywają. – Zwarty w sobie, barczysty i przy średnim    wzroście wprost atletyczny, pułkownik reprezentuje tak sympatyczną zawsze tężyznę wojskową. I to, co mówi, jest niesłychanie proste, mądre i sympatyczne. Nawet, gdy jest po wojskowemu „chropowaty” nawet gdy klnie trzeszczące jak karabiny maszynowe telefony i gdy je odrzuca krótkiem: „tak”, lub „nie”.

– Lassegue – woła co kilka minut do swego zastępcy, który w zielonkawym mundurze majora sztabu ukazuje się po każdem takiem wezwaniu w drzwiach gabinetu swego szefa, by wysłuchać krótkich poleceń.

Lassegue krzyczy coś przez ścianę do pułkownika i pułkownik odpowiada mu bezceremonjalnem ostrzeżeniem:

– Attention. Elle est intrigante. Elle est bien parfumee. (Uwaga, bo ona budzi zainteresowanie i używa dobrych perfum).

To pyszne powiedzonko brzmi w atmosferze tajemnic wojskowych tak pikantnie, że nie mogę się oprzeć jego powtórzeniu.

Zajmijmy się jednak rzeczami, może równie niedyskretnemi, ale poważniejszemi.

1870-1914-1933.

Zacznijmy od początku, a raczej od końca.

Znowu od pytania: czy historja ma się powtórzyć?

W r. 1870 Francja została pobita przez Niemcy. Część otoczonych wojsk mogłaby się była schronić na terytorjum Belgji, ale Belgja nie przepuściła wówczas żołnierzy francuskich. Czemu się tak stało?

Napoleon III był tym monarchą Francji, który myślał o zagarnięciu Belgji. Napisał tedy do Bismarka, że uzna związek północno-niemiecki, jeżeli Prusy udzielą mu pomocy w zdobyciu Belgji. Odpowiedź Bismarcka brzmiała odmownie.

Propozycje Napoleona III zakomunikował Bismarck Anglji – tak bardzo zainteresowanej w istnieniu niepodległości Belgji. Anglja zachowała w wojnie francusko-pruskiej neutralność. Belgja zaś zamknęła swoją granicę dla pokonanej armji francuskiej.

Napoleon III upadł, popełniwszy historyczny błąd: chciał Belgji jako państwa lennego, zamiast sojusznika.

Znane są słowa Bismarcka, wypowiedziane na początku wojny r. 1870 do posła belgijskiego w Berlinie:

„Dziwi mnie, że człowiek o pańskiej przenikliwości może mnie podejrzewać, iż byłbym tak naiwny, ażeby pchać Belgję w ramiona Francji”.

Rok 1914 pchnął jednak Belgję w ramiona Francji.

I w r. 1933, gdy Francja kończy budowę swych linij fortyfikacyjnych wzdłuż granicy niemieckiej, sojusznicza Belgja linje te postanawia przedłużyć na swem terytorjum. Tym razem nie zamawia części urządzeń ochronnych u Kruppa.

W belgijskiem ministerstwie obrony narodowej powiedziano mi:

„Zamówienia są zasadniczo zastrzeżone dla przemysłu krajowego” i do tego dodano mi taki komentarz: „Minister obrony narodowej przypuszcza, że może liczyć na sumienność i patrjotyzm firm belgijskich, które nie nadużyją przywilejów, danych im przez państwo”.

Metz broni Francji.

Linje fortyfikacyjne belgijskie będą – jak rzekliśmy poprzednio – przedłużeniem linij francuskich, których ośrodkiem jest Metz.

Vauban mawiał do Ludwika XIV:

„Metz broni państwa”.

Jak było w 1870 r.?

Forty Saint Julien, Queulen, St. ?Quentin, Plappville tworzyły wieniec punktów obronnych. Forty St. Eloi i St. Privat nie były podówczas jeszcze gotowe.

Napoleon III skupił na prawym brzegu Mozeli armję reńską, aby wydać bitwę. Tymczasem marszałek Bazaine cofnął się przez Verdun do Chalons, by tutaj ją przyjąć. Bazaine nie wiedział, że przeciwnik jest słaby i sądząc, że Niemcy chcą go odaunąć od Metzu, zrezygnował z połączenia z marszałkiem Mac-Mahonem.

Rozdarcie armji francuskiej stało się faktem. Bazaine nie próbował przedrzeć się na zachód. Niemcy utrzymywali tylko w separacji armje francuskie.

Mac-Mahon pisze w końcu sierpnia do Bazaine’a: „Połączcie sie za wszelką cenę!”

Zdecydowano koncentrację oddziałów pod fortem St. Julien dla przerwania frontu w kierunku na Diesenhoffen. Nastąpiła bitwa pod Noisseville. Książę Franciszek Karol z trzema korpusami uniemożliwił przedarcie się armji francuskiej. W międzyczasie Mac-Mahon został osaczony przez armję pruską pod Sedanem i 7 września pobity.

Bazaine stracił w ciągu tygodnia 2.100 oficerów i 40.000 żołnierzy. Głód i choroby, uniemożliwiły dalszą obronę.

Metz został oddany Niemcom. Wraz z Metzem cała armja, trzech marszałków, 4.000 oficerów, 173.000 żołnierzy, 800 armat, 30.000 karabinów, amunicja i broń, 53 orły i sztandary.

Kapitulacja Metzu otworzyła armji pruskiej drogę na Paryż.

* * *

Metz broni Paryża.

Jak było w r. 1914?

Metz – ten klucz do bram Paryża – znajdował się w rękach niemieckich. Umocnione Seré de Riviere, umieszczone daleko poza linją, daleko, bo 30-40 klm., miało umożliwić szybką na owe czasy mobilizacji sił Francji.

Było też ono przeznaczone dla ustanowienia stref obronnych, było uznane za oś manewrów w wielkim zakresie, a wymagała tego taktyka i strategja natarcia. Tę rolę miało ono odegrać w momencie cofania się na początku wojny 1914 r., dzięki niemu mogła się udać obrona nad Marną.

Największy, najważniejszy i jednocześnie pierwszy ogólnopolski dziennik dwudziestolecia międzywojennego. Wydawany w Krakowie w latach 1910 – 1939. Za­ło­ży­cie­lem, za­ra­zem wy­daw­cą i re­dak­to­rem na­czel­nym był Ma­rian Dą­brow­ski. Posiadał dodatki jak Kuryer Literacko-Naukowy, wydawany w latach 1924–1939, i Kuryer Kobiecy, wydawany w latach 1927–1939. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości IKC przekształcił się w najpotężniejszy w okresie międzywojennym koncern prasowy. Politycznie czasopismo reprezentowało opcję centrową a po zamachu majowym – prorządową. Od lat 20-tych był gazetą o najwyższym w Polsce nakładzie 150 tys. egzemplarzy. Z gazetą współpracowali czołowi polscy dziennikarze i publicyści a także ludzie kultury i nauki.

Close