Mniejszość polska pod obuchem teroru niemieckiego

Co mówi światu proces malborski ?

(Orygin. korespondencja „Il. Kuryera Codz.”).

Królewiec, w styczniu.

Pamiętny jest brutalny napad bojówki niemieckiej na mieszkania działaczy polskich i szkołę i ochronkę polską w mikołajkach w pow. sztumskim. Pamiętamy, jak to natychmiast po wyborach do Reichstagu rozpoczęły się brutalne szykany anti-polskie, ponieważ Polacy podwoili ilość głosów swych do Reichstagu. I pamiętamy też, jak to po zajściach w Mikołajkach prasa niemiecka starała się wmówić w opinję, że napad na szkołę polską był zorganizowany przez… Polaków, a to w celach prowokacyjnych, a gdy to nie udało się, starano się przedstawić sprawę jako zwykłą kłótnię mieszkaniową.

Przez pięć dni odbywał się w Malborgu proces przeciwko sprawcom napadu. I mimo usiłowań sądu, aby zatuszować tło polityczne zajścia, wyszło na jaw, że napady na szkołę i mieszkania Polaków nie były ani dziełem prowokacji polskiej, ani też kłótnią mieszkaniową, lecz że zajścia te miały tło wybitnie polityczne, oraz że były one doskonale przygotowane przez bojówkę hitlerowską.

Wobec tego, że bojówkarze zniszczyli urządzenie szkolne, sąd dopuścił jako oskarżyciela pobocznego, prezesa Polskiego Związku Szkolnego w Berlinie, p. Jana Baczewskiego, który stale wskazywał na tło polityczne napadu. Boć oskarżeni, acz w większości noszą polskie nazwiska, to najgorszego rodzaju hakatyści. Taki Gottschewski (!) jest prezesem mikołajskiej grupy hitlerowców, taki Guzowski, to zawołany wróg polskości, a renegat Patczinski, optant niemiecki, wydalony za oszustwa z Polski, to znany polakożerca. Wreszcie czwarty oskarżony, Niemiec Cholevius, stale napastował mieszkańców polskich.

* * *

Wieś Mikołajki jest wioską całkowicie polską, w której prócz tubylczej ludności polskiej, mieszka jedynie paru Niemców-kolonistów. Od czasu wyborów do Reichstagu, czyli od połowy września ub. r., stosunki znacznie się pogorszyły. Polacy nie byli pewni swego bezpieczeństwa. Oliwy do ognia dolewali żandarmi miejscowi, którzy byli w zmowie z hakatystami, a których skrycie popiera anti-polska polityka młodziutkiego landrata sztumskiego dr Zimmera.

Na sądzie stwierdzono, że jeśli kto z miejscowych Polaków zwrócił się do żandarmów o ochronę przed napastnikami, żandarmi odpowiadali, aby sobie sprowadzono policję z Warszawy… Nic tedy dziwnego, że banda hitlerowska, czując bezkarność, napastowała spokojnych obywateli, wymyślała na Polaków, aż w końcu doszło do wielkiego napadu na kilka domów polskich i na szkołę, której wnętrze częściowo zdemolowano.

Jeden ze świadków obrony, Niemka Fiebergowa w swej naiwności stwierdziła, że gdy słyszała łamanie płotów przed swoim domem, otworzyła okno i wołała: „Tu nie mieszka Gembosz, lecz Fieberg”.

Na zapytanie prezesa Baczewskiego, dlaczego tak wołała, p. Fiebergowa cynicznie powiedziała: „Wiedziałam, że mnie, jako Niemce, nikt nic nie zrobi, a mieli bić tylko Polaków”…

W listocie też tej nocy wybito szyby u Polaka Gembosza, niszcząc mu płot i ogród. Ale i inni świadkowie zeznawali, że Niemcy byli bezpieczni, a jedynie na Polaków napadano.

Oskarżeni i cała paczka nacjonalistyczna starali się wpłynąć na świadków, aby zeznawali fałszywie, by wywołać wrażenie, że to istotnie Polacy napadli na szkołę. Zdemaskował tę ich ohydną rolę, prezes Baczewski, który miał przeciwko sobie nietylko sąd i obrońcę, nietylko całą prasę niemiecką, ale i – prokuratora, który w procesie tym przyjął na siebie rolę – obrońcy. Rolę tę napiętnował kilkakrotnie podczas rozprawy prezes Baczewski, narażając się kilkakrotnie na utarczki z przewodniczącym sądu.

W końcu biorąc w ogień krzyżowy świadków obrony i oskarżonych, prezes Baczewski doprowadził do – przyznania się oskarżonego Gottschewskiego do popełnionych czynów. Gottschewski mianowicie przyznał się, iż on, jako prezes hitlerowców dokonał napadu na szkołę polską, iż wybił okna w domach Polaków, bo chciał odpowiedzieć na rzekomy „teror” polski wobec Niemców…

Ogromne zamięszanie powstało na ławach zarówno sądu, jak i prasy. Załamał się tedy zakłamany niemiecki domek z kart, zbudowany na bajce o „polskiej prowokacji”. Załamały się więc kłamstwa hakatystów, iż napad na szkołę był sporem mieszkaniowym, rodzinnym.

Na wszystkie te momenty wskazał w swej mowie oskarżycielskiej prezes Baczewski, który napiętnował bezczelne kłamstwa prasy niemieckiej, który na podstawie zeznań świadków udowodnił, iż napad był przygotowany z góry, bo Niemcy o nim wiedzieli, że prześladowania Polaków są systematyczne. Prezes Baczewski napiętnował zachowywanie się żandarmerji i władz politycznych, napiętnował macosze traktowanie Polaków w Prusach Wschodnich i stwierdził ich prawo do zakładania szkół i pielęgnowania pięknej i bogatej kultury polskiej…

Dziwnie uroczyście odbijały się jego słowa w malborskiej sali sądowej i dziwnie natchnieni słów tych słuchali licznie zebrani rodacy sztumscy… Mowa p. Baczewskiego wywarła głębokie wrażenie na wszystkich, nawet dziennikarze niemieccy nie mogli obronić się wzruszeniu. Niezapomniany zostanie apel prezesa Baczewskiego do sumienia sędziowskiego, aby sąd sprawiedliwie sądził, aby ratował zaszargany honor niemiecki…

Sąd skazał – jak już doniesiono – głównego oskarżonego Gottschewskiego na 4 miesiące i 2 tygodnie więzienia, Choleviusa na 1 miesiąc więzienia, Patczinskiego na 20 marek kary, czwartego zaś oskarżonego Guzowskiego – uwolniono…

Oto wyrok „sprawiedliwy” na sprawców tylu niepokojów anti-polskich, na sprawców napadu na szkołę i ochronkę polską. Wyrok ten mówi – tomy i jest wymowniejszy, aniżeli najdłuższe komentarze.

A. K.

Największy, najważniejszy i jednocześnie pierwszy ogólnopolski dziennik dwudziestolecia międzywojennego. Wydawany w Krakowie w latach 1910 – 1939. Za­ło­ży­cie­lem, za­ra­zem wy­daw­cą i re­dak­to­rem na­czel­nym był Ma­rian Dą­brow­ski. Posiadał dodatki jak Kuryer Literacko-Naukowy, wydawany w latach 1924–1939, i Kuryer Kobiecy, wydawany w latach 1927–1939. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości IKC przekształcił się w najpotężniejszy w okresie międzywojennym koncern prasowy. Politycznie czasopismo reprezentowało opcję centrową a po zamachu majowym – prorządową. Od lat 20-tych był gazetą o najwyższym w Polsce nakładzie 150 tys. egzemplarzy. Z gazetą współpracowali czołowi polscy dziennikarze i publicyści a także ludzie kultury i nauki.

Close